2 listopada 2017

Zofia Kossak o Zaduszkach

Polona.pl


Zofia Kossak

Rok polski. Obyczaj i wiara



Nazajutrz po Wszystkich Świętych świta Dzień Zaduszny. Te dwie uroczystości dopełniają się wzajemnie jak głos i echo, światło i cień, wieniec zwycięstwa i wieniec cierniowy. Kościół tryumfujący i Kościół cierpiący pochylają się nad ziemią, jeden w blasku, drugi w bólu, my zaś, Kościół walczący, my, dobijający się w trwodze własnego zbawienia, korzystamy z pomocy jednych, wspomagamy drugich. I na tym polega wielkie ludzkie misterium, ofiarowane przez ziemię w podzięce za rozpoczynające się z Adwentem Misterium Boże.

[…]

Każdej jesieni, gdy Droga Mleczna, zwana przez Słowian Drogą Dusz lub Drogą Żurawi, zbladła i zwęziła się, a gwiazdy Sita (Plejady) stanęły wysoko na niebie, na ziemiach polskich obchodzono Święto „Dziadów", określane też jako „pusty wieczór" lub „bdyn". W szczególny sposób przyrządzone potrawy składały się na ucztę, czyli „tryznę", niesioną uroczyście na żalnik. Palono ognie, kapłan-wróż, okryty białą końską skórą, wywoływał kolejno imiona i przydomki wszystkich zmarłych rodowców gromady, rzucając za każdym imieniem nieco jadła w ogień. Wierzono, że zmarli zwołani przychodzą, że posilają się, jak niegdyś. Że błogosławiona siła pokarmów, mleka, kaszy, kołaczy, mięsiwa, przenika ich mgliste członki, pozwala na tę jedną noc stać się podobnymi do żywych. Kto by się odwrócił, ujrzałby ich twarzą w twarz. Jak w tylu innych wypadkach, Kościół ochrzcił te obrzędy zamieniając noc „Dziadów", „pusty wieczór", w Dzień Zaduszny.

„Wierzycie, że zmarli żyją i potrzebują pomocy? - Zaiste, słusznie wierzycie; jeno modlitwy trzeba zmarłym, a nie jadła. Palicie ognie dla zwołania duchów? Palcie je dla wyobrażenia światłości wiekuistej, której są spragnione. Nie sądźcie, że zmarli żyją poty tylko, póki rodowcy o nich pamiętają - nieśmiertelne są dusze ludzkie; -lecz wiedzcie, że pamięć wasza przyśpiesza ich wybawienie. Nie szczędźcie pamięci zmarłym! A nie będziecie więcej lać wody, rozstawiać palcy, wołać: czur! czur! albo: a kysz! a kysz! lecz powiadać będziecie: Wieczny odpoczynek racz im dać, Panie... Nie lękajcie się zmarłych i nie frasujcie się o tych, których żywot był uczciwy. - Odtąd - mówi Duch - aby (umarli) odpoczęli od prac swoich, albowiem uczynki ich za nimi idą."

Wietrzny, mroczny jest listopad. Drzewa obnażone z liści ujawniają swoje rany, przeżyte burze, załamania, klęski i cierpliwe zaleczenia. Kurczowo zgięte konary prostują się znowu ku górze, złamana gałąź tryska wiązką nowych pędów. Głęboka blizna po oderwanej przez burzę gałęzi zarasta z wolna, oblewana żywą miazgą. Piękne są drzewa w tej szczerej odsłonie. Wielu artystów malowało urok cienistych kopuł liściastych. Niewielu zdołało oddać patetyczną wymowę drzew nagich. [...]

1 listopada 2017

Zofia Kossak o Dniu Wszystkich Świętych

Polona.pl



Zofia Kossak


Rok polski. Obyczaj i wiara


[…] Wszyscy święci! Pochodzący ze wszystkich ras, wszystkich narodów, wszystkich epok, stanów, zawodów... Intelektualiści, mędrcy, władcy, badacze, pastuszkowie, żebracy, możni tego świata i proletariusze, rycerze i zakonnicy, starzy, młodzi, dzieci, dziewice, matki, żony, wdowy...

Gdziekolwiek rośnie wiecznie zieleniejące drzewo wiary, rodzą się święci, najpiękniejszy jego owoc. Wśród tej rzeszy nie ma lepszych ani gorszych, przednich i poślednich. Bóg ich sobie upodobał. Są święci. Znamy z imienia zaledwie małą cząstkę tego tłumu. Zazwyczaj ograniczamy się do świętych kalendarzowych. A wszakże są ich tysiące. Tysiące świętych kanonizowanych.

Tysiące świętych jeszcze nie kanonizowanych. Kościół przechowuje imiona tych ostatnich, niby perły nie oprawione, by w czasie sposobnym wyjąć je ze skarbca i wstawić w złoto ołtarzy. I jeszcze tysiące świętych nikomu, prócz Boga, nie znanych, których dusze kwitły i dojrzewały poza ludzką ewidencją. Niebo zebrało ich woń, a my, w dniu 1 listopada, oddajemy im cześć, wielbiąc wszystkich świętych.

Kult świętych to hołd złożony wysiłkowi ludzi wspartych Łaską, ich woli i pracy. Jak pszczoła przetwarza w sobie pył kwietny na miód, tak oni ukuli z darów Ducha Świętego potęgę. Moc, którą Chrystus Pan obiecywał, mówiąc:

„.. .jeśli będziecie mieć wiarę jak ziarnko gorczyczne, rzekniecie tej górze: podnieś się,

a wrzuć się w morze - i stanie się".

„...jeśli będziecie mieć wiarę..."

Święci wiarę posiadali. Taką, jakiej Chrystus żądał. Niewątpliwą, ufną, pełną. Dzięki niej czynili cuda. Panowali nad żywiołami, nad przestrzenią i czasem. Kto by wątpił w cuda świętych, wątpiłby w obietnice Chrystusa Pana.

Moc uzyskana przez świętych nie gaśnie z ich zgonem. Niezniszczalna, wciąż aktywna, wciąż promieniująca, stanowi złoża energii silniejszej niż atomowa, zdolnej przeobrazić świat.

Dzień Wszystkich Świętych posiada także znaczenie społeczne. Świętość nie ogranicza się do siebie samej. Święci służyli Panu, służąc bliźniemu. Bóg stawał przed nimi w postaci każdego człowieka potrzebującego pomocy. Szli ku Niemu stąpając po ziemi. Byli wielkimi reformatorami, piętnującymi nadużycia i krzywdy społeczne. Błyskali w gąszczu współczesnych jak iskry wśród trzciny, zarażając innych świętością. To stara prawda, że żaden święty nie idzie do nieba sam. Dąży za nim liczny orszak dusz porwanych jego przykładem.

Święci są opiekunami i orędownikami kraju. Chrystus Pan płakał nad Jerozolimą, albowiem miłował swój naród. Naśladowcy Jego, święci, miłują również swoje strony, swych rodaków. Zasługi świętych, wstawiennictwo świętych tworzą niby baldachim opiekuńczy, rozpostarty nad ich ziemią ojczystą.

Dzień Wszystkich Świętych jest także wezwaniem, bo każdy z nas ma także obowiązek zostania świętym. Obowiązku tego nie wolno przeoczać. Katolik rezygnujący zawczasu z dążenia do świętości byłby podobny zawodnikowi, który cofa się od startu, powiadając: Bieg, zwycięstwo, to nie dla mnie. Niech inni się ubiegają, ja będę patrzył z daleka... [...]

24 września 2017

Na 196. urodziny Cypriana Kamila Norwida - związki poety z Krakowem

Okładka pierwszej krytycznej edycji tekstów Norwida.
Z popiołów cała i z kruszyn oręży,

 Ziemia krakowska niechże ci nie cięży,

 Sławny-nieznany! (C.K. Norwid, Krakus)



Czy wiecie, drodzy czytelnicy, że Norwid w 1842 roku odwiedził Kraków? Tak! Tak! Przybył wówczas, będąc młodym i nieznanym jeszcze poetą, m.in. do Mogiły – był na Kopcu Wandy i w klasztorze oo. Cystersów, gdzie podziwiał cykl obrazów Dzieje Wandy Michała Stachowicza (1768-1835). Zafascynowany przeszłością miejsca, napisał dwa dramaty misteryjne: Wandę i Krakusa. Z Krakowa udał się do Drezna (poprzez Śląsk, w tym Wrocław) i nigdy już nie powrócił do ojczyzny. Wyjeżdżając z Krakowa, nie przewidywał, że jest to zarazem pożegnanie z ojczyzną. W Krakowie wielki poeta spędził trzy tygodnie, od 22 maja do (prawdopodobnie) 9 czerwca. Podróżował dyliżansem. Jak ustalił Kazimierz Wyka:

Kiedy w  roku  1848  pani  Salomea  Bécu  udawała  się  z  Krakowa  do  Wrocławia  na  spotkanie  z  Juliuszem  Słowackim,  syn  oczekiwał    na  dworcu  kolei żelaznej.  Lecz  Norwid  jeszcze  dyliżansem  musiał  się  posłużyć.

Relację  ze  swojego  pobytu w Krakowie,  natychmiast ją  spisawszy,  wysłał do  Warszawy,  gdzie  „Biblioteka Warszawska”  rychło    wydrukowała  (t.  3,  s.  236—240).  Relacja,  podpisana:  Cyprian,  nosiła  tytuł Wyjątek  z  listu  z  Krakowa,  w  czerwcu  1842 pisanego.



19 września 2017

O bohaterstwie Antoniny i Jana Żabińskich - przywracanie pamięci



Losy Żabińskich zapisały się niejako między wierszami historii przez duże H, jak to czasami bywa z aktami niezwykłej ofiarności. W okupowanej Polsce czasu wojny nawet podanie spragnionemu Żydowi kubka wody podlegało karze śmierci, tym bardziej ich bohaterstwo zadziwia i zasługuje na upamiętnienie.

(Diane Ackerman, Od autorki, w: Azyl. Historia inspirowana prawdziwymi wydarzeniami, przeł. Olga Zienkiewicz, Świat Książki, Warszawa 2017).


W 2007 amerykańska pisarka Diane Ackerman opublikowała książkę The Zookeeper’s Wife („Żona dyrektora zoo”) opartą na pamiętnikach Antoniny Żabińskiej pt. Ludzie i zwierzęta. W 2009 roku w wydawnictwie Świat Książki ukazał się polski przekład pod tytułem Azyl. To właśnie ta książka stała się podstawą scenariusza zrealizowanego filmu. Filmu, który przyniósł Żabińskim zasłużoną, choć pośmiertną sławę. A oni – cisi bohaterowie – być może oddadzą Polsce jeszcze jedną przysługę, niszcząc w świecie tak fatalnie ugruntowany przez Jana Grossa stereotyp Polaka antysemity. Mam głęboką nadzieję, że tak się stanie (filmu nie oglądałam, ale może uda mi się obejrzeć na DVD). To był jeden z tych niezwykłych dowodów niezłomności oraz walki o godność w najskrajniejszych warunkach, o którym warto mówić, pisać, który warto przypominać. Szkoda tylko, że film zrobili Amerykanie, a nie Polacy. Chociaż w zasadzie nie ma w tym nic złego. Z całą pewnością cieszyłaby jednak koprodukcja ze zdjęciami realizowanymi w naszym kraju. Azyl Niki Caro powstał w czeskiej Pradze, a przecież warszawskie zoo to gotowy plener, z willą Żabińskich w niemal niezmienionym stanie! Biorąc pod uwagę kwestię czysto kinematograficzną, trudno nie czuć żalu. Cieszy natomiast fakt opowiedzenia tej historii. Ktoś musiał i powinien. Nie zapominajmy jednak o książce, na kanwie której powstał ten film.

18 września 2017

"Tadeusz Kościuszko w Ojczyźnie, Ameryce, Szwajcarii" to zwarta historia miłosna...



[…] zamiast chciwie spoglądać w przyszłość, upatrując kolejnych źródeł bogactwa i sławy, potrzebna jest chwila refleksji, spojrzenia w karty historii, gdzie wyraźnie odznacza się Twoja postać, Wodzu, reprezentująca cechy uczciwego człowieka […]. (Fragment listu do Tadeusza Kościuszki Justyny Morawiec, uczennicy Liceum im. T. Kościuszki w Krakowie, 2011, podaję za: Barbara Wachowicz, Tadeusz Kościuszko w Ojczyźnie, Ameryce, Szwajcarii, Oficyna Wydawnicza „Rytm”, Warszawa 2017, s. 469)


To już druga książka Barbary Wachowicz o Tadeuszu Kościuszce, znów potrzebna (nie tylko ze względu na obchodzony właśnie Rok Kościuszki) i – co dziś bardzo ważne – przyjazna czytelnikowi. Z tego zgrabnie ułożonego i inteligentnie skomentowanego zestawu faktów wyłania się pasjonujący konterfekt Tadeusza Kościuszki − wielkiego Polaka, obywatela Ameryki i Europy, ale także człowieka idei i działania, który służbie wolności poświęcił całe życie. Pisarka ukazuje zarówno znane, jak i nieznane momenty z jego biografii, genialne dokonania inżynieryjne, zwycięskie i przegrane bitwy, ideologię, której hołdował, miłości i pasje, którym się oddawał, a także przejawy pamięci, która pozostała o tym wyjątkowym człowieku zarówno nie tylko Polsce, lecz także w Stanach Zjednoczonych, Szwajcarii i Francji.

Tadeusz Kościuszko – jeden z bohaterów wojny o niepodległość amerykańskich kolonii, Naczelnik insurekcji z 1794 roku – do dziś pozostaje jednym z najlepiej rozpoznawalnych Polaków w historii Europy i Stanów Zjednoczonych. Już za życia uznany za bohatera i męczennika sprawy wolności, stał się jedną z kluczowych postaci ówczesnej zbiorowej wyobraźni nie tylko Polaków, ale także europejskich i amerykańskich elit politycznych oraz intelektualnych. Na wdzięcznych rycinach z epoki, o które jest licznie wzbogacona najnowsza książka Barbary Wachowicz (naprawdę warto im się przyjrzeć i polubić ich formy!), przedstawiano go potomnym w rozmaitych rolach, pozach i kostiumach, nawet z wąsami, których nigdy nie nosił! Nasz dzielny Naczelnik, którego już za życia wielbiono i hołubiono, stał się swoistym mitem Polaków i Amerykanów. Tym bardziej warto o nim poczytać, warto mu się przyjrzeć bliżej, a przede wszystkim – odmitologizować i udomowić go, bo jeśli na serio chcemy pamiętać o naszej historii, to jej wielkie figury powinny jak najczęściej nawiedzać nasze domowe biblioteki, naszą wyobraźnię i myśli.

17 września 2017

"Bo my nie błagamy o wolność, my o nią walczymy" - gen. Witold Urbanowicz





23 września YouTube zablokował film na oficjalnym kanale IPN!  Publikuję zatem film z innego profilu.


W 78. rocznicą agresji ZSRS na Polskę

Pamiętamy!



Instytut Pamięci Narodowej, studio kreatywne Fish Ladder i firma Juice przedstawiają “Niezwyciężonych” - animowany film pokazujący walkę Polaków o wolność, od pierwszego dnia II wojny światowej, aż do upadku komunizmu w Europie w 1989 roku. Narratorem angielskiej wersji filmu jest brytyjski aktor Sean Bean, a polskiej Mirosław Zbrojewicz.



Film prezentowany jest w trzech wersjach językowych - angielskiej, polskiej i rosyjskiej. Dostępny jest na stronach: www.theunconquered-movie.com, http://www.niezwyciezeni.ipn.gov.pl/, www.niezwyciezeni-film.pl.







The Institute of National Remembrance, Fish Ladder and Juice present “The Unconquered” – an animated film that shows the fight of Poles for freedom, from the first day of World War II to the fall of communism in 1989. English narrator - Sean Bean, Polish - Mirosław Zbrojewicz.




The film is presented in three languages – English, Polish, and Russian. It is available on the following sites: www.theunconquered-movie.com, http://www.niezwyciezeni.ipn.gov.pl/, www.niezwyciezeni-film.pl.




Zbigniew Herbert

17 IX

Moja bezbronna ojczyzna przyjmie cię najeźdźco
a droga którą Jaś Małgosia dreptali do szkoły
nie rozstąpi się w przepaść

Rzeki nazbyt leniwe nieskore do potopów
rycerze śpiący w górach będą spali dalej
więc łatwo wejdziesz nieproszony gościu

Ale synowie ziemi nocą się zgromadzą
śmieszni karbonariusze spiskowcy wolności
będą czyścili swoje muzealne bronie
przysięgali na ptaka i na dwa kolory

A potem tak jak zawsze – łuny i wybuchy
malowani chłopcy bezsenni dowódcy
plecaki pełne klęski rude pola chwały
krzepiąca wiedza że jesteśmy – sami

Moja bezbronna ojczyzna przyjmie cię najeźdźco
i da ci sążeń ziemi pod wierzbą – i spokój
by ci co po nas przyjdą uczyli się znowu
najtrudniejszego kunsztu – odpuszczania win

16 września 2017

Zaproszenie do lektury

We wrześniowym numerze "Listu do Pani" przedstawiam - na kanwie niezwykłej książki Aleksandry Ziółkowskiej-Boehm - sylwetkę Cezarii Iljin-Szymańskiej, "Kaji od Radosława", która uczestnicząc w największych zawirowaniach historii dwudziestowiecznej, nigdy nie straciła nadziei i pogody ducha. Miło mi zaprosić do nabycia czasopisma i lektury!

Miesięcznik można zamówić poprzez prenumeratę na stronie: http://listdopani.pl/

4 września 2017

Tadeusz Kościuszko: "czytaj książki dla wzbogacenia umysłu i uszlachetnienia serca"


Rady i zalecenia Tadeusza Kościuszki dla młodego Szwajcara:

Zabieraj się do pracy z rozwagą i inteligencją, unikaj kłamstwa, mów zawszę prawdę, nie bądź nigdy próżniakiem, bądź twardym dla siebie i wyrozumiałym dla innych, unikaj egoizmu, nie zaniedbuj nigdy okazać wdzięczności, powierzoną ci tajemnicę zachowaj jak świętość i we wszystkich czynnościach bądź prawym, szczerym i otwartym, czytaj książki dla wzbogacenia umysłu i uszlachetnienia serca, bądź grzecznym i uczciwym, ludzkim i wspomagającym nieszczęśliwych.

 Podaję za: Barbara Wachowicz, Tadeusz Kościuszko w Ojczyźnie, Ameryce, Szwajcarii, Oficyna Wydawnicza, „Rytm”, Warszawa 2017, s. 432.


Cytat powyższy, z korespondencji Kościuszki zaczerpnięty, niesie ze sobą "dydaktyczny smrodek", jakby to ujął Melchior Wańkowicz, ale poniższe fragmenty listów Naczelnika, które przytacza Barbara Wachowicz w swojej najnowszej książce, z pewnością Was zachwycą i zaskoczą, bo ukazuje romantyczne, a nawet frywolne oblicze Kościuszki:




"Idź spać i zaśnij w myślach tobie miłych. Jeszcze tylko przytul główkę, tam gdzie bije moje serce… I otwórz swe piersi z sercem do ucałowania przeze mnie! Nadstaw i ust, choć delikatne, nie obrażę mem pocałowaniem".

           "Nigdy a nigdy  o tobie nie zapomnę, mocno jesteś w mem sercu wrażona, aby odmiana sprawić mogła przez czas lub odległość [...]. A tyś, serca mojego ożywienie; i coś miała być słodyczą całego życia mego [...]. podepcz wszystkie moje przyjaźni dowody i utop w zapomnienie moje dla ciebie kochanie, odrzucony od ojca i od ciebie być muszę. Obraz jednak twój w mem sercu zawsze będzie, twym duchem oddychać będę i twem sercem żyć będę; gdzie się obrócę, cień twój śledzi mnie zawsze”.
 Podaję za: Barbara Wachowicz, Tadeusz Kościuszko w Ojczyźnie, Ameryce, Szwajcarii, Oficyna Wydawnicza, „Rytm”, Warszawa 2017, s. 316, 318-319.




Tak oto pisał czterdziestosiedmioletni jenerał wojsk amerykańskich i koronnych, Tadeusz Kościuszko, do siedemnastoletniej panny chorążanki, Teklusi Żurowskiej, której, mimo starań, nie poślubił, bo papa panny nie okazał się przychylny generałowi… Po rozstaniu był tak załamany, że... Ha! Nie zdradzę. Proszę sięgnąć po książkę Barbary Wachowicz!










1 września 2017

Apokalipsa wojenna w wierszach Mariana Hemara





Zanim spłoniesz na stosie, o warszawska chwało,

Zwiążą twoje usta, ręce będą pętać.

Przyjaciele – to wszystko, co nam pozostało –

Żałować. Płakać? – płakać. Pamiętać? – pamiętać.
                          Marian Hemar





78 lat temu wojska niemieckie bez wypowiedzenia wojny przekroczyły o świcie granice Rzeczypospolitej, rozpoczynając II wojnę światową. Osamotnione w walce Wojsko Polskie nie mogło skutecznie przeciwstawić się agresji Niemiec i sowieckiej inwazji dokonanej 17 września. Konsekwencją tej sytuacji stał się IV rozbiór Polski dokonany przez Hitlera i Stalina.




Marian Hemar w 1942 r. wydał tomik wierszy Dwie Ziemie Święte, w którym zamieścił m.in. swój słynny wiersz pt. Modlitwa, napisany rok wcześniej w Egipcie. Warto go przypomnieć w rocznicę napaści Niemiec na Polskę...




Modlitwa

Nie sprowadzaj nas cudem na Ojczyzny łono,
Ni przyjaźnią angielską, ni łaską anielską.
Jeśli chcesz nam przywrócić ziemię rodzicielską,
Nie wracaj darowanej. Przywróć zasłużoną.

Nasza to wielka wina, żeśmy z Twoich cudów
Nic się nie nauczyli. Na łaski bezbrzeżne
Liczyliśmy, tak pewni, jakby nam należne,
Aby nas wyręczały z Jej należnych trudów.

Za bardzośmy Ojczyznę kochali świętami.
Za bardzośmy wierzyli, że zawsze nad Wisłą
Cud będzie czekał na nas i gromy wytrysną
Z niebieskiej maginockiej linii ponad nami.

I co dzień szliśmy w pobok Niej - tak jak przechodzień
Mija drzewo, a Boga w drzewie nie pamięta.
A Ojczyzna codziennie przecież była święta,
A Ona właśnie była tym cudem na co dzień.

Spraw, by wstała o własny wielki trud oparta,
Biała z naszego żaru, z naszej krwi czerwona,
By drogo kosztowała, drogo zapłacona,
Żebyśmy już wiedzieli, jak wiele jest warta.
By już na zawsze była w każdej naszej trosce

I już w każdej czułości, w lęku i rozpaczy,

By wnuk, zrodzon w wolności, wiedział, co to znaczy

Być wolnym, być u siebie - Być Polakiem w Polsce

28 sierpnia 2017

Dwie modlitwy poetyckie





 
Modrzewiowy kościółek św. Idziego w Zrębicach z 1789 r.

Modlitwa



Co ci mam jeszcze oddać, Panie,

Gdy ci już wszystko oddałem,

Zakwitłem cichą pokorą

Pod niebem letniem i białem.



Pełen tej samej światłości,

Co ranki i zmierzchy twe złoci,

Śpiewam ci, organista

Bezbrzeżnej twojej dobroci.



Zalewa mię ciepła pogoda,

Powietrze pachnące, jak lipiec,

Poeta z małym talentem,

Twych świętych dotykam się skrzypiec.



I jestem, jak wydobyty

Ton spod twojego smyczka,

Jak pełna bożej muzyki

Stara kantyczka.



Kazimierz Wierzyński

1894–1969







* * *

Pragnę Ci być o Panie, posłuszna, jak cień,

słać się w piasek Twej woli wiernym powtórzeniem,

a wlokę się z tobołem małych, głupich chceń,

których cienie na piasku są mym własnym cieniem...



Beata Obertyńska

1898–1980









6 sierpnia 2017

Wiersze Krystyny Krahelskiej - poetki rodem z Polesia, Warszawskiej Syreny, harcerki, żołnierza AK

Zachód słońca na pielgrzymim szlaku do Częstochowy: 2009



Krystyna Krahelska

                  ***                                                                                              Matce

Żytom kwitnącym się pokłoń,
Nieruchomym w bieli dnia
Pod jasną, słoneczną spiekotę,
Lasom zielonym się pokłoń
I wodzie, co się pod światło z błękitnej zdaje być złotą,

Pokłoń się niebu i łąkom, i chmurom
Żeglującym jak jasne bryły
I drodze do domu powiedz:
Stopy moje stęskniły się za siwym jej pyłem.

Pielgrzymi szlak do Częstochowy: 2009


Organy wierzących

                                                                                                      Jasi

Organowym pasażem wiara przenika przez serce…
…O nieśmiertelność modlić się trzeba nawet w godzinę śmierci.
Jak deszcze równe i ciche dźwięki pokój niosą wierzącym w Panu,
Rozkwitają, jak kwiaty - kolejno, światło spływa w kościół drewniany,
Grzmią fugę, gniew Pański wieszczą, aż trzęsie się strop ponad chórem…
…Znów się wodą spokój przelewa, płyną dźwięki nieprzerwanym chórem,
Chrystusowa męka i miłość, radość wieczna - ponad każdą żałobę…
…Idź moimi śladami, zamieszkam jak w obszernym domostwie w tobie.

Pielgrzymi szlak do Częstochowy: 2009




***


Gdy przyjdzie czas odlotu do krainy innej
Chcę odlecieć w porywie szczęścia i natchnienia
Jak ptak, co uciekając z ziemi niegościnnej,
Ziemię na niebo zamienia.




W przeddzień wybuchu Powstania Warszawskiego Krystyna Krahelska zapisała: 

Będę chwytała życie. W mieście czy w polu, czy w lesie. Pachną łąki i pola, i świat wielki żyje. 
Tu jest moja najbliższa Ojczyzna.




11 lipca 2017

Prawda i pamięć

Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Ludobójstwa na Wołyniu 




W tym dniu wspominamy naszych Rodaków, którzy padli ofiarą czystki. Z szacunku dla ofiar i rodzin, które przez lata upominają się o właściwie określenie dla rzezi.
 


11 lipca 1943 r. oddziały Ukraińskiej Powstańczej Armii zaatakowały 99 polskich wsi na Wołyniu. Atak w niedzielę sprzyjał wymordowaniu tysięcy Polaków.



Czym była Zbrodnia Wołyńska?

Zbrodnia Wołyńska – antypolska czystka etniczna przeprowadzona przez nacjonalistów ukraińskich, mająca charakter ludobójstwa. Objęła nie tylko Wołyń, ale również województwa lwowskie, tarnopolskie i stanisławowskie – czyli Galicję Wschodnią, a nawet część województw graniczących z Wołyniem: Lubelszczyzny (od zachodu) i Polesia (od północy). Czas trwania Zbrodni Wołyńskiej to lata 1943–1945. Sprawcy Zbrodni Wołyńskiej – Organizacja Nacjonalistów Ukraińskich frakcja Stepana Bandery (OUN-B) oraz jej zbrojne ramię Ukraińska Armia Powstańcza (UPA) we własnych dokumentach planową eksterminację ludności polskiej określali mianem „akcji antypolskiej” (Cytat z: http://www.zbrodniawolynska.pl/).

Z książek na ten temat (o paru pisałam na swoim blogu) zawsze wszystkim gorąco polecam piękne powieści Feliksa Trusiewicza, który przeżył rzeź wołyńską.


"Duszohubka" mówi [...] o holokauście polskiej ludności i polskich miasteczek Wołynia, o zagładzie Żydów, o dramacie rozdartych rodzin ukraińskich, mówi o ostatecznej zagładzie Rzeczypospolitej na Kresach. [...] to opowieść historyczna, opowieść o męczeństwie polskiej ludności Wołynia. Słowa "męczeństwo" nie należy unikać, nie wolno się go wstydzić - ono należy się pomordowanym.

Bohdan Urbankowski, Słońce i krew Wołynia [w:] Feliks Trusiewicz, Duszohubka, "Wołanie z Wołynia", Biały Dunajec - Ostróg 2016, s. 242 -243.




10 lipca 2017

Portret "znanego spod Somosierry Kozietulskiego siostry"



Magdalena Jastrzębska nie każe sympatykom swojej twórczości czekać długo na kolejną opowieść biograficzną. Pisze i publikuje regularnie. Autorka ma już pokaźny dorobek i grono wiernych czytelników. Inspiracje czerpie przeważnie z dzieł sztuki. Z uwagą przygląda się znajdującym się w obiektach muzealnych portretom kobiet, szczególnie polskich dam, i zastanawia się, jakie życie wiodły w swoich czasach, o czym myślały i jakie wartości im przyświecały. W trakcie obcowania z dziełami malarskimi wyobraźnia podsuwa wiele interpretacji i przywodzi na myśl różne skojarzenia, ale nie sposób nie zadać sobie wtedy pytania: czy zachowały się jakieś pamiątki po przedstawionej postaci i co kryją w sobie dokumenty na jej temat. Kolejna koncepcja twórcza zrodziła się w głowie autorki za sprawą obrazu austriackiego malarza Josepha Grassiego, znajdującego się we wrocławskim Muzeum Narodowym. Widniejący na okładce wizerunek Klementyny Kozietulskiej, namalowany podczas jej pobytu w Dreźnie w 1804 roku, zachwyca i jest bardzo dobrym przykładem wykreowanego przez Grassiego typu idealnej urody kobiecej, jednoczącego delikatność z powabem i zmysłowością.


Najnowsza książka Magdaleny Jastrzębskiej to napisana w duchu empirowym opowieść biograficzna o Klementynie z Kozietulskich Walickiej, drugiego ślubu Wichlińskiej (1780−1862) −  damie trzech epok: Polski stanisławowskiej, napoleońskiej i kongresowej. Jej losami zilustrowała autorka burzliwe lata przełomu XVIII i XIX wieku, kiedy ważyły się losy Rzeczpospolitej, gdy schyłek oświecenia rozpraszał już świt romantyzmu.

Ukazane w publikacji ścieżki życia Klementyny Kozietulskiej: od niezbyt zamożnej szlachcianki ze Skierniewic do wpływowej na salonach warszawskich damy, która cieszyła się szczególnymi względami u namiestnika Królestwa Polskiego − generała Józefa Zajączka, dowodzą schyłkowego charakteru epoki, której aktorzy, miotani gwałtownymi wydarzeniami, usiłowali odnaleźć miejsce dla siebie. Także bohaterka opowieści Jastrzębskiej poszukiwała szansy dla swej indywidualności w natłoku politycznych przesileń, walk wewnętrznych i kalkulacji zewnętrznych. Dla kobiet ówczesnej doby taką szansę stwarzało przede wszystkim zrobienie tak zwanej dobrej partii. Miłość, tęsknotę za wielkim uczuciem wiązały z poszukiwaniem partnera, który zapewni przedstawicielkom drobnej szlachty ocalenie albo wywyższenie społeczne. Kobiety, zwłaszcza z  rodzin ziemiańskich, zajmowały się głównie utrzymywaniem stosunków towarzyskich i bywaniem na salonach. W związku z tym wykazywano dużą dbałość o ich wykształcenie, by mogły należycie pełnić funkcje reprezentacyjne. Było to jednak tzw. wykształcenie domowe. Nie inaczej było u bohaterki opowieści Magdaleny Jastrzębskiej.

18 czerwca 2017

"Lecz myśl wolna i nie zna kajdanów, poprzez góry i morza ulata"




 Listopad… już kir czarny z zachodu roztacza śnieżyce
Nikną gwiazdy jedna za drugą, znikła tarcza promienna księżyca
Zabłąkane daleko na stepie pośród jęku, zamieci i wycia…
Tak daleko od progów ojczystych, od radości uśmiechu i życia
Wolniuteńko stąpają wołki bure, kołchozowe, robocze
Arba skrzypi i wolno po zamarzniętej tej ziemi chybocze
Przytulone do siebie jedziemy połączone węzłami niedoli
Łzy nas dławią gorące. Łzy poniżeń, cierpienia, niewoli
Lecz myśl wolna i nie zna kajdanów, poprzez góry i morza ulata
Leci w kraj daleki, nieznany z pozdrowieniem dla syna i brata.

Regina Szablowska-Lutyńska, Z Mizocza do Kazachstanu [w:] Marek A. Koprowski, Dziewczyny kresowe, Replika, Warszawa 2017, s. 74-75.


Ten poruszający wiersz na pamiątkę zaćmienia księżyca, które nastąpiło w nocy z 4 na 5 listopada 1941 roku, ułożyła trzynasto- lub czternastoletnia dziewczynka i jej matka, rzucone wraz z dziadkami w kazachstańskie stepy. Mała Regina dzień po dniu notowała w swoim pamiętniku najważniejsze wydarzenia. Dzięki temu jego autorka po wielu latach mogła ze szczegółami odtworzyć swoje wojenne, w tym zesłańcze losy. Z opowieścią o zdarzeniach, których była świadkiem, możemy zapoznać się, sięgając po książkę historyka Marka A. Koprowskiego pt. Dziewczyny kresowe, będącej zbiorem dziewięciu przejmujących opowieści Polek urodzonych nie tylko na dawnych Kresach Rzeczpospolitej: Wołyniu, Wileńszczyźnie, Żytomierszczyźnie, Kijowszczyźnie, Podolu, lecz także na Dalekim Wschodzie: nad Morzem Czarnym (Odessie), Morzem Japońskim  (we Władywostoku) oraz w Mołdawii (w Bielcach), a więc z dziada i pradziada mających kresowe korzenie.

Każda taka publikacja poszerza „ogród pamięci”, jak to ujmuję. W ten sposób pamięć o ofiarach represji sowieckiego aparatu terroru przetrwa aż do następnych pokoleń. Jak powiedziała autorowi książki Regina Szablowska-Lutyńska, należy mieć nadzieję, że następne pokolenia będą potrafiły utrwalić pamięć o bezpowrotnie minionej przeszłości, o dawnych społeczeństwach, które przestały istnieć na Kresach w wyniku okrutnych trybów historii.

18 maja 2017

"Żołnierzu - spocznij! Artysto - trwaj!" Biografia Aleksandra Żabczyńskiego




Aleksander Żabczyński – wybitny polski aktor, kapitan II Korpusu Armii gen. Andersa, walczył pod Monte Cassino. W 73. rocznicę bitwy publikuję ponownie swoją recenzję biografii napisanej przez Ryszarda Wolańskiego






Aleksander Żabczyński… Wszechstronnie utalentowany artysta, piękny duszą i wnętrzem człowiek, wielki patriota. Po lekturze biografii aktor ten zawładnął moim sercem. Żadnego aktora polskiego tak nie pokochałam jak jego. Współczesne gwiazdy, czy to zagraniczne, czy polskie, bledną przy nim, przynajmniej w moich oczach.

Autor biografii wykonał iście tytaniczną pracę dokumentacyjną, kronikarską, pisarską i rekonstrukcyjną. Najtrudniejszym zadaniem było, jak sam autor wyznał, zbadanie i odtworzenie losów wojennych i powojennych Aleksandra Żabczyńskiego. Mamy do czynienia z publikacją wyjątkową na tle podobnych, licznie dziś ukazujących się. Bo nie jest ona jedynie biografiąŻaby”, lecz także swoistą monografią na temat naszego dorobku kinowego i teatralnego, zwłaszcza przedwojennego „Pollywoodu”. Mieliśmy bowiem własny Hollywood, próbowaliśmy go budować z niemałymi sukcesami, czego przejawy opisuje Ryszard Wolański. Trudno nie zadawać sobie pytania, jak wyglądałoby polskie kino, gdyby nie wybuchła druga wojna światowa i gdyby nie jarzmo komunizmu, które narzucono nam po jej zakończeniu.