24 marca 2013

Fiszki o czytaniu

Przyjemnie mi się czytało książkę Justyny Sobolewskiej, ale bez zachwytu. Czemu? Bo nie ma w niej nic, czego bym wcześniej nie wiedziała bądź doświadczyła jako Firmin, czyli szczur pożerający książki. Owszem niektóre jej fragmenty były dla mnie interesujące i zabawne, bo teksty mają formę anegdotyczną, ale nie są specjalnie odkrywcze czy ubogacające. Jeśli ktoś czytał wcześniej Łopieńską,  Fadiman, Markowskiego czy Calvino, będzie mieć wrażenie, nieco upraszczając, "powtórki z rozrywki". Publikacja nie ma z pewnością charakteru eseistycznego i myślę, że taki cel postawiła sobie zresztą autorka. Mamy do czynienia ze zbiorem fiszek, na których Sobolewska odnotowała anegdoty, cytaty i osobiste dygresje na temat swoich przeżyć lekturowych. Tak bym właśnie określiła tę publikację. Na jednym z blogów, u Imani, przeczytałam, że można tę publikację (oryginalnie wydaną) potraktować jako "instrukcję obsługi" książek, tak jak każdego przedmiotu użytku codziennego, co mnie bardzo rozbawiło, i muszę stwierdzić, że jest to niezwykle trafne stwierdzenie. Wydaje mi się, że książkę można śmiało określić też mianem raptularza, czyli księgę do odnotowywania spostrzeżeń, dowcipów i cytatów z lektur. Podtytuł "Resztę dopisz sobie sam" na to właśnie wskazuje.

Nie będę się rozwodzić nad treścią fiszek. Podkreślę tylko, że nie można im odmówić uroku, szczerości i niekłamanego entuzjazmu. Zebranie rozmaitych historyjek związanych z przygodą czytania i ułożenie z nich jednej prywatnej historii czytania zasługuje na uznanie. Niemało trudu zadała sobie autorka, by ją stworzyć, i rezultat  jest wspaniały, aż sama mam ochotę skomponować sobie taki raptularz. 

 Muszę też podkreślić, że autorka się mocno zdradziła się zakresem swych lektur, i mam tu na myśli polską literaturę współczesną. Widać, że czyta w zasadzie tylko tych polskich pisarzy, którzy są wyróżniani nagrodą Nike czy przez redakcję gazety, w której pracuje ("Paszport"). Nazwiska, które przywołuje, nie wykraczają poza krąg środowiska, w którym się obraca. Pilch, Varga, Chwin, Dukaj, Twardoch... Nie mam nic przeciwko tym pisarzom, ale mnie te fragmenty z nimi związane najzwyczajniej w świecie nudziły.

Książka o czytaniu... może być doskonałym prezentem dla... nie, nie, moi drodzy, nie dla Firminów, ale właśnie dla tych osób, które przez cały okrągły rok sięgają po tylko 1 (słownie: jedną książkę). Może takim osobom udzieli się szczera radość z czytania, jaka przebija z każdej fiszki stworzonej przez Justynę Sobolewską? Może po ich lekturze abnegaci stroniący od życiodajnej rzeczy, jaką jest książka, poczują, że jednak coś tracą? Może podaruj ją chłopakowi, który wyśmiewa twoją czytelniczą pasję, albo bratu, który sięga tylko po książki z dziedziny informatycznej, albo mężowi, któremu wydaje się, że można jednak żyć bez książek, albo koleżance, która nie ma w znakomicie urządzonym domu biblioteczki (a są, wierzcie mi, takie osoby).
Może to do nich przemówią te urocze "biblioteczne" fiszki?


Wynotuję sobie parę znakomitych cytatów i anegdot, a następnie podam książkę dalej w ramach "wędrującej biblioteki blogerów książkowych". Rozbawiła mnie szczególnie opowiastka o krakowskim Kole Prawdziwych Znawców Literatury. Kryterium przyjęcia do niego było udowodnienie, że nie przeczytało się pięciu ważnych książek z kanonu. :)

9 komentarzy:

  1. Bardzo podoba mi się Twoja szczera opinia. Chciałam przeczytać, ba, mieć tę książkę, bo lubię wszystko, co traktuje o literaturze i czytaniu jako takim. Spodziewałam się jednak, że książka Justyny Sobolewskiej przybierze nieco inną formę - nie nastawiałam się raczej na wybiórczy, "fiszkowy" charakter. Podejrzewam, że jako minus odebrałabym także ograniczony dobór lektur, jaki prezentuje autorka. Może to jakaś forma promocji?
    Pozdrawiam,
    Magda

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książkę szczerze polecam, podobała mi się i myślę, że innym ksiązkożercom przypadnie do gustu. Jednak daleka jestem od zachwytu z wyżej podanych przyczyn. Myślę, że autorka wzdrygałaby się przed porównaniem jej tekstów do esejów choćby Fadiman.
      Każdy z nas, czytelników, ma absolutne prawo do doboru lektur i nie czynię z tego Sobolewskiej zarzutu. Absolutnie! Chciałabym być dobrze zrozumiana. Chodziło mi o to, że znane mi są poglądy wymienianych przez nią pisarzy (zapomniałam wspomnieć o Stasiuku), bo przecież wywiady z nimi są WSZĘDZIE:) Są tak hołubieni, że - chcąc nie chcąc - na ich wypowiedzi napotykam bardzo często za pośrednictwem albo telewizji, albo prasy (śledzę uważnie także wszelkie witryny czytelniczo-księgarskie). Dlatego wzmianki o nich mnie po prostu nudziły:) Dużo bardziej interesujące są historie na temat zagranicznych pisarzy (znanych i mniej znanych) i choćby z tego względu warto przeczytać książkę Sobolewskiej.

      Usuń
  2. No to się wstrzymam, a mam zapisany tytuł. Trudno mi przejść obojętnie obok książek o książkach, ale wspomnianych autorów przeczytałam, więc tę pozycję może dopiero kiedyś. Wybiórcze środowisko literackie zdecydowanie nie pociąga. Dzięki za miarodajną opinię:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zamówiłam sobie niedawno słynną już książkę Dehnela także o czytaniu i mam przeczucie, że mnie nie rozczaruje. Wolę na nią wydać pieniążki.:)
      Jak już wspomniałam, każdy z nas ma prawo do czytania starannie wybranych prozaików czy poetów, czyli do wybiórczego doboru lektur. U mnie zawsze jest tak, że im bardziej jakiś literat jest nagradzany i zapraszany do salonów, tym bardziej się najeżam wobec nich i ich omijam:) Nic na to nie poradzę. Na przykład po "fetowaną" Masłowską sięgnęłam dopiero po wielu latach...:) Zatem myślę, że "Morfinę" Twardocha przeczytam za pięć lat, jak Bóg da:)

      Usuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Autorka należy do salonu, więc nie dziwi taki dobór i nie czynię jej z tego powodu zarzutu. Obraca się w takim środowisku i już. Kiedyś bardzo lubiłam czytać "Politykę", ale w ostatnich pięciu latach to czasopismo, moim zdaniem, podupadło...

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  4. Z tym czytaniem tylko wybranych to jest tak, ze jak ona się obraca w określonym kręgu, musi to i owo przeczytać, bo to albo jej znajomi, albo redakacja kazali, albo kolega polecił, albo nie będzie miała o czym dyskutować przy piwie. I tak czas mija i człowiek czyta tylko to, co czyta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, też tak sądzę, że otoczenie determinuje nasze wybory, a zwłaszcza krytyków literackich piszących dla danych czasopism. Ale z drugiej strony, szkoda, że jej środowisko tak się ogranicza i zamyka w swoim kręgu, bo warto czasem wyjrzeć poza swoje opłotki:)

      Usuń

Drogi Czytelniku, dziękuję za pozostawienie komentarza. Niestety nie zawsze jestem w stanie szybko odpowiedzieć. Proszę zatem o cierpliwość.