9 stycznia 2013

"Bo człowiek może wszystko"

Człowiek mozoli się, żeby poznać własny umysł, bo do tego nie ma nic, tylko własny umysł. Może poznać własne serce, ale nie chce tego zrobić. I słusznie. Lepiej tam nie zaglądać. Bo nie jest to serce stworzenia, które by przestrzegało wszystkiego, co Bóg dla niego zamyślił. W najpodlejszym stworzeniu znajdziesz nikczemność, ale gdy Bóg lepił człowieka, diabeł stał obok. Bo człowiek może wszystko. Może zrobić maszynę. I maszynę taką, co sama zrobi drugą maszynę. I czynić może zło, które przetrwa tysiąc lat, nie trzeba go podsycać.

Cormac McCarthy, Krwawy południk albo wieczorna łuna na Zachodzie, tłum. R. Sudół, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2010, s. 30.



To literatura, która potrafi przewiercić człowieka. Obezwładniająca, wyrafinowana, mroczna proza. Mimo grozy, posępności, brutalności i szaleństwa ogarniającego świat wykreowany przez McCarthy’ego nie sposób uwolnić się od niego, choć często brakuje tchu. Ponury, przygnębiający pejzaż, jaki namalował w tej powieści McCarthy, typowy zresztą w jego twórczości, urzeka i odpycha zarazem. W tym tkwi niejako paradoksalnie  przyciągająca moc utworu. Przez cały czas lektury jest się w sidłach pisarza, z których trudno się wyrwać, mimo że nieustannie dostarcza nam on pretekstu do odłożenia książki.

Powieść osnuta jest na kanwie prawdziwych wydarzeń z pierwszej połowy dziewiętnastego wieku: masakry Indian oraz cywilnej ludności dokonanej w Teksasie i przy granicy z Meksykiem. Ich scenerią są zatem dzikie pustkowia amerykańskiego Południa, z którymi McCarthy kojarzony jest najczęściej. Podobno przygotowując się do pisania, odwiedził wszystkie miejsca pojawiające się w książce, a także nauczył się hiszpańskiego.

Opisy masakr są niesamowicie realistyczne i szokujące. Akty przemocy są na porządku dziennym wędrującej po Dzikim Zachodzie grupy najemników ogarniętych szałem zabijania. McCarthy opisuje stopniowo etapy ich przemiany w bestie cuchnące krwią ludzkości.

Jechali jak ludzie mający wytyczony cel sprzed swych narodzin, jak spadkobiercy nakazu, który jest równie nieodwołalny, co odległy. […] w ich zbiorowej duszy kryły się pustkowia niezbadane prawie tak samo jak wyblakłe regiony na starych mapach, gdzie żyją monstra i prócz  domyślnych wiatrów nie ma żadnych form znanego świata.


 Natężenie scen grabieży, rozbojów i rzezi z użyciem skalpów jest w powieści tak olbrzymie, że z trudem można powstrzymać podchodzący do gardła żołądek. Pisarz nie pozwala czytelnikowi ani na chwilę wytchnienia. Obdziera ze wszelkich złudzeń i każe trwać w beznadziei. Dlaczego? By pokazać prawdziwą naturę człowieka, który porzuciwszy raz dobro -  staje się bardziej drapieżną istotą niż wilk.

Wbrew pozorom Krwawy południk nie opowiada o świecie minionym i opisanym przez historyków czy obrosłym w mity dzięki westernom. To się wciąż wydarza. Krwawe historie nieustannie się powtarzają w ciągu stuleci na całym globie ziemskim. Siejący spustoszenie barbarzyńcy, których wędrówkę śledzimy na kartach tej powieści, blisko nas pozostawiali popioły i ruiny:

Rozproszeni na równinie, poruszali się w nieustannej elizji, wyświęceni przedstawiciele teraźniejszości, dokonujący podziału zastanego świata i pozostawiający za sobą popioły - wszystko już było i nic już nie będzie takie samo.



Świat, który nas otacza, usiany jest cmentarzyskami. Pełno w nim krwawych południków będących symbolem upadku człowieka - mrocznienia i zmierzchu jego dnia. Stąpamy po skrwawionych ziemiach, wszystko [jest] wielkim zbrukanym ołtarzem. Pisarz zdaje się przestrzegać przed pogardą wobec ciszy, kamieni i samego czasu. Snuje złowieszcze wizje, w których nie ma szansy na ratunek lub odkupienie:

W dniach, które nadejdą, kruche czarne rebusy krwi zastygłej w tutejszych piaskach popękają, rozpadną się i znikną, i w ciągu zaledwie kilku pochodów słońca wszelki ślad zagłady tych ludzi ulegnie zatarciu. Pustynny wiatr obsypie ich szczątki solą i nie zostanie nic, ni duch, ni pieśniarz, który opowiedziałby wędrującemu pielgrzymowi, jak to się stało, że w tym miejscu żyli ludzie i tutaj pomarli.

Największe niebezpieczeństwo czai się w sercu człowieka. To ono jest, według McCarthy’ego siedliskiem zła. Krwawy południk to apokaliptyczny w swej istocie utwór poruszający problem istoty zła rodzącego się w człowieku, który jest stracony dla Boga i ludzi […] póki nie otworzy serca na bliźnich tak, jakby się otworzył na samego siebie, gdyby napotkał własną osobę w skrajnej potrzebie pośrodku wielkiej pustyni.

Gdy czytałam ten utwór McCarthy’ego, a dużo wcześniej na w poły autobiograficzną powieść Suttree, targały mną przede wszystkim negatywne emocje. To proza wzbudzająca bezdenny smutek, ale jednocześnie liryzm, jakim jest przepojona, sprawia, iż ma się nieodparte poczucie obcowania z wielką literaturą, której piękno trzeba nie bez wysiłku wydobywać. To poczucie potęguje język przypominający biblijne wręcz frazy. Nie znajdziemy w tej prozie ani odrobiny światła. Jak jednak napisał Gustaw Herling-Grudziński,  gdyby nie było w życiu ludzkim i na ziemi rzeczy, wobec których nasza wyobraźnia rozkłada ręce, musielibyśmy złorzeczyć rozpaczy przenikającej literaturę, zamiast szukać w jej utworach nadziei.

6 komentarzy:

  1. Już pierwszy cytat był wystarczający, żeby mną trochę targnąć. Po takich recenzjach mam potworne wyrzuty sumienia, że męczę jakiś populistyczny kryminał.
    Bezdenny smutek zostawię sobie na cieplejsze, dłuższe dni.
    Ale dopisuję do must-readów.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słuszna decyzja. To nie jest lektura na zimę, kiedy to najbardziej potrzebujemy czegoś, co nas ukoi i wzmocni:)

      Mimo wszystko nie żałuję czasu spędzonego z tą powieścią. To dziwne, ale pomiędzy drastycznymi wręcz opisami przemocy kryje się w tej prozie coś, co zachwyca... Momentami McCarthy potrafi przemówić jak poeta: niezwykle mocno i poruszająco. Jeśli jeszcze nie czytałaś żadnej z jego powieści, to zapoznawanie się z jego dorobkiem zaproponowałabym rozpocząć od lektury "Suttree".

      Usuń
  2. Chyba jestem nienormalna, ale po lekturze "Drogi" byłam tak wstrząśnięta, że więcej po autora nie sięgam. Z tego co czytam wynika, że klimat podobny. Piękna, targająca myśleniem o człowieku, ale tragiczna:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, potrafi ten amerykański pisarz potargać czytelnikiem:) Źle chyba wybrałaś, gdyż "Droga" to podobno najokrutniejsza spośród utworów McCarthy'ego. A i krytycy uważają, że najlepsza powieścią w jego dorobku jest właśnie "Krwawy południk", choć w momencie jego ukazania się (w 1985 roku) nie było dla nich oczywiste, że mają do czynienia z czymś wybitnym. Dopiero później odkryli i docenili tę powieść. A że tragiczna... w tym kontekście znów bym zacytowała Herlinga-Grudzińskiego:)

      Usuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy szuka w literaturze czegoś innego, jednak nie wyobrażam sobie, żeby nie pozwalać pisarzowi, aby nie wywoływał w nas żadnych emocji, nie targał nimi. Najlepiej to ujął Nabokov, który tak napisał:
      "Choć czytamy za pomocą mózgu, siedzibą artystycznych rozkoszy jest miejsce między łopatkami. Dreszczyk, który tam odczuwamy, jest z pewnością najwyższą formą emocji, jaką zdołała osiągnąć istota ludzka w procesie ewolucji czystej sztuki i czystej nauki. Czcijmy zatem te ciarki wzdłuż krzyża. Bądźmy dumni z tego, że jesteśmy kręgowcami, bo jesteśmy kręgowcami zwieńczonymi głową, w której płonie boski ogień. Mózg jest tylko przedłużeniem kręgosłupa; knot biegnie na całej długości świecy".


      Usuń

Drogi Czytelniku, dziękuję za pozostawienie komentarza. Niestety nie zawsze jestem w stanie szybko odpowiedzieć. Proszę zatem o cierpliwość.