7 stycznia 2018

"Mały kamyczek na drodze życia potrafi zmienić jego bieg..." Wspomnienia Haliny Glińskiej, ukochanej legendarnego Tadeusza Zawadzkiego "Zośki"




O Boże, Tadeusz! Moja pierwsza wielka miłość! Nie mogłam zasnąć. Wszystko, co nas łączyło, stanęło mi przed oczami. Jaki on był przystojny, męski i powściągliwy. Nie należał do mężczyzn paplających o miłości. [...]
Młody, piękny, mężny i szlachetny. Tadeusz był młodszym bratem Hanki Zawadzkiej, mojej drużynowej. Nie potrafiłabym powiedzieć, kiedy właściwie zaczęliśmy się spotykać. [...]


("Zośka” – moja wielka miłość. Wspomnienia Hali Glińskiej spisały Dorota Majewska i Aleksandra Prykowska-Malec, MUZA, Warszawa 2017)

Piękna, krzepiąca i cenna książka! O dużym ładunku emocji. Chwała Autorkom, że spisały fascynujące wspomnienia Haliny Glińskiej - niezwykłej damy, dzielnej Polki, wielkiej patriotki. Opowiedziane przez nią historie i reminiscencje ukazują wszystkie barwy niezwykłego życia tych, którzy wierni byli Braterstwu i Służbie. Tym razem otrzymujemy niepowtarzalną okazję spojrzenia na „Druhów spod Arsenału” oczami dziewczyny jednego z nich, czyli Tadeusza Zawadzkiego „Zośki”. Panią jego serca była bowiem Halina Glińska.

Obok wielotomowego cyklu Barbary Wachowicz „Wierna Rzeka Harcerstwa” jest to kolejna potrzebna publikacja - niosąca płomień pamięci z wiarą, iż spełni nadzieję poległych, wyrażoną w wierszu ich kolegi z ławy szkolnej w Liceum im. Stefana Batorego, żołnierza plutonu „Alek”, kompanii „Rudy”, Batalionu „Zośka” - Krzysztofa Kamila Baczyńskiego, który o swym pokoleniu powiedział: „Trzeba nam teraz umierać, by Polska umiała znów żyć!”. Czy potrafimy pięknie żyć w wolnej Polsce, o którą tak heroicznie walczyli? Nie sposób uciec od tego rodzaju refleksji w trakcie lektury tej publikacji.

„Błękitna” drużyna Glińskiej często spędzała czas z męską „Pomarańczarnią”, do której należeli m.in. „Zośka” oraz Jan Bytnar „Rudy”. Zachowało się bardzo wiele wspomnień o tych chłopcach, a także na przykład żartobliwa autocharakterystyka „Zośki”, który napisał: „Wrodzone skłonności do szarogęszenia się wszędzie, gdzie trzeba i nie trzeba, umiejętność robienia dobrego wrażenia, sporo pewności siebie”. Teraz do tego bogactwa wspomnień różnych osób doszły opowieści jeszcze jednego ważnego świadka. Jako wyjątkowe nawet jawią się snute po ponad siedemdziesięciu latach od czasu „grozy – Ojczyzny mojej” (jak Baczyński określił czas dorastania jego pokolenia) wspomnienia Haliny Glińskiej. 

On, Tadeusz Zawadzki. Harcmistrz, podporucznik Armii Krajowej i Komendant Grup Szturmowych. Odważny, męski, przystojny (szczupły, z jasnoniebieskim spojrzeniem i włosami złocistymi), powściągliwy i do pewnego stopnia nieśmiały, prawdziwy przywódca, doskonały strateg. Ona, Hala Glińska. Harcerka i sanitariuszka batalionu „Golski”. Pełna wdzięku i pozytywnej energii, lubiąca śpiewać i tańczyć. Wielka i jedyna miłość Tadeusza, który zginął tragicznie 20 sierpnia 1943 roku w akcji we wsi Sieczychy koło Wyszkowa, gdzie jego oddział próbował zlikwidować posterunek niemieckiej straży granicznej. Miał zaledwie 22 lata. Zakochanej dziewczynie cały świat się zawalił. Razem snuli piękne plany. Przyjaciółka Danuta Zdanowiczówna, która była łączniczką i adiutantką Zawadzkiego, uważała ich za dobraną parę, mówiąc, że: „Hala z Tadeuszem szalenie do siebie pasowali. To był ten sam poziom intelektualny, kultury, wszystkiego”. Życie jednak bywa nieubłagane i toczy się dalej. Nie mogła bez końca opłakiwać ukochanego. Postanowiła wspomnienie o nim ocalić od zapomnienia, najpierw w sercu, a potem, pod koniec swojego życia, przekazać w bardziej trwałej formie potomnym. 

Cieszy fakt, że poznała takie osoby, które chciały posłuchać jej opowieści, spisać i wydać. Nie prowadziła bowiem pamiętnika. Aż dziw bierze, że dopiero niedawno ktoś do tego niezwykłego świadka dotarł i zainspirował do opowiedzenia barwnych kolei jej pięknego i długiego życia. W spisaniu wspomnień pomogły Dorota Majewska (pisarka związana z Warszawą) oraz Aleksandra Prykowska-Malec (aktorka, która wcieliła się m.in. w rolę Basi Sapińskiej, sympatii Alka Dawidowskiego, w filmie Oni szli szarymi szeregami). Dorota Majewska i Aleksandra Prykowska-Malec odwiedzały regularnie mieszkającą przy ulicy Anielewicza dziewczynę Tadeusza Zawadzkiego; najdłużej znała ją pierwsza z wymienionych.

Jak wspominała Glińska:

Tadeusz potrafił robić wszystko. Jeśli czegoś nie umiał, to się uczył. Matka, którą uwielbiał, a której niestety nie poznałam, zmarła, zanim zaczęłam bywać w domu Zawadzkich. Nauczyła go gotować i piec doskonałe ciasta. Miał słabość do słodyczy. Pamiętam, że w Zalesiu specjalną maszynką kręcił lody.

Oprócz tego jeździł na nartach, grał namiętnie w tenisa, ale nie potrafił tańczyć, co jednak jego dziewczynie, uwielbiającej taniec, nie przeszkadzało. Pasjonował się również hokejem. Był bardzo wysportowany i sprawny fizycznie. Pomagał Halinie w nauce chemii, do której zdolności odziedziczył po swoim ojcu Józefie Zawadzkim, rektorze Politechniki Warszawskiej i wielkim chemiku. Tadeusz marzył, by zostać chemikiem przemysłowym, Halinę zaś zajmowała medycyna. Gdy wybuchło Powstanie Warszawskie, była na drugim roku medycyny, ale po szczęśliwym ocaleniu jej matki z rąk gestapo postanowiła się nią zaopiekować. Aby pracować na nie obie, zrezygnowała ze studiów oraz oddała legitymację AK z wpisem „służba sanitarna”. Chciała matce, po utracie wszystkiego, zapewnić w miarę dostatnie życie, do jakiego zawsze była przyzwyczajona.

Według Haliny Glińskiej Tadeusz Zawadzki miał naturę samotnika i… męską próżność, która ujawniła się ze szczególną mocą po zatrzymaniu przez niemiecki patrol i sześciodniowym uwięzieniu na Gęsiówce, gdzie ogolono mu włosy.

Ogolony „na zero” unikał spotkania ze mną. Dopiero kiedy wyrósł mu na głowie jeżyk, umówiliśmy się w moich stronach pod Warszawą. […] Lubiłam go fotografować i chciałam go uwiecznić w nowej odsłonie. Pozwolił mi na to dopiero, kiedy włosy gęsto pokryły mu głowę. I tu wyszła na jaw męska próżność.

Interesująca i poruszająca jest historia zdjęcia doskonale znanego tym, których los chłopców z Kamieni na szaniec fascynują. Glińska opowiedziała okoliczności jego powstania:

Jeden z najpiękniejszych dni mojego życia! Dwudziestego drugiego maja w czterdziestym drugim poszliśmy z Tadeuszem do ogrodu botanicznego, żeby uczcić moje imieniny. […] Tadeusz miał na sobie białą koszulę, w której lubiłam go najbardziej. Był taki wytworny jak nigdy wcześniej. Długo spacerowaliśmy alejkami. Podziwialiśmy kwiatową feerię barw. Śmialiśmy się do siebie jak dzieci. Zachłannie łapaliśmy chwile szczęścia. Nie wiedzieliśmy, czy będą nam jeszcze dane. Usiedliśmy na ławce pod okazałym krzakiem pachnącego bzu. Nie mogłam powstrzymać emocji. Poderwałam się i poprosiłam go o najpiękniejszy uśmiech dla mnie. Musiałam go sfotografować. Zrobiłam wiele zdjęć. Szkoda, że ocalały tylko dwa. To były ostatnie chwile beztroski. Niecały rok później w akcji pod Arsenałem straciliśmy naszych najbliższych przyjaciół Jasia i Alka. [...]

Z książki dowiadujemy się, że zdjęcie pokazujące Tadeusza Zawadzkiego w ogrodzie botanicznym zostało wykonane nie po śmierci „Rudego” i „Alka” (30 marca 1943), jak podają inne źródła, ale ponad dziesięć miesięcy przed ich odejściem, czyli 22 maja 1942. Reprodukcję tego zdjęcia czytelnicy odnajdą w książce. Na rewersje fotografii widnieje dokładna data jego powstania. Zostało bowiem wykonane w okresie wspominanych przez Glińską jej imienin. W następnym roku Zawadzki podarował Halinie herbacianą różę, która pochodziła z hodowli jego ojca, z ogrodu w Zalesiu. „Zośka” położył różę na desce do prasowania i wyszedł. Imieniny Haliny odbyły się tuż po przeprowadzonej z powodzeniem akcji pod Celestynowem (19 i 20 maja). Halinie udało się zrobić jeszcze jedno – ostatnie – zdjęcie Zawadzkiemu, tuż przed jego śmiercią, około 15 sierpnia 1943 r. w Świdrze podczas ich ostatniego spotkania. To na tym zdjęciu widzimy go z fryzurą na jeżyka.

Rok 1943 okazał się przeklęty, bo zginęli Tadeusz, Janek, Alek i wielu innych przyjaciół z Szarych Szeregów, ale też, jak zauważyła Halina Glińska,

obfity w heroiczne czyny, jakich dokonali. […] Jak myślę o tamtych czasach, o bezgranicznym oddaniu nas wszystkich, o odwadze, która nie wiadomo skąd się brała, to nie mogę wprost uwierzyć.

Snując wspomnienia Halina Glińska, nie ogranicza się tylko do Tadeusza Zawadzkiego. Z opowiedzianych historii jak w mozaice układa się swoista saga rodzinna - o jej szczęśliwym dzieciństwie w zamożnej rodzinie właściciela fabryki w przedwojennej Warszawie, okresie nauki w gimnazjum i zaprzęgniętych wtedy przyjaźniach, wspólnych zabawach, potańcówkach, wyjazdach i harcerstwie. Do grona przyjaciół Hali należeli m.in.: Danka Zdanowiczówna, Janek Bytnar „Rudy” i jego siostra Duśka, Alek Dawidowski i Basia Sapińska – postacie uwiecznione w Kamieniach na szaniec. Halina Glińska wraca też pamięcią do lat powojennych, wspomina męża Felicjana Sapalskiego, opowiada o udanej rodzinie - dwóch córkach (które wyszły za mąż za obcokrajowców: Belga i Włocha) i sześciorgu wnucząt.

Przybliżyła również kulisy powstania książki Kamienie na szaniec. Po śmierci „Rudego” i „Alka” Zawadzkiego ogarnęło przygnębienie. Bardzo przeżywał cierpienie z powodu śmierci przyjaciół i był świadomy odpowiedzialności, która na nim spoczęła. Przez Jana Rossmana oraz ojca i siostrę został przekonany do tego, aby pisać pamiętnik. Swoje zapiski przekazał Aleksandrowi Kamińskiemu. Stały się one fundamentem powstania Kamieni na szaniec. Kamińskiemu nie do końca podobał się tytuł, chciał przeforsować swój – Życie i śmierć. „Zośka” jednak nie ustąpił. Tytuł Kamienie na szaniec miał dla niego wyjątkowe znaczenie z tego względu, że fragment wiersza Juliusza Słowackiego Testament mój przed swoją śmiercią przypomniał „Rudy” w trakcie rozmowy z Tadeuszem i w obecności innych przyjaciół, którzy zebrali się w mieszkaniu Jana Rossmana pamiętnego 30 marca. Po śmierci przyjaciela słowa wieszcza nabrały nowego wymiaru i Tadeusz Zawadzki pragnął w ten sposób oddać hołd „Rudemu” i innym poległym.

Dla Haliny Glińskiej Tadeusz Zawadzki do końca życia pozostał kimś znaczącym – tą pierwszą, wielką, młodzieńczą miłością. Chociaż wyszła za mąż i miała szczęśliwą rodzinę, to - jak sama wyznała - nie była zakochana w swoim mężu. Glińska przywołuje cenne słowa właśnie na ten temat swojej przyjaciółki Danuty Rossman, która dzisiejszym harcerkom chętnie opowiada o czasach ich młodości:

Wszystkie trzy straciłyśmy nasze miłości. Baśka - Alka, Hala - Tadeusza, ja - Jędrka Makólskiego. I wszystkie trzy po wojnie wyszłyśmy za mąż. Nie byłyśmy zakochane, a okazało się, że miałyśmy bardzo dobre małżeństwa. Więc można z czasem pokochać. I chyba ta miłość jest prawdziwsza niż takie pierwsze młodzieńcze zauroczenie. Ono jest potrzebne. Ale to wspólna wędrówka, jaką jest życie, założenie rodziny, to, co nazywa się domem, praca dają szansę na narodzenie się dojrzałej miłości.

Ciepła, z dużym poczuciem humoru i dystansu do siebie oraz pełna pozytywnej energii – tak można by scharakteryzować Halinę Glińską po przeczytaniu wspomnieniowej książki. Jako pani w podeszłym wieku paliła namiętnie papierosy i piła kawę. Pogodnie znosiła starość, często używając powiedzonka: „Co robi pani stara? Pali i zapala”, oraz żartobliwych słów swojego ulubionego wnuka, że wcale nie jest kobietą starą, tylko mniej młodą. Lubiła oglądać serial Czas honoru. Niesławnego filmu w reżyserii Roberta Glińskiego Kamienie na szaniec chyba nie obejrzała, gdyż odradziła jej to wieloletnia przyjaciółka Danuta Zdanowiczówna-Rossmanowa, która po pokazie zadzwoniła do niej i z oburzeniem stwierdziła, że „filmowa Hala Glińska w niczym nie przypominała ciebie”. Glińska zastanawiała się więc, dlaczego twórcy filmu nie starali się dowiedzieć, czy żyje. Powiedziała: „Chętnie pomogłabym im przybliżyć tamte czasy, wiele postaci, w tym moją i Tadeusza”. Z oburzeniem przyjęła artykuł, który ukazał się w „Gazecie Wyborczej” na temat Tadeusza Zawadzkiego i Jana Bytnara, nie rozumiejąc, „dlaczego naukowiec nie zadał sobie trudu skonfrontowania własnej tezy z relacjami żyjących świadków wydarzeń i przyjaciół bohaterów”. 

Ale najważniejsze, co można by rzec o tej osobistości, to wręcz promieniująca od niej wielka mentalność patriotyczna i wierność wartościom, które kształtowały naszą tożsamość narodową. 

Halina Sapalska (z d. Glińska) - harcerka XIV WŻDH, drużynowa Błękitnej Czternastki w latach 1942-1944, odznaczona Krzyżem Armii Krajowej, Warszawskim Krzyżem Powstańczym, Krzyżem z Mieczami „Za Zasługi dla ZHP”, Odznaką Pamiątkową Akcji Burza” oraz Odznaką Honorową „Za Zasługi dla Mazowsza”, Krzyżem Harcerskim z Mieczami - zmarła 15 listopada 2015 roku. Została pochowana na warszawskich Powązkach. Mam nadzieję, że kiedyś, przy okazji mojej bytności w Warszawie, uda się zapalić światełko pamięci na grobie „Druhów z Arsenału” i ich dziewczyn.

Warto zaznaczyć, że książkę wzbogacają niepublikowane dotąd fotografie oraz dokumenty z prywatnego zbioru, a na jej końcu zamieszczono bardzo potrzebny aneks, bo zawierający szczegółowe hasła dotyczące osób, miejsc czy zdarzeń, o których opowiadała Halina Glińska. Jeśli kogoś interesują losy bohaterów książek Aleksandra Kamińskiego (Kamienie na szaniec, Zośka i Parasol. Opowieść o niektórych ludziach i niektórych akcjach dwóch batalionów harcerskich) i jeśli poruszyły Was wspomnienia zawarte w Pamiętnikach żołnierzy batalionu „Zośka”, to powinniście koniecznie sięgnąć po książkę. Każda jej strona napęczniała jest dobrego gatunku sentymentem.

4 komentarze:

  1. Szkoda, można tylko podsumować, że nie jesteśmy i nie byliśmy wychowywani na tych autorytetach... Też uważam, że tego typu książki są dziś potrzebne...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może jednak jest dużo nauczycieli i rodziców, którzy opowiadają swoim dorastającym dzieciom o "Druhach spod Arsenału", ich braterstwie, służbie, dzielności, poświęceniu... To było piękne pokolenie! Zresztą dzisiejsza młodzież czyta na szczęście "Kamienie na szaniec", co może potwierdzić Barbara Wachowicz. Chętnie zyta o ich losach i traktuje „Rudego”, „Alka” i „Zośkę” jak przyjaciół wskazujących drogę wierności najwyższym wartościom.

      Książka ze wspomnieniami Haliny Glińskiej jest także warta polecenia młodzieży, bardzo poruszająca. Gorąco ją polecam!

      Usuń
  2. Muszę to przeczytać. Mieszkam na ulicy Batalionu "Zośka".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piękna nazwa ulicy. To zobowiązuje do poznania historii tego Batalionu! Ten harcerski oddział powstańczy należał do najbardziej elitarnych i bohaterskich formacji.

      Usuń

Drogi Czytelniku, dziękuję za pozostawienie komentarza. Niestety nie zawsze jestem w stanie szybko odpowiedzieć. Proszę zatem o cierpliwość.