17 maja 2013

O Emilu Zegadłowiczu i Muzeum w Gorzeniu Górnym, a także innych zabytkowych obiektach Małopolski


Zegadłowicz oblężenie przetrwał w swoim dworku. Beskidzki samotnik, uduchowiony poeta i były patron ulicy skrupulatnie porządkował sześćset osiemdziesiąt jeden recenzji, pięć tysięcy osiemset siedemdziesiąt dwa wyzwiska, dwieście pięćdziesiąt sześć kazań, dwieście trzydzieści dwie karykatury, szesnaście uchwał miejskich, dwie stustronicowe interpelacje sejmowe i cztery wyroki konfiskaty. Cieszył się z gorączki („powyżej 40 stopni!”), jaką "Zmory" wywoływały u czytelników, wzruszały go listy z poparciem od zwykłych ludzi i uznanie Tuwima oraz Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej. Z bławatkiem w butonierce przechadzał się po ogrodzie. Zapraszał gości (był wspaniałym gospodarzem), m.in. Władysława Broniewskiego, Stefana Jaracza, Juliana Tuwima, Zbigniewa Pronaszkę, Jerzego i Witolda Hulewiczów. Gorzeński dworek pełnił już wtedy funkcję jednego z trzech najważniejszych centrów literackich tamtego okresu. Tutaj też wreszcie stworzył kolejną straszną i nieobyczajną powieść, w której – jak ironicznie zapowiadał przyjaciołom – nie omieszka szkalować świętości. Nigdzie nie pisało mu się tak dobrze jak w Gorzeniu.
 
(Katarzyna Kobylarczyk, Wejdź na szlak!, Małopolski Instytut Kultury, Kraków 2013, s. 104-105)



Z okazji Małopolskich Dni Dziedzictwa Kulturowego ukazała się ciekawa publikacja, której fragment wyżej zacytowałam. Książka Katarzyny Kobylarczyk jest dostępna w formie PDF-a. TUTAJ. Zachęcam do lektury, zwłaszcza rozdziału przedstawiającego sylwetkę Emila Zegadłowicza.

W ramach Dni będzie można zwiedzić wiele zabytkowych obiektów. O tym, co przechowuje Muzeum i jakie były jego losy, można przeczytać na tej oraz tej stronie.

We wzmiankowanej publikacji znajdziecie też wiele ciekawostek o zabytkach Krakowa, np. o kawiarni Noworolskiego:

Dopiero w lipcu 1912 roku lokal w Sukiennicach jest gotów na przyjęcie gości. Szybko zyskuje stałych klientów. Na herbatkę z kieliszkiem soku wpadają profesorowie z uniwersytetu. Murzynka, czyli kawę z bitą śmietaną, popija generał Haller, a kapucyna, czyli cappuccino, zamawia Ignacy Daszyński. W siwej od dymu Palarni nalewkami Noworolskiego raczą się Tetmajer, Fałat, Piłsudski i Rydz-Śmigły. W buduarze dla pań Jacek Malczewski stawia lody córeczkom swojej muzy – pani Balowej. Ponoć gdzieś w kącie, na kapitalistycznych pluszach, zaszywa się nawet Lenin. Przynajmniej dopóki kelnerzy nie wypatrzą go i nie wyproszą – jest biedny i nie pasuje do poziomu lokalu. „Noworol” to w końcu eleganckie miejsce. Jedyne, czego mu brakuje, to toalety, lecz Jan Noworolski jest świadom tego mankamentu. Podpisuje z miastem specjalną umowę. Jego goście mogą bez przeszkód korzystać z szaletu w Sukiennicach.






12 komentarzy:

  1. Ciekawy punkt na literackiej mapie Polski. A ja nawet o Gorzeniu nie słyszałam. Wiedzieli ci literaci, jak sobie spokój zapewnić:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O Gorzeniu dowiedziałam się dopiero przy okazji tej publikacji i od razu zapragnęłam tam pojechać.:) Chociaż wcześniej, w trakcie studiów, gdy co nieco czytałam o dwudziestoleciu międzywojennym i Zegadłowiczu, mogłam się zetknąć z historią dworu poety, ale szybko przepadła ona w czeluściach niepamięci. Mam nadzieję, że uda mi się za tydzień zobaczyć to miejsce... A jeśli się uda, to postaram się relację z odwiedzin dworu Zegadłowicza tu zamieścić. Tymczasem będę dziś lecieć na spotkanie autorskie z Janem Polkowskim;) Pozdrawiam majowo!

      Usuń
  2. Interesująca notka. Zegadłowicza czytałam, tylko "Zmory". Nie wiem czy mi się "Motory" nie plątają, gdyż mąż lubił go czytać.
    Dworek piękny.
    Zapoznam się z terminarzem dni i może męża wyciągnę, chociaż to niełatwa sprawa.)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki tym Dniom można zwiedzić zabytki na co dzień niedostępne i ja z tej możliwości starałam się co roku korzystać:) Koniecznie namów męża! Chyba sięgnę po te obrazoburcze "Zmory";)

      Usuń
    2. Sama może wrócę, by się dowiedzieć jak dzisiaj je odbiorę, gdy ogólnie rzecz biorąc jest obrazoburczo prawie na każdym kroku.
      Chybaby "Zmory" już nikogo nie zdeprawowały.)

      Usuń
  3. Dzięki za link do książki K.Kobylarczyk - ile pasjonujących opowieści. Chwilowo przeczytałam o Noworolskim, ale jeszcze do niej wrócę. Szczególnie dwory mnie tu intrygują.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Małopolska usiana jest wieloma zapomnianymi dworami. Dzięki tym Dniom Dziedzictwa właśnie je odkrywam. Jutro spróbuję zdobyć drukowaną wersję tej publikacji, bo nie cierpię czytać pdf-ów:)

      Usuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak widzisz, Natanna przeczytała "Zmory":) Mnie też to straszyło, ale dziś czuję, że z chęcią mogłabym się zmierzyć z Zegadłowiczem. Wczoraj trochę wierszy poczytałam:)

      Usuń
  5. Ten Zegadłowicz - "Żywot Mikołaja Srebrempisanego" stoi na półce jak wyrzut sumienia i patrzy, patrzy, patrzy ... :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ile "wyrzutów sumienia" stoi na moich półkach - wolę o tym nie myśleć :) Zresztą największe kompleksy lekturowe zawsze mam po zajrzeniu na Twojego bloga :)

      Usuń
    2. Eeetam :-) ale Twój wpis mnie zdopingował, żeby tylko to nie była tak przeraźliwie gruba książka :-)

      Usuń

Drogi Czytelniku, dziękuję za pozostawienie komentarza. Niestety nie zawsze jestem w stanie szybko odpowiedzieć. Proszę zatem o cierpliwość.