10 września 2014

Dusza dworów polskich. "Dwór w Kraśnicy i Hubalowy Demon"



Wańkowiczowskie święć się w pamięci wybrzmiewa z opowieści spisanych przez Aleksandrę Ziółkowską-Boehm, składających się na tom zatytułowany Dwór w Kraśnicy i Hubalowy Demon. Książka opowiada o losach trzech ziemiańskich rodzin: Krasickich, Ossowskich i Bąkowskich na tle wypadków dziejowych, w tym o pięknej i dzielnej Ormiance, Annie Bąkowskiej - spadkobierczyni tytułowego dworu, który został spalony… w wolnej Polsce w majestacie prawa (tak! tak!), a także o najsłynniejszych koniach, hodowli i miłości do tych szlachetnych zwierząt, bo przecież koń jest mocno wpisany w polską tradycję, nie tylko wojskową.


Jak wiemy z historii, wiele dworów zniszczyła druga wojna światowa. To, czego nie zrobili niemieccy okupanci, dokończyli komuniści, wkraczając pod osłoną Armii Czerwonej  i NKWD (najpierw na Lubelszczyznę latem 1944 roku). Siedemdziesiąt lat temu, 6 września, wydali dekret PKWN uchwalający prawo  do masowego okradania ziemiaństwa z mienia ruchomego i nieruchomego. Ten proceder nazywano reformą rolną. Następne regulacje prawne i ubecka praktyka stworzyły nowe warunki do grabieży, w tym brak prawa pobytu  czy zbliżania się dawnego właś­ciciela do swojego dotychczasowego domu. Rekwirowano dwory ziemian niemające nic wspólnego z produkcją rolną, zajmowano wyposażenie, meble, dzieła sztuki. Do ostatniej pamiątki rodzinnej, do ostatniej łyżeczki. Równocześnie aresztowano wielu ziemian i  administratorów majątków. Reforma rolna doprowadziła do zniszczenia ziemiaństwa w Polsce, klasy obywateli wielce zasłużonych w walce o niepodległość i dla rozwoju gospodarczego Rzeczypospolitej.

Ostatnia odsłona tego procederu trwa  do dziś, bo wciąż nie ma w naszym kraju reprywatyzacji. To, co spotkało spadkobierców dworu w Kraśnicy pod Opocznem, jest tego najlepszym przykładem, bo został on doszczętnie spalony w wolnej Polsce przez pewnego przedsiębiorcę (autorka książki podaje jego imię i nazwisko) wskutek opieszałości i bierności urzędników oraz za przyzwoleniem demokratycznie wybranych władz państwowych… Wybudowany w 1830 roku dwór nie został nawet wpisany na listę ochrony zabytków. Można sobie tylko wyobrazić, jak gorzkie i bolesne było to doświadczenie dla Ewy Bąkowskiej - córki ostatniego właściciela majątku Kraśnica. Dorobek pracy pokoleń jej rodziny zasłużonej dla polskiej kultury i niepodległości, w tym jej matki, która z narażeniem życia niosła pomoc partyzantom walczącym o niepodległość ojczyzny przeciwko niemieckiemu najeźdźcy, przepadł w całości.


 W czasie drugiej wojny światowej dwór w Kraśnicy był przyjaznym przytułkiem dla uciekinierów,  dla potrzebujących schronienia,  dla oddziałów partyzanckich i ukrywających się Żydów. Ewa Bąkowska w napisanym w 2000 roku, tuż po spaleniu rodzinnego gniazda, liście do jednego z lokalnych tygodników napisała, że choć po 1989 roku był on podupadły, miał swoją „duszę”, na którą składały się historia, patriotyzm, tradycje i atmosfera.  „Duszę” tego dworu jako ostoi polskości odtwarza pieczołowicie Aleksandra Ziółkowska-Boehm, wzbogacając swoją żywą, choć oszczędną (co jest typowym dla autorki stylem) narrację licznymi relacjami i fotografiami. Oprócz tego pisarka opowiada o legendarnym Hubalu ­– czyli majorze Henryku Dobrzańskim i jego zamiłowaniu do koni. Ostatni szwoleżer Rzeczypospolitej Polskiej był znakomitym jeźdźcem, wielkim znawcą koni. To właśnie od ostatniej właścicielki dworu w Kraśnicy, Anny Bąkowskiej, otrzymał słynnego Demona - konia, który zginął wraz z nim 30 kwietnia 1940 roku pod Anielinem. Córka spadkobierczyni, która regularnie zaopatrywała oddział majora Dobrzańskiego w żywność, opowiedziała autorce, jak doszło do tego, że Hubal po stracie konia o imieniu Hetmański został obdarowany nowym koniem. Tę ciekawą historię warto przytoczyć:

[...] W naszej stajni pozostał wierzchowiec mego ojca, piękny, kary koń pełnej krwi angielskiej, którego moja matka postanowiła podarować Hubalowi. Tak że koń był znany w okolicy najpierw jako wierzchowiec pana Bąkowskiego, a później Hubala. Nasz stangret, Stanisław Konecki, odprowadził konia do oddziału, przekazał Hubalowi i wrócił pieszo. Później mówił mojej mamie, że go naraziła i że należy mu się jakaś gratyfikacja. Mama miała do niego trochę żalu o te narzekania, ale przyznała, że się narażał (s. 223-224).


Pisarka sportretowała także wielu innych Polaków, których losy symbolizują dzieje narodu. Jednym z nich jest praprawnuk Antoniego i Izabeli Bąkowskich, Janusz Krasicki, którego autorka poznała na warszawskim spotkaniu promocyjnym swojej powieści historycznej Kaja od Radosława, czyli historia Hubalowego krzyża. Dowiedziała się wtedy, że jego kuzynka, wspomniana wyżej Ewa Bąkowska, jest posiadaczką cennego dokumentu o wartości historycznej, podarowanego jej matce przez majora Dobrzańskiego w ramach podziękowania za konia. To spotkanie oraz kolejne zainspirowały pisarkę do rozpoczęcia zbierania materiału do nowej książki. Jak wyznała we wstępie, na losach konkretnych ludzi uczyła się niemal na nowo historii Polski. Znanej, ale jakże inaczej odbieranej, gdy dotyczyła określonych osób. Jej wspaniałe książki należą do takich, które pomagają poznawać najnowszą historię Polski właśnie przez pryzmat jednostkowych losów.

 Dwór w Kraśnicy i Hubalowy Demon jest spojrzeniem wstecz i próbą pokazania, jak zawiłe bywają losy polskich ziemian, którzy swego czasu zmuszeni byli opuścić rodzinne domy, a często i kraj, tracąc dorobek wielu pokoleń. Udowadnia, że mają oni w sobie niezwykłą siłę, pozwalającą im wytrwać we własnych tradycjach i przekonaniach oraz potrafią żyć pełnią życia mimo licznych przeciwności. Zebrane i malowniczo odtworzone przez Aleksandrę Ziółkowską-Boehm historie to prawdziwa i pełna nostalgii panorama życia przedstawicieli polskich rodów zarówno w czasie spokoju, jak i  trudnych latach wojennych i powojennych.


Zapraszam do obejrzenia filmiku z legendarnym Baskiem, którego mamą była siwa Bałałajka (1941), wyhodowana w Kraśnicy przez Annę i Jerzego Bąkowskich. Bask przyszedł na świat 9 lutego 1956 roku w Albigowej.


12 komentarzy:

  1. Szkoda, ze te ksiazke tak ciezko dostac.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Patrzyłam na stronę wydawcy, czyli PIW-u (który notabene jest w likwidacji), i nie znalazłam jej na stronie, ale może warto mimo to napisać e-maila z pytaniem, czy nie mają wolnego egzemplarza? Na pocieszenie wklejam link z fragmentem książki:

      http://www.piw.pl/fragmenty/hubalowy.htm

      Usuń
  2. Bardzo lubię tego typu wspomnienia, chociaż często są wyjątkowo bolesne. Dzięki takim książki te światy, które już przeminęły żyją w jakiś sposób przynajmniej w pamięci czytelników...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego tak bardzo podoba mi się piękna fraza Wańkowicza "Święć się w pamięci". Ona doskonale odzwierciedla znaczenie tego typu książek. "Dwór w Kraśnicy" pochłonęłam w kilka wieczorów. Bohaterowie stali mi się bliscy. Nie o wszystkich wspomniałam w recenzji, np. o pochodzącym z rodu szlacheckiego Henryku Ossowskim ps. "Dołęga" - barwna osobowość, ciężkie życie powojenne, bo stracił dwóch synów. Anna Bąkowska, która podarowała Hubalowi Demona, była jego ciotką.

      Usuń
  3. Ile takich dworów było, które ocalały z pożarów, niemieckich grabieży, przejścia armii czerwonej, a potem... nowa władza zniszczyła, zaniedbała, obróciła w pył. Kilka lat temu, gdy byłam nad jeziorem Hańcza zaciekawiła mnie historia tamtejszego dworu. Nic nie zostało, jedynie piwnice i stare drzewa w parku, z piękną lipowa aleją. A dwór spalono w 1946 roku. Takich historii jest wiele...
    Książka napisana przez Aleksandrę Ziółkowską-Boehm godna uwagi, przeczytałabym. Niedawno pojawił się też Twój wywiad z pisarką, który znacznie mi przybliżył jej postać, warsztat pracy, o którym tak ciekawie opowiedziała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trudno się z tym pogodzić... Naprawdę ciężko mi się czytało te fragmenty dotyczące zniszczenia dworu w Kraśnicy w 2000 roku w majestacie prawa... Niestety, takich historii jest wiele.
      O Hańczy nie słyszałam i nie czytałam dotąd. Zaciekawiłaś mnie.

      Usuń
  4. Razem z dworami chciano zniszczyć "pańską" Polskę. Miała być robotniczo-chłopska przecież. Jak zobaczyłam ruiny dworku Korczyńskich, które do dziś stoją w Bohatyrowiczach (obecnie na Białorusi), to płakać mi się chciało. Zainteresowani odnajdą te zdjęcia na http://mojepodrozeliterackie.blogspot.com/search/label/Bohatyrowicze

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A w Kraśnicy koło Opoczna nawet ruin już nie ma... Zafascynowała mnie historia rodu Jaxa-Bąkowskich herbu Gryf, opowiedziana przez A. Ziółkowską-Boehm, a szczególnie postać odważnej Ormianki, Anny Bakowskiej z domu Wartanowicz, która pochodziła z Dźwiniacza na Podolu. Wraz ze swoim mężem założyła w Kraśnicy stadninę koni czystej krwi arabskiej, która potem stała się sławna na całym świecie. Wyhodowali niezwykłą klacz Bałałajkę - matkę słynnego ogiera Baska, który zmienił oblicze rasy i uznany został za "objawienie Ameryki". Chyba zacznę interesować się końmi, tak cudowne są opowieści o koniach z Kraśnicy:) Myślę, że warto byłoby tam pojechać.

      Czytałam i obejrzałam z ciekawością Twoją relację zaraz po jej opublikowaniu. Chciałabym pojechać nad Niemen. Związek Polaków na Białorusi jest bardzo biedny, nie ma funduszy i wsparcia od polskich władz.
      Dwór w Miłkowszczyźnie, w którym się urodziła Orzeszkowa, też nie ocalał. Zachowały się podobno aleja do niego prowadząca i studnia. A dom Janka i Justyny, a także dom Anzelma jeszcze stoją w Bohatyrowiczach? W 2003 roku Teresa Siedlar-Kołyszko w swojej książce pisała, że domy te stały, ale nieodrestaurowane.

      Usuń
  5. Figura Baska stoi w Parku Koni w Kentucky. Polskie araby sa slawne w swiecie ze wzgledu na swoja urode. Hodowcy na swiecie chwala sie, jak maja jakiegos "pure polish".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, wspomina autorka o tym pomniku:) Wykonał go syn polskich emigrantów, Edwin Bogucki.
      Baskowi oraz jego rodzicom: Bałałajce i Witrażowi, poświęconych jest kilka stron w książce. Fascynująca historia.

      Usuń
  6. To niezwykle wartościowa pozycja.
    Nowy porządek równał wszystko z ziemią. Pozostawiał po sobie zgliszcza materialne i moralne.
    Z ciężkim sercem się czyta takie wspomnienia.
    Nie pozostało to bez dalekosiężnych skutków, które wydają się być już nieodwracalne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic dodać, nic ująć!
      Mimo gorzkich faktów książka jest krzepiąca. To właśnie dzięki takim publikacjom pamięć o zniszczonych dworach polskich przetrwa.

      Usuń

Drogi Czytelniku, dziękuję za pozostawienie komentarza. Niestety nie zawsze jestem w stanie szybko odpowiedzieć. Proszę zatem o cierpliwość.