25 lutego 2018

Strofy modlitewne Beaty Obertyńskiej



BEATA OBERTYŃSKA

Grudki kadzidła (fragmenty)

[...]

II

Posyp nam serca miłością i każ ją dalej roznosić,
jak pył ów, co go pod skrzydła po to bez wiedzy pszczół kładziesz...
Zechciej nas użyć trojako, bo miód i wosk to nie dosyć.
Daj naszym pszczelim przelotom serca zapylać w Twym sadzie!

Z Twych spichrzy ludzie na przemiał
to biorą, co Ci oddają.
Skąd mają mieć - gdybyś nie dał?
Jak oddać - od Ciebie nie mając?

Nic wzwyż - po głębie astralne
w dół - do atomu osierdzia -
nie zmieści, nie ogarnie
Twojego Miłosierdzia!

Że nie wiesz, jak to dobrze mieć Ciebie w chmur atłasach 
moc Cię wielbić i kochać - dziękować Ci i przepraszać,
że się z żadną do Siebie prośbą zwrócić nie możesz
- żal mi Cię - nasz najdroższy, Najlepszy Panie Boże!

... Chcesz mieć Boga w szkle retorty? W atomie rozbitym?
Wgnieść go w cyfrę, czy w słonecznych systemów skupisko?
Ach! On zawsze w głąb się cofa przed dotykiem pychy,
w swoje Święte, niepojęte SAMOTRZECIE WSZYSTKO!

Chwała Ci, żeś potrójną Swoją Tajemnicę
- by nam prądu napięcie dusz nie poraziło -
skurczył - - zaćmił i przepuścił przez trzy opornice:
przez Wiarę - Nadzieję i Miłość!

[...]

Wszędzieś jest i we wszystkim można Cię powitać!
W gwiazdach, w pióreczku kraski, w ćmie, w połysku węgla...
I to jest cała nasza radość niespożyta,
że nas świat w Twoją wszechmoc tylko wgłębia, wgłębia...

[...]

W duszy pragnienie Boga jest tak tajemnicze,
tak bezmierne, jak oczom nocy otchłań gwieździsta
i może jak kobiecie - ten niedobity niczym -
głód macierzyństwa.

[...]

... Gdy strop zetlały jak karta się skręci -
co będzie za nim? Nic? Pustka?
Nie! Bo się nagle ockniemy objęci
ścianami Serca Jezusa!

1986



Anna Piwkowska:

[...] "Grudki kadziła", wydane pośmiertnie, wpisują się w wielką tradycję polskiej poezji religijnej. To osobiste medytacje, skierowane bezpośrednio do Boga. Tutaj pojawia się ton najbardziej konfesyjny, niemal miłosny albo wręcz miłosny, bez "niemal". "Życie bez Ciebie, Miłości wcielona,/cóż za opaczna Golgota!" - wyznaje Obertyńska wprost pod koniec życia. I w swych najlepszych lirykach religijnych staje się godną spadkobierczynią Jana Kochanowskiego, Sępa Sarzyńskiego, Daniela Naborowskiego, Franciszka Karpińskiego, Adama Mickiewicza, Zygmunta Krasińskiego, Jana Kasprowicza czy Leopolda Staffa. "Grudki kadziła" domykają drogę poetycką Obertyńskiej, czyniąc ja poetycko i filozoficznie niezwykle spójną. [...]

(Anna Piwkowska, Niepojęta kolistość bytu [w:] Beata Obertyńska, Tarta róża, wstęp i wybór Anny Piwkowskiej, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 2017, s. 13)



Kasper Pawlikowski:

Droga do świata Wolskich wiodła przez ciocię. To ona opowiadała o ich dzieciństwie, o babci Wandzie, o ludziach, którzy przewinęli się przez ich domy na Storożce, w Perepelnikach i na "Zaświeciu" we Lwowie, o swoich braciach i siostrach, o swojej matce i o śmierci Luka, najstarszego z rodzeństwa. [...] Historia Luka zabarwiła najmocniej moje uczucia. Fakt, że Władysław Bełza w wizjonerskim zwidzie dla niego, jeszcze małego chłopczyka, napisał wiersz "Katechizm polskiego dziecka", zaczynający się od słów: "Kto ty jesteś - Polak mały", budził we mnie patriotyczne ciarki. To on dał mi siłę w godzinie jego męczeńskiej śmierci. "Coś jej winien? - Oddać życie".

Beata, zwana w rodzinie Dziodzią, nigdy się w moim życiu nie pojawiła, gdyż istniała w nim od zawsze, od mojego urodzenia. spotkała mnie na progu bytu. [...] Z wdzięcznością myślę, że moi rodzice właśnie ją wybrali na moją chrzestną matkę. Mówiło się wtedy, że po chrzestnych można dziedziczyć cechy charakteru. Owo powiedzenie mogło w tym wypadku zawierać więcej prawdy, niż na ogół się wydaje; była przecież siostrą mojej matki.

Silna osobowość babci Maryli oraz jej polot miały decydujący wpływ na kształtowanie się poetyckiego talentu Beaty. Wyobraźnia starszej córki znalazła tu wzorce, istotny punkt odniesienia i pobratymstwo intelektualne. [...] Uformowała ją szkoła nieugiętych zasad literackich i charakteru.

[...] Inaczej niż na ogół w rozmowach z dorosłymi, z ciocią Dziodzią nie było niebezpiecznych tematów. Nie należały też do nich tematy religijne. Biblijne opisy w interpretacji cioci nabierały wiarygodności, cuda stawały się prawdopodobne, a z wątpliwościami metafizycznymi nie musiałem czekać, aż dorosnę.

[...]  W 1940 roku, gdy ją aresztowano we Lwowie, pochłonęła ciotkę bezdenność sowieckiego systemu karnego i bezkres rosyjskich przestrzeni. Zamknęła się nad nią otchłań wypełniona masą niewolniczą, na długi czas słuch o niej zaginął. Nie była zaprawiona do walki o byt, teraz więc rozpoczął się  proces wdrażania w tę walkę i mobilizacji, aby przeżyć gehennę. Jej uposażeniem była siła wiary, że Bóg jej nie opuści i wyzwoli ją z tej przeklętej przepaści. Bliski kontakt z towarzyszkami niedoli podtrzymywał je wszystkie na duchu. Wsłuchane w jej opowieści o wolnym świecie na zewnątrz lub bajki snute na gorąco, odpłacały jej przyjaźnią i przychylnością, wdzięczne za jej zaraźliwy humor. Wśród zesłanych znalazła znajomych czy choćby współziomków, co łagodziło jej lęk i osamotnienie.
         Mimo warunków potrafiła dostrzec piękno przyrody, opiekę Opatrzności, dobrą wolę w najprymitywniejszym człowieku. Jej zdolność obserwacji nawet tam pozwalała jej zachwycać się wspaniałością natury.  Pod tym względem jej wiersz o Uralu szczególnie mnie uderza. Odczytuję w nim staranie cioci, by obserwując świat, w który została wciągnięta, znaleźć sens w tym dopuście. [...]


(Kasper Pawlikowski, Z Medyki. Wspomnienia rodzinne, Wydawnictwo Znak, Kraków 2017, s. 56-67)



W jednym z listów do przyjaciół Beata Obertyńska napisała:

Człowiek powinien mieć do poły płaszcza Boskiego ten sam stosunek, co oset. Chwycić, wpiąć się i z całą  świadomością swojej chwastowości nie puszczać.

(podaję za: A. Piwkowską)



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Drogi Czytelniku, dziękuję za pozostawienie komentarza. Niestety nie zawsze jestem w stanie szybko odpowiedzieć. Proszę zatem o cierpliwość.