1 marca 2017

Cytat na Popielec z arcypowieści Władysława S. Reymonta



Jezu, bądź nam grzesznym miłościwy! Jezu!

O dolo człowiekowa, dolo nieustępliwa!

A cóże są te wszystkie znojne trudy? Cóże ten żywot człowieczy, co jako śniegi spływa bez śladu, że o nim nawet dzieci rodzone nie przypomną?

Żałością jeno, płakaniem jeno, cierzpieniem jeno…

I cóże są one szczęśliwości, dobroście, nadzieje?

Czczym dymem, próchnicą, mamidłem i zgoła niczym…

A cóżeś to ty sam, człowieku, który się puszysz, a dmiesz, a wynosisz hardo ponad wszelkie stworzenie?


Tym wiatrem jeno jesteś, co nie wiada, skąd przychodzi, nie wiada, po co się miecie, i nie wiada, kaj się rozwiewa…

I ty się masz panem wszystkiego świata, człowieku?…

A bych ci kto raje dawał — opuścić je musisz.

Bych ci kto wszystkie moce dawał — śmierć ci je wydrze.

Bych ci kto rozum przyznał największy — próchnem ostaniesz.

I nie przemożesz doli, mizeroto, nie przezwyciężysz śmierci, nie…

Boś ano bezbronny, słaby i płony jako ten listeczek, którym wiater żenie po świecie.

Boś ano, człowieku, w pazurach śmierci, jako ten ptaszek z gniazda podebrany, co se piuka radośnie, trzepoce, przyśpiewuje, a nie wie, że go wnet zdradna ręka przydusi za gardziel i lubego żywota zbawi.

O duszo, po cóż dźwigasz człowieczego trupa, po co?

(…) jedyna człowiekowa dufność w Panajezusowej łasce, a jedyna ucieczka duszy w Jego świętym miłosierdziu.

25 lutego 2017

Reymont: „Po zimie zwiesna przychodzi każdemu, któren jej czeka w pracy, modlitwie a gotowości.”

























O Bożym świecie zapomniałam, tak żem się sielnie zadurzyła w tym olśniewającym arcydziele! Cosik mi się zrobiło na wnątrzu po przeczytaniu epopei chłopskiej. Jak tego Pana Boga kocham, tak czystą prawdę rzekłam. Juści, losy Jagusi, Hanki, Tereski, Agaty rozczuliły mnie tak głęboko, że i wypowiedzieć trudno.   

Nie poredzi żyć z osobna — powiada jedna z bohaterek, Jagustynka. Choć w Lipcach każden z osobna pruje się z utrudzenia, biedzi się niemało, boć każdemu bliższe są i pierwsze własne frasunki, jakie dzień każdy przynosi. Ale zarówno kobiety, jak i mężczyźni społem i solidarnie uradzają się nad sprawami najważniejszymi dla gromady:


A każden żył po swojemu, jak mu się widziało, jak mu sposobniej było, a społecznie z drugimi, jak Pan Bóg przykazał.
Kto biedował, zabiegał, kłopotał się, kto się zabawiał i rad w kieliszki przedzwaniał z przyjacioły, kto się puszył i wynosił nad drugie, kto za dzieuchami się uganiał, kto chyrlał i na księżą oborę poglądał, kto na ciepłym przypiecku legiwał, komu radość była, komu smutek, komu zaś ni jedno, ni tamto — a wszyscy żyli gwarno, z całej mocy, duszą całą. (...) w Lipcach szło swoim odwiecznym porządkiem, komu śmierć była naznaczona — umierał, komu radość — weselił się, komu bieda — wyrzekał, komu choroba — spowiadał się i czekał końca — i pchało się jakoś z Bożą pomocą, z dnia na dzień, z tygodnia na tydzień, bych się ino zwiesny doczekać abo tego, co komu przeznaczone.


O czem to napisane? Jak chcecie, to wam trochę poczytam o: wartości ziemi, gdzie i pszenica, i żyto, i jęczmień, i buraki od skiby do skiby siać można; twardej walce z oporną, sielnie folgującą od czasu do czasu naturą; codziennej chłopskiej krzątaninie; tradycjach i zwyczajowych obrzędach wsi et cetera. Reymont opowiedział o życiu polskiej wsi historie różne i tylachna, że kto by je pojął i zapamiętał! A tak mądrze, że jakowyś rzewność obezwładnia. Całą duszą piłam te Reymontowskie słowa miodne, soczyste, jak wyschła ziemia pije dżdże rosiste i ciepłe; tak jak Nastuś z Józką, Weronka z dziećmi, Jagustynka, Kłębowa i Pietrek oraz Hanka słuchali Rochowych porzekadeł:



—„Po zimie zwiesna przychodzi każdemu, któren jej czeka w pracy, modlitwie a gotowości.”
—„Dufajcie, bo pokrzywdzone zawżdy górę wezmą.”

—„Ochfiarną krwią i trudem trza posiewać człowieczą szczęśliwość, a któren posiał,

wzejdziemy i czas żniwny miał będzie.”

—„Ale kto jeno o chleb powszedni zabiega, do stołu Pańskiego nie siądzie.”

—„Kto ino wyrzeka na złe, nie czyniąc dobra, ten gorsze zło rodzi.”


 W sielnej powieści Reymonta wszyćko galancie i trafnie co do wiersza, kieby w tych pobożnych śpiewaniach, że nieraz wzdychałam urzeczona, tak szło do serca. Jaże mrówki obłażą, takie historie w tej książce o człowieczej, nieubłaganej doli...


Ostańce z Bogiem, ludzie kochane! Niedługo zwiesna!

14 lutego 2017

Obraz walki kobiet o swoje prawa i idee w scenerii Krakowa, Lwowa i Wiednia w powieści Agnieszki Wojdowicz

Druga część trylogii Niepokorne Agnieszki Wojdowicz to powieść, która nie tylko fascynuje ciekawą intrygą i świetnie nakreślonymi postaciami, ale i przeraża realizmem opisów życia kobiet w młodopolskiej epoce. Autorka zręcznie wkomponowała dzieje fikcyjnej rodziny Stojnowskich w obraz zachodzących na przełomie XIX i XX wieku przemian, szczególnie emancypacyjnych, obnażając absurdy i niegodziwości traktowania przedstawicielek płci pięknej. W usta jednej z bohaterek, której zarówno w Krakowie, jak i we Lwowie odrzucono prośbę o asystenturę na uczelni, tylko dlatego, że jest kobietą, włożyła swoją ocenę tamtych nieprzyjaznych dla nas czasów:

Hipokryzja współczesnego społeczeństwa sięga szczytów głupoty. Niby zgadzają się wszyscy, że kobiety muszą wyjść do ludzi i pracować na swój byt, ale granicę między tym, co dopuszczalne, a tym, co nie przystoi, zaznacza się wyraźniej niż kiedykolwiek wcześniej. Kto protestuje najgłośniej, gdy kobieta ma odwagę ją przekraczać? Rzecz jasna, mężczyźni, bo żal im naszych delikatnych rączek. Naprawdę jednak kieruje nimi strach; rośnie im konkurencja i mogliby na tym stracić. Najbardziej drażni mnie jednak ciasnota poglądów, zaściankowość i lęk przed nieznanym (s. 217).


Dziś to jest wprost nie do uwierzenia, że jeszcze całkiem nie dawno, bo ponad sto lat temu kobiety nie tylko nie mogły studiować, ale nawet zdawać matury!

Smaczku lekturze dodaje to, że perypetie tytułowej bohaterki, krnąbrnej córki profesora szacownego Uniwersytetu Jagiellońskiego, osadzone są na tle trzech walczących wówczas o palmo pierwszeństwa metropolii: żyjącego tradycją (wręcz duszącego się z jej powodu) Krakowa, coraz bardziej postępowego i kosmopolitycznego Lwowa oraz kipiącego nowymi poglądami i przełomowymi dziełami Wiednia. W powieści można dostrzec próby ukazania, jak Kraków starał się wybić się na pozycję duchowej stolicy nieistniejącej Polski, a Lwów stawał się coraz bardziej nowoczesnym miastem, orientując się wprost na Wiedeń, cesarsko-królewską stolicę. Wszak Lwów nazywany był wtedy „małym Wiedniem”. Agnieszce Wojdowicz udało się uchwycić ówczesny duch i swoiste przeobrażenia poszczególnych miast.
 
Klara opowiada o szukaniu przez (nie)zwyczajne kobiety swojego miejsca w społeczeństwie zdominowanym przez mężczyzn, o trudnych warunkach zdobywania wiedzy i samorozwoju oraz o próbach wyzwolenia się z tradycyjnego gorsetu. Bohaterki cechują entuzjazm, zaangażowanie i konsekwencja w dążeniu do wyznaczonego celu mimo wszelakich barier mentalnych i społecznych.


Powieść urzeka wiernie oddanym w detalach młodopolskim klimatem i zagadkowością bohaterów. Można zatopić się bez reszty w opisach obyczajowości, przesyconych modernistyczną symboliką i atmosferą. Zapach malowanych tkanin miesza się z wonią fabryki cygar, a odgłosy krakowskich uliczek ze szmerem miejskiego ogrodu botanicznego. Klara to zgrabne połączenie historii obyczajowej, wątków społeczno-historycznych oraz elementów związanych ze sztukami plastycznymi i rzemiosłem artystycznym.


Po lekturze tej książki, my, kobiety, możemy odetchnąć z ulgą, że scharakteryzowane w niej srogie dla nas obwarowania i ograniczenia już przeminęły z wiatrem….  Oczywiście to nasza zasługa!

4 lutego 2017

Obraz Powstania Styczniowego w zapomnianych skarbach polskiej literatury (2)



Ballada o wzgardliwym wisielcu. Zdarzenie prawdziwe to niezwykle przejmująca historia prokuratora wojennego, Polaka, pułkownika Aleksandra Kamińskiego, który musi balansować między lojalnością wobec władz rosyjskich i władz powstańczych oraz wiernością swojemu sumieniu. Utwór porusza prastare problemy egzystencjalne, takie jak: sprzeniewierzanie się narodowi czy uczciwości wobec samego siebie i konsekwencje tej zdrady; samotność, dzięki której człowiek zawsze znajduje się twarzą w twarz z Bogiem lub własnym sumieniem; ślepy przypadek czy złowrogie fatum. Po wysłaniu na śmierć przez powieszenie niewinnego człowieka prokurator Kamiński zacznie popadać w obłęd, który doprowadzi do samobójczej śmierci.  Zapada na „śmiertelną chorobę duszy”. Działająca na wyobraźnię scena nawiedzenia go przez ducha zmarłego ukazuje świat ducha, ten „tajemniczy świat własnego sumienia”, a także przeraźliwy lęk przed poczuciem pustki.

W Balladzie… można zauważyć łączenie elementów realistycznych z fantastycznymi, jak również element profetyzmu. Gdy Rembek pisał tę książkę w połowie ubiegłego stulecia, trafnie przewidział, jak będzie wyglądać początek XXI wieku:

 Ludzie nie będą prawie wychodzić z domu, bo wszystko, czego potrzebują, zostanie im dostarczone pocztą. Każdy będzie mógł za pomocą telefonów bez drutu rozmawiać, z kim zechce, słuchać koncertów, oper, odczytów, wykładów, przedstawień teatralnych, a nawet wszystkich i wszystko oglądać w odpowiednim aparacie, jak obrazy rzucane przez latarnię czarnoksięską, tylko że ruchome i prawdziwe. […] Nastąpi wiek elektryczny.

Natomiast w dwóch pozostałych „gawędach styczniowych”: Przekazana sztafeta oraz Igła wojewody. Ze wspomnień generała Jeremina, polski zryw wolnościowy oglądamy oczami Rosjanina pacyfikującego powstanie, ale jednocześnie rozumiejącego sens polskiej walki o niepodległość i współczującego swoim wrogom. Do pewnego stopnia podziwia on garstkę niedobitków i desperatów, dostrzega w nich piastunów żywego marzenia, stającego się mitu o odrodzeniu ojczyzny z popiołów: zwycięskiej i wolnej.