| Materiały promocyjne (przedwojenne) z podarowanej mi kolekcji Jana Janoty |
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dwudziestolecie międzywojenne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dwudziestolecie międzywojenne. Pokaż wszystkie posty
7 lutego 2016
14 grudnia 2013
"Pół czarnej, proszę!"
Już widzę dawną Kawiarnię
Literatów i stołówkę w piwnicy; nieraz tutaj jadałem tzw. związkowe obiady,
tanie i smaczne. Pierwszy raz przyszedłem do Literatów w 1957 roku. […] Czas
był po Październiku i w kawiarni panowało ożywienie. Wtedy, w wyniku odwilży po
Stalinie, wróciło do Polski wielu zesłańców z ZSRR. […] Wśród nich znaleźli się
ludzie pióra. […] Przychodziłem do Kawiarni Literatów z kolegami ze
„Współczesności”: Staszkiem Grochowiakiem, Leszkiem Płażewskim, Edkiem
Stachurą, Bogdanem Wojdowskim, Andrzejem Brychtem, Romanem Śliwonikiem. Wszyscy
tam drukowaliśmy, zdobywając literackie ostrogi. Towarzyszył nam nieraz
Janek Himilsbach, wtedy jeszcze nieaktor i niepisarz, raczący nas obficie
barwnymi opowiastkami z życia niższych sfer. Głos już miał charakterystyczny,
sznapsowaty i śmiesznie wyglądał w ożywionej rozmowie ze Stanisławem Dygatem.
Pat i Pataszon. […] W dniach zebrań zarządu głównego i zjazdów ZLP można było
spotkać w kawiarni luminarzy literatury: Marię Dąbrowską, Juliana
Stryjkowskiego, Andrzeja Kuśniewicza, Wilhelma Macha, Adama Ważyka, Adolfa
Rudnickiego i wielu innych.
Marek Nowakowski, Nekropolis, Świat Książki, Warszawa 2005, s. 23-30.
Wspominając w tomie Nekropolis nieistniejącą już Warszawę, wybitny pisarz Marek
Nowakowski wraca pamięcią między innymi do dawnej Kawiarni Literatów (dziś
Literackiej). Wydawałoby się, że lokal ten spełnia wszystkie kryteria, które
wymienił w swojej niedawno opublikowanej książce Andrzej Z. Makowiecki, aby
można było go określać mianem „kawiarni literackiej”. Autor jednak pominął ten
zakład gastronomiczny w swojej publikacji, tłumacząc to tym, że lokale
stowarzyszeń twórczych okupowali jedynie przedstawiciele danych środowisk i że
brakuje w nich publiczności nietrudniącej się literaturą czy sztuką.
Przedstawione przez Makowieckiego kryteria dokonanej selekcji są zrozumiałe i
do przyjęcia, ale trochę szkoda, że ograniczył w ten sposób opis tego typu
instytucji życia literackiego. Mam nieodparte wrażenie, że obok powojennych
kawiarni, takich jak PIW, Ujazdowska i Czytelnik, które obszernie
charakteryzuje i demitologizuje, Kawiarnia Literatów również zasługuje na uwagę
i opisanie, bo przecież też była lokalem otwartym i z pewnością
kulturotwórczym. Wstęp do niej był wolny, zatem może jednak publiczność nie
składała się wyłącznie z literatów, filmowców czy aktorów, wbrew temu, co pisze
Nowakowski - „rasowy” bywalec kawiarni warszawskich.
Oczywiście ta cecha
wcale nie umniejsza znaczenia i walorów książki historyka literatury okresu
Młodej Polski i Dwudziestolecia Międzywojennego, notabene wielbiciela kawy i kawiarni - Andrzeja
Makowieckiego. Monografia wypełnia bowiem istniejącą od dawna lukę w obrazie
polskiej kultury literackiej. To chyba pierwsze takie syntetyczne i bardzo
potrzebne z tego względu ujęcie zjawiska rodzimych kawiarni jako instytucji
życia literackiego.
Początki instytucji
kawiarni literackiej sytuuje autor na przełomie XIX i XX wieku… w Krakowie, nie
Warszawie. To właśnie w grodzie wawelskim narodziła się protoplastka wszystkich
polskich kawiarni literackich. Była to kawiarnia założona przez Turlińskiego
przy placu Szczepańskim, naprzeciwko Teatru im. Modrzejewskiej, dziś Starego.
Jej pewne cechy i elementy, pozwalające określić dany przybytek jako lokal
kawiarniany o charakterze literackim, powtarzały się potem przez sto lat.
Makowiecki zwraca też uwagę na romantyczny i postyczniowy rodowód warszawskich
kawiarni literackich. W kulturze literackiej lokale w takiej postaci
funkcjonowały już w dobie romantyzmu, ale ich wydźwięk i forma nie mieszczą się
w ramach przyjętych przez badacza starannie uzasadnionych kryteriów.
Peregrynację po dawnych warszawskich kawiarniach literackich rozpoczyna on więc
od wizyty w młodopolskich przybytkach: Starorypałce, U Miki, Nadświdrzańskiej i
Udziałowej. Później szlak wiedzie do kawiarni powstałych w trakcie
dwudziestoletniego karnawału wolności, czyli do obrosłych legendą: Picadora,
Kresów, Małej Ziemiańskiej, IPS-u, SiM-u i Zodiaka. Wędrówka „wśród oceanu
czarnej kawy” zaprowadzi autora do takich dwudziestowiecznych „wysp Ukojenia”,
jak wspomniane wcześniej: PIW, Ujazdowska i Czytelnik. Symbolem łączącym prawie
wszystkie wymienione kawiarnie był i pozostał paradoksalnie człowiek, który nie
parał się rzemiosłem literackim, mianowicie Franciszek Fiszer - oryginał,
erudyta, bohater i twórca licznych anegdot i paradoksalnych dowcipów, ale na
pewno nie człowiek pióra. Na miano weterana kawiarnianych konwentykli zasługuje
też niewątpliwie Antoni Słonimski. Postacie te najczęściej przewijają się przez
zachowane relacje i wspomnienia, których fragmenty obficie przytacza
Makowiecki. Pod względem dokumentacyjno-badawczym praca autora jest bowiem
godna podziwu i uznania. Nie tylko porządkuje wiedzę oraz rozwiewa mity na
temat kultowych kawiarni literackich, czyli międzywojennych i powojennych, ale
przede wszystkim przybliża szczegółowo mniej znane tego rodzaju instytucje
środowiskowe oraz ich uwarunkowania. Najciekawsze są rozdziały poświęcone
właśnie młodopolskim lokalom, choć niestety skąpo zachowana dokumentacja nie
pozwalała autorowi na rozwinięcie wielu ciekawych wątków.
![]() |
| Źródło: strona wydawnictwa Iskry. |
W kawiarni u Miki
przesiadywali Henryk Pytliński (według zachowanej relacji, „do niedawna żonaty
z córką Marii Konopnickiej"), Jan Kleczyński („mąż siostry przyszłej żony
Żeromskiego”), ceniony za parnasistowską erudycję poeta, pisarz i tłumacz
(m.in. Baudelaire’a) Antoni Lange oraz najwięksi prozaicy młodopolscy:
Władysław Reymont („sensata o skromnym zasobie sensu”, jak pisarza określił
Fiszer prawdopodobnie w tym lokalu ) i Stefan Żeromski. Dzięki wizytom w innej
kawiarni, mianowicie Udziałowej, autor Popiołów poznał w 1908 roku swoją przyszłą żonę, Annę
Zawadzką. Reymont również odwiedzał tę modną wówczas kawiarnię, najczęściej z
żoną Aurelią, która z zapałem czytała tam magazyny paryskie. Młodopolscy
„matadorzy pióra” okupowali też Nadświdrzańską - słynącą nie tylko ze znakomitej białej kawy, ale też z masła
śmietankowego, zawsze świeżego pieczywa i dającego się kroić nożem zsiadłego
mleka. Kawiarnia ta była w zasadzie… mleczarnią. W wymienionych
lokalach zjawiało się wiele barwnych postaci młodopolskiej cyganerii
artystycznej, natomiast Udziałowa była w trakcie pierwszej wojny światowej
miejscem zespalającym dwie epoki literackie: Młodą Polskę i nadchodzące
dwudziestolecie międzywojenne.
24 października 2013
Pasjonujące portrety przedwojennych gwiazd
Przed wojną mieszkał w nim podobno duch niepokorny,
buntowniczy. Miatieżnik z rogatą duszą. Ci, co pamiętają przedwojenną Warszawę,
zapewniają, że wtedy było inaczej. Wszystko się splatało, sklepiki Nalewek, tańce
na Bielanach, flirty w Adrii, ostatni żyjący powstańcy styczniowi, piosenki
Hemara, pepeesowcy w kolejarskich mundurach, kresowi ziemianie, dowcipy Tuwima,
oficerski szarm i wyplute w wynajętym pokoju płuca Uniłowskiego.
Jan Polkowski, Ślady krwi, wyd. M, Kraków 2013, s. 57.
Tola
Mankiewiczówna na tle plejady międzywojennych gwiazd estrady i filmu
wyróżniała się talentem muzycznym; obdarzona była bowiem operowym
głosem. Posiadała też staranne wykształcenie muzyczne i niespotykaną
urodę, o której Ordonka pisała, iż jest nieziemska. Nic dziwnego, że
twórcy największych scen kabaretowych "bili się" o nią. Wyszła za mąż za
prawnika i współzałożyciela legendarnej kawiarni literackiej Pod
Pikadorem Tadeusza Raabego. Uważano ich za najpiękniejszą parę Drugiej
Rzeczypospolitej.
![]() | ||
| Portret Toli Mankiewiczówny |
![]() |
| Portret Jadwigi Smosarskiej |
Udane małżeństwo stanowili także Jadwiga Smosarska i
Zygmunt Protassewicz, którego aktorka poznała w Krynicy, a rolę swata
odgrywał Jan Kiepura. Urodzona na Krymie Zula Pogorzelska była zaś wspaniałą piosenkarką rewiową, występowała między innymi w
legendarnym Qui Pro Quo. Jej małżeństwo z aktorem Konradem Tomem również
uchodziło za wzorcowe. Mówiła o sobie: „jestem najmniej oczytaną
aktorką, ponieważ wystarcza mi tylko jeden tom… Konrad”. Posiadaczka
najpiękniejszych nóg w międzywojniu zachorowała na raka kręgosłupa. Jej
pogrzeb w Wilnie zgromadził całą Warszawę.
Jan Lechoń za największego,
obok Kazimierza Kamińskiego (dziś zapomnianego), aktora polskiego uważał
Stefana Jaracza. Założyciel i dyrektor Teatru Ateneum (obecnie
noszącego jego imię) miał naturę buntowniczą, bywał arogancki, nie
stronił od alkoholu, od którego uzależnił się w latach dwudziestych. Z
powodu nałogu aktora i związanych z nim częstych niedyspozycji musiano
odwoływać przedstawienia. Jednak pijaństwo nie przeszkadzało mu we
wszechstronnej artystycznej działalności. Stworzył wiele znakomitych
kreacji aktorskich, był innowatorem, niespokojnym duchem twórczym, ale
zdarzało się także, że wywoływał skandale obyczajowe. Mimo to jego
autorytet nie słabnął. Po doznaniu zawodu miłosnego próbował popełnić
samobójstwo. Przeżył nawrócenie, a po wybuchu wojny złożył przyrzeczenie
abstynencji do czasu jej zakończenia, nie przypuszczając, że potrwa ona
aż pięć lat. Po zastrzeleniu w 1941 roku przez ZWZ kolaborującego z
Niemcami aktora Igora Syma na całe środowisko spadły represje. Stefan
Jaracz został aresztowany i wywieziony do Auschwitz.
Innym cenionym
przez publiczność i recenzentów aktorem był Aleksander Żabczyński -
bożyszcze kobiet do tego stopnia, że musiał na własny koszt remontować
klatkę schodową kamienicy, w której mieszkał. Zakochane wielbicielki
zostawiały bowiem na ścianach wpisy, które właściciel kazał mu
zamalowywać.
![]() |
Portret Aleksandra Żabczyńskiego |
Są to tylko niektóre gwiazdy międzywojnia, których sylwetki postanowił przypomnieć Sławomir Koper. Gwiazdy Drugiej Rzeczypospolitej
to zbiór malowniczych portretów nieco zapomnianych artystów filmowych i
teatralnych, a także fascynująca historia polskiego kina i teatru
międzywojennego w pigułce. Okres Drugiej Rzeczypospolitej obfitował w
wiele wybitnych osobowości sceny i filmu, więc autor musiał dokonać
wyboru. Jak tłumaczy we wstępie, podyktowany był on przede wszystkim
powziętymi już planami wydawniczymi, a także tym, że o niektórych
artystów napisał już w innych swoich książkach. Dokonana przez autora
selekcja okazuje się jednak wartościowa. Koper, opisując życiorysy
wszechstronnych i ubóstwianych w międzywojennej Polsce artystów,
wydobywa bowiem z niepamięci: Zulę Pogorzelską, Lodę Halamę, Jadwigę
Smosarską, Tolę Mankiewiczówną, Stefana Jaracza, Eugeniusza Bodo,
Antoniego Fertnera, Konrada Toma i Aleksandra Żabczyńskiego. Biografie
każdej z tych postaci, ukazane na tle niezwykle barwnej epoki, to gotowe
scenariusze udanych filmów, choćby życiorys boskiej Lody Halamy -
tancerki warszawskich kabaretów i primabaleriny Teatru Wielkiego. W
latach 1948–1958 mieszkała nawet w Hollywood, ale mimo posiadania wielu
znajomości nie zrobiła kariery. Co tam dokładnie robiła, aby się
utrzymać - do końca nie wiadomo.
Subskrybuj:
Posty (Atom)







