Pokazywanie postów oznaczonych etykietą anegdota. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą anegdota. Pokaż wszystkie posty

8 czerwca 2014

Jakie życie miał Wokulski z Minclową?



Anegdoty z książki Krystyny Kolińskiej pt. Preteksty do wspomnień (Iskry, Warszawa 2014)

Profesor Uniwersytetu Poznańskiego, Zygmunt Szweykowski, po ukończeniu studiów pracował przez jakiś czas w warszawskim gimnazjum. Dawne uczennice zapamiętały rok szkolny 1921. Przywoływały pewną zabawną scenę na lekcji, która wywołała gromki śmiech zarówno całej klasy, jak i profesora: Otóż jedna z koleżanek nie przeczytała „Lalki” i właśnie ona została wywołana do odpowiedzi. Na zapytanie, jakie życie miał Wokulski z Minclową, odpowiedziała niepewnie: Miał hiszpańskie życie… Profesor, szczerze ubawiony, rzekł: To ja z daleka słyszę, jak koleżanki podpowiadają, a pani nie słyszy? Wokulski z Minclową miał krzyż pański!

*********************************************************************

Władysław Reymont urodził się w Kobielach Wielkich, kilkanaście kilometrów od Radomska, więc Tadeusz Różewicz był krajanem autora Chłopów. Ojciec poety wiele razy czytał tę powieść. - Żebyś to ty napisał taką książkę jak Reymont, taką prawdziwą! - powiedział, oglądając poetycki tomik Czerwona rękawiczka. - Tato, ja nie wysiedzę tyle czasu przy pisaniu - odparł syn.


11 marca 2012

Irlandzki noblista uwięziony na Wawelu

Zdjęcie zapożyczyłam ze strony wydawnictwa Znak
PONIEDZIAŁKI Z ANEGDOTĄ


Postanowiliśmy, że Marie i Seamus Heaneyowie tym razem mieszkać będą prawdziwie po królewsku i udało nam się wynająć dla nich na Wawelu apartament zajmowany niegdyś przez przez generała de Gaulle’a, dla którego ze względu na niecodzienny wzrost wykonano specjalnych rozmiarów łoże. Spuściłem Heaneyów z oka na kilka godzin przed wieczornym występem, powierzając opiekę Adamowi Szostkiewiczowi, który był odpowiedzialny za doprowadzenie ich na czas do Dominikanów. Mija 17.00, publiczność wypełnia już szczelnie krużganki, a Heaneyów ani widu, ani słychu. Zdenerwowany trafiam w tłumie na Adama, który zeznaje, iż Seamus zwolnił go z obowiązków opiekuna, stwierdzając, że poradzą sobie  i sami trafią do Dominikanów. Mijają kolejne nerwowe minuty. Dobrze już po 17. widzę przeciskających się przez tłum Marie i Seamusa. Jego oczy ciskają gromy. Pierwszy raz widzę go tak wściekłego. Przerażony pytam, co się stało. [...] Okazało się, że do apartamentu de Gaulle’a wchodzi się osobną klatką schodową, która po południu została zamknięta. Królewska rezydencja stała się pułapką. Zdenerwowani Heaneyowie, sami w ogromnym gmachu, nie mogąc się w żaden sposób wydostać, nie mając także skąd zadzwonić (nie było jeszcze telefonów komórkowych!), wzywali pomocy przez okno. Nieliczni przechodnie przemierzający dziedziniec wawelski ze zdziwieniem przyglądali się facetowi wykrzykującemu coś w obcym narzeczu z okna na wysokim drugim piętrze. Na szczęście ktoś wreszcie zorientował się, o co chodzi, i sprowadził pomoc.

J. Illg, mój znak. o noblistach, kabaretach, przyjaźniach, książkach, kobietach, Znak, Kraków 2009, s. 212-213.


5 marca 2012

Czerwonka szminka...

 PONIEDZIAŁKI Z ANEGDOTĄ

"W 2007 roku głośno było o incydencie na wystawie amerykańskiego artysty Cy Twombly'ego w Awinionie. Zwiedzającą ekspozycję Rindy Sam tak poruszyło jedno z dzieł (warte wówczas ponad 2 mln dol.), że ucałowała płótno, zostawiając ślad czerwonej szminki.

Po zatrzymaniu przez straż muzealną tłumaczyła, że chciała, aby obraz stał się jeszcze piękniejszy: – Byłam owładnięta emocjami, nie mogłam się powstrzymać.

Zapewniała, że to nie agresja, lecz „czysty, przemożny akt miłosny". Sprawczynię ukarano grzywną w wysokości 45 tys. euro i skierowano na kurs edukacji obywatelskiej.

Potem zaczęła się odyseja z usuwaniem szminki z płótna. Pomadka Lovely Rouge marki Bourjois okazała się wyjątkowo trwała. Nie poradziło sobie z nią doświadczone Museum Stedelijk z Amsterdamu.

Pomoc proponowała nawet amerykańska agencja kosmiczna NASA. Sprawą chciała się zająć para fizyków, którzy wcześniej – używając tlenu atomowego – z sukcesem oczyścili poplamione szminką dzieło Andy'ego Warhola z muzeum w Pittsburghu. Ostatecznie właściciel obrazu Cy Twombly'ego powierzył jego odrestaurowanie francuskiej konserwatorce".
Podaję za: M. Kuc, Niezmywalny ślad czerwonej szminki, "Rzeczpospolita", 1 marca 2012 r. 


      No to już wiemy, my, kobiety, jakiej szminki używać... Spytacie, ale co ta anegdota ma wspólnego z książkami i czytaniem? Otóż ma. Taką szminką można całować wybitne dzieła nie tylko malarskie, lecz także literackie!:)

28 lutego 2012

Anegdoty zasłyszane podczas spotkania autorskiego z Érikiem-Emmanuelem Schmittem

Fot. Mikołaj Suchan. Zdjęcie zapożyczyłam stąd.
















Dostałam od przesympatycznej koleżanki, która jakiś czas temu zdradziła Kraków dla Katowic, e-maila z krótką relacją z tamtejszego spotkania z Érikiem-Emmanuelem Schmittem, w tym dwie rewelacyjne anegdoty, które wtedy opowiedzieli pisarz oraz prowadzący spotkanie redaktor Bugalski licznie przybyłym czytelnikom. A Schmitt szczególnie szczodrze obdarowywał nimi swoich czytelników, jak napisała do mnie Agnieszka. Oto jej wrażenia:







"" Tłum był dziki – mogli spokojnie na tę okoliczność wynająć Spodek. [...] W ogóle genialnie w roli prowadzącego spisał się Dariusz Bugalski z Trójki. Nie ustępował autorowi w dowcipie i inteligencji.
A sam szacowny autor sypał anegdotkami jak z rękawa (chociaż były też poważniejsze momenty). Dwie z nich Ci przytoczę.
Pierwsza:

“Na spotkaniu autorskim wielbicielka pyta pisarza:
– Mistrzu, mistrzu, jak piszesz te swoje cudowne książki, że są jednocześnie takie uduchowione i bliskie naszych ludzkich spraw?
– To całkiem proste – odpowiada autor. Zawsze staram się zawrzeć cztery wątki: Boga, wyższych sfer, tajemnicy i miłości.
Wielbicielka wraca do domu, a następnego dnia – jako że była nauczycielką – zadaje uczniom wypracowanie: Napisz opowiadanie z czterema wątkami: Boga, wyższych sfer, tajemnicy i miłości. W klasie skonsternowanie, jedynie Jasiu coś tam skrobie i po chwili oddaje.
– Już? – dziwi się nauczycielka.  – Przeczytajmy, co tam napisałeś: ""O Jezu! – krzyknęła hrabina. Jestem w ciąży! Tylko nie wiem, z kim!”

A druga:

“Nie tak dawno na spotkaniu autorskim w Berlinie podeszła do mnie para z egzemplarzami moich książek. Patrzę, a tam już są moje autografy. Patrzę pytająco, a oni na to: No bo 10 lat temu też staliśmy w takiej kolejce jak teraz po Pana autograf. I to tyle trwało, że zdążyliśmy się poznać, zakochać, a potem pobrać. I tu przesłanie dla Państwa: stójcie cierpliwie i na boki się rozglądajcie”.


Aga, bardzo Ci dziękuję!:)

27 lutego 2012

O Conradzie, który nie umiał pływać

PONIEDZIAŁEK Z ANEGDOTĄ


Conrad, kapitan żeglugi wielkiej, w wieku trzydziestu dziewięciu lat poślubia po nagłym i dziwacznym narzeczeństwie młodą (dwadzieścia trzy lata) dziewczynę, która przepisywała na maszynie jego rękopisy. Przepływając w podróży poślubnej kanał La Manche, Conrad ku przerażeniu i zaskoczeniu panny młodej dostał ataku choroby morskiej.

Simon Leys, Szczęście małych rybek. Listy z Antypodów. O literaturze i nie tylko, tłum. W. Dłuski, Dzrewo Babel, Warszawa 2011, s. 75.

      Z tej książeczki dowiedziałam się między innymi, że Conrad nie umiał pływać! :)



Mam jeszcze ciekawą informację dla miłośników książek  Sławomira Kopra - autora 
bestsellerowych książek na temat elit II Rzeczypospolitej.


Wydawnictwo Bellona zaprasza na cykl spotkań z historykiem:


Kielce 
27 lutego, poniedziałek - godz. 17
Księgarnia Pod Zegarem
ul. Warszawska 6, Kielce
 
Kraków
28 lutego, wtorek - godz. 18

Księgarnia pod Globusem
ul. Długa 1, Kraków
29 lutego, środa - godz. 17
Księgarnia Pałac Spiski
Rynek Główny 34, Kraków

Rybnik
 1 marca, czwartek - godz. 17
Księgarnia Sowa
ul. Sobieskiego 24, Rybnik

Bielsko-Biała 
2 marca, piątek - godz. 17
Księgarnia Klimczok
ul. Cyniarska 11, Bielsko-Biała
Już w marcu w sprzedaży pojawi się najnowsza książka Sławomira Kopra Tajemnice i sensacje świata antycznego.
 


20 lutego 2012

Poniedziałki z Anegdotą



W biografiach wielkich ludzi czasem jedna anegdota mówi więcej niż cała góra informacji  − tak uważa mieszkający w Australii belgijski pisarz, krytyk literacki i sinolog Simon Leys, autor kapitalnych felietonów zebranych w książeczce pt. Szczęście małych rybek. Listy z Antypodów: o literaturze i nie tylko, którą właśnie niespiesznie czytam i o której zamierzam napisać recenzję. Zacytowane słowa będą patronować mojemu cyklowi „Poniedziałki z Anegdotą”. W ten sposób będę systematycznie uzupełniać widoczną wyżej na tym blogu stronę „Z Wielkiej Księgi Anegdot”, które uwielbiam, a wy będziecie mogli się pośmiać lub po prostu pomyśleć. Anegdoty będę przepisywać z książek, które mam w swoim domowym skromnym antykwariacie.
Dziś ofiaruję Wam jedną spośród licznie podanych we wspomnianej książeczce. Jest to swego rodzaju anegdota w anegdocie:

Kipling, który przez pewien czas mieszkał w Vermoncie, był pod urokiem Nowej Anglii. Wspomina ją w Something of Myself, gdzie przytacza anegdotę o przeżyciu swego przyjaciela, profesora Harvardu. Uczony ten był na przejażdżce za miastem z jednym ze swoich kolegów. Dwaj profesorowie, którzy właśnie dyskutowali nad pewnym głębokim problemem etycznym, zatrzymali się na chwilę u znajomego starego wieśniaka, żeby napoić konia. Podczas gdy wieśniak, milkliwy jak większość ludzi z tamtych okolic, niósł wiadro z wodą, obaj przyjaciele siedzieli w bryczce i kontynuowali dyskusję. „Według Montaigne’a…”, powiedział jeden i wsparł swój argument cytatem, na co wtrącił się wieśniak, wciąż trzymający wiadro: „To nie Montaigne to powiedział, tylko Mon-tes-ki-ew”. (I to on miał rację).

Simon Leys, Szczęście małych rybek. Listy z Antypodów: o literaturze i nie tylko, tłum. W. Dłuski, Drzewo Babel, Warszawa 2011, s. 13.