Odwijam klatki filmu swego życia, niczym beckettowski stary Krapp taśmy nagrane w latach atrakcyjnej młodości.
Wbrew zacytowanym słowom zapiski Zofii Kucówny tworzą nie tylko przywoływane z pamięci epizody swego długiego (bo osiemdziesięcioletniego) i niewątpliwie barwnego życia, czyli powroty do przeszłości, lecz także okruchy codzienności i teraźniejszości. Szara godzina
ma bowiem charakter bardziej pamiętnikarski niż diaruszowy. Opisywane
zdarzenia są uporządkowane chronologicznie, ale nie są opatrzone datami.
Autorce nie zależy na skrupulatnym odnotowywaniu każdej chwili i
każdego dnia, tylko na zatrzymaniu się w biegu nieuchronnie przecież
mijającego życia, na przystanięciu, na refleksji, nabraniu oddechu,
odkryciu prawdy o samej sobie i własnej egzystencji.
