Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Leopold Tyrmand. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Leopold Tyrmand. Pokaż wszystkie posty
17 października 2012
7 października 2012
Autograf od Mary Ellen Tyrmand i Agaty Tuszyńskiej i dwie ciekawostki
29 września 2012
Opowieść o "życiu uczuciowym i towarzyskim" Tyrmanda w Ameryce
Tyrmandów. Romans amerykański można swobodnie potraktować jako uzupełnienie Złego Tyrmanda Mariusza Urbanka, którego książka, będąca zbiorem licznych wspomnień o
pisarzu, dotyczy wyłącznie polskiego okresu jego życia. Agacie
Tuszyńskiej udało się skłonić do zwierzeń osobę, która najlepiej poznała
Tyrmanda w czasie jego emigracyjnego pobytu na kontynencie
amerykańskim.
Na niezwykłą historię piętnastoletniego
związku Tyrmanda z dużo młodzą od niego i pochodzącą z żydowskiej
rodziny Amerykanką składają się listy i opowieści samej ich adresatki.
Pozbawiona subiektywnego komentarza narracja pozostawia czytelnikowi
pole do interpretacji i pozwala wniknąć w intymny świat bohaterów. Tym
razem bowiem Agata Tuszyńska, inaczej niż na przykład w poprzedniej
swojej książce o Wierze Gran, postanowiła nie wtrącać się w opowieść
swej bohaterki.
W 2010 roku Mary Ellen, ostatnia żona
Tyrmanda, znalazła w swoim nowojorskim mieszkaniu zaginiony, jak
sądziła, plik listów, pochodzących z ich początkowego okresu znajomości.
Z książki nie dowiemy się jednak, od kogo wyszła inicjatywa
opublikowania korespondencji: czy to Mary Ellen Tyrmand wspomniała o
listach Tuszyńskiej, a ona ją namówiła do ich ujawnienia i wzbogacenia
swoimi wspomnieniami, czy też sama wdowa po pisarzu zwróciła się do
Tuszyńskiej i podzieliła z nią pomysłem ich upublicznienia. Mniejsza
jednak o to, ważne, że dzięki publikacji możemy więcej dowiedzieć się o
amerykańskim okresie życia autora Złego,
który dotąd nie doczekał się pełnej biografii. Do czytelników trafiła
pasjonująca książka o tematyce miłosnej, tym bardziej fascynująca, że
cała historia oparta jest na faktach.
30 lipca 2012
Antologia rozmaitych portretów
Najder zapamiętał wydarzenie, które o mały
włos nie skończyło się pojedynkiem. Znakomity eseista i człowiek nadzwyczaj
poważny, Zygmunt Kubiak, ożenił się i któregoś dnia przyszedł przedstawić swoją
żonę. Tyrmand tymczasem rzucił się, by pomóc jej zdjąć płaszcz, ale ona
odparła, że zrobi to sama.
– Cóż za wspaniała kobieta, sama się
rozbiera – mruknął Tyrmand.
Świeżo upieczony mąż obraził się i wyzwał go
na pojedynek. Dopiero interwencja Jerzego Turowicza i Jacka Woźniakowskiego
zapobiegła walce.
To tylko jedna
spośród licznych (przeważnie nieznanych) anegdot, które skrupulatnie odnotował
Mariusz Urbanek dzięki wspomnieniowym i w pewnym sensie salonowym rozmowom przeprowadzonym
z osobami, które na różnych etapach własnego życia poznały i przyjaźniły się z
Leopoldem Tyrmandem. Błyskotliwymi interlokutorami autora byli przeważnie ludzie tworzący w
epoce stalinowskiej i gomułkowskiej swego rodzaju artystyczny hades Warszawy (używając określenia Marka
Nowakowskiego), jak również osoby uwiecznione przez pisarza na kartach Dziennika 1954. Z ich swoistych, by tak
rzecz, wypominek Urbanek stworzył nie tylko fascynujący portret pisarza, lecz
także wielobarwny obraz pulsującej życiem stolicy w PRL, kiedy nawet majtki
dzieliły się na socjalistyczne i antysocjalistyczne, jak wspomina Maria
Iwaszkiewicz. Książka, która po raz pierwszy ukazała się w 1992 roku, wręcz kipi
gwarem warszawskich bram, ulic czy kawiarni, w których bywali najznamienitsi
luminarze polskiej sceny, nauki, sportu i literatury. Momentami przenosimy się
też do Krakowa, gdzie dużą rolę kulturotwórczą odgrywały środowiska skupione
wokół redakcji „Tygodnika Powszechnego” i „Przekroju”, a także do okupowanego w czasie wojny Wilna. Kolejne wydanie Złego Tyrmanda zostało poszerzone o
dziesięć nowych rozmów, między innymi z Barbarą Hoff, Józefą Hennelową,
Krystyną i Jerzym Kisielewskim oraz Bohdanem Tomaszewskim.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)





