4 maja 2017

"Ścieżki życia" Feliksa Trusiewicza - harcerza, żołnierza wołyńskiej Armii Krajowej i pisarza




Ścieżki mojego życia to napisana przepiękną polszczyzną kresową autobiografia - urodzonego u zarania niepodległości Drugiej Rzeczpospolitej - wybitnego Polaka, przez całe życie wiernego trzem wartościom: Bóg, honor i Ojczyzna, harcerza, kolejnego zasługującego na odznaczenie Sprawiedliwego wśród Narodów Świata, żołnierza wołyńskiej Armii Krajowej, mechanika samolotowego, mającego na swoim koncie wiele osiągnięć inżyniera, debiutującego w późnym wieku obiecującego pisarza, a także męża, ojca i dziadka.

Ścieżki mojego życia to cenny dokument historyczny, to bowiem charakterystyka kawału polskiej historii rozgrywającej się przez cały XX wiek, ale także zapis obserwacji rzeczywistości dzisiejszej, postnowoczesnej. Jej siłą są rzeczowość, pokora, powściągliwość ocen, szczerość opowiadania. W tej autobiograficznej książce znajdziemy także swego rodzaju pamiętnik z okresu dojrzewania i lat edukacji kolejno w Łucku, Klewaniu, Kołkach i znów w Klewaniu (nie brakuje interesujących anegdot dotyczących szkolnych przygód, kolegów Żydów i Ukraińców oraz nauczycieli), a także subtelną, zapisaną między wierszami historię rodzącego się uczucia do przyszłej żony Wiesławy. Ponadto z ogromnym pietyzmem Feliks Trusiewicz odtworzył topografię swojego domu i gospodarstwa, obyczaje i codzienne życie ludzi zamieszkujących Wołyń przed drugą wojną światową, szczególnie jego rodzinną wieś Obórki i okolice. Z czułością i miłością sportretował swojego przedwcześnie zmarłego ojca, macochę, rodzeństwo i ukochaną babcię Wiktorię Kopij, której zadedykował tę książkę.

Są w autobiografii zachwyty nad pięknem tamtejszej przyrody o każdej porze roku, często groźnej i niedostępnej, jest pamięć o niezwykłych mieszkańcach tej krainy podmokłych łąk, mszarów, lasów, błot i rozlewisk… Jak wspomina autor,

[…] chodziłem z kolegami na długie wycieczki na wschód od Klewania. Tam w okolicy Smorżew były przepastne jary i tajemne, ukryte w zieleni pieczary po wydobyciu kredy. Taka jest rzeźba wyżyny rówieńskiej, pofałdowana i pełna jarów.


Autor zapamiętał również przejażdżki saniami w zimowej scenerii do Łopatnia, wycieczki szkolne, między innymi do Janowej Doliny, na cmentarze legionistów w Koszyszczach i Kostiuchnówce, do Czartoryska nad Styrem, gdzie zwiedził „piękny gotycki kościół i jego rozległe tajemne podziemia”.
Mapka w Leksykonie zabytków architektury Kresów południowo-wschodnich

Obok reminiscencji znajdziemy w książce wspaniałe, pełne cennych detali przyczynki etnograficzne (np. fascynujące opisy bogatej kultury ludowej Wołynia, jego folkloru, architektury miast i miasteczek, powszednich i świątecznych obyczajów) oraz historyczne. Autor przypomina na przykład, że

Kołki doskonale znał Józef Ignacy Kraszewski, który przez siedem  był zarządcą majątku we wsi Omelno, oddalonej o siedem kilometrów od Kołek. W tym czasie pisarz napisał Wspomnienia Wołynia, Polesia  i Litwy. Według Kraszewskiego to miasteczko nazywało się kiedyś Romanów, ale po pożarze, który je strawił w połowie osiemnastego wieku, nadano mu nazwę Kołki.
Miasteczko to było typowe dla północnego Wołynia. Położone nad rzeką Styr, długim szeregiem parterowych drewnianych budynków ciągnęło się wzdłuż prawego brzegu tej rzeki. Ubogie i cywilizacyjnie zacofane, jak cały otaczający region, nie posiadało kanalizacji, studni głębinowych, porządnych chodników ani utwardzonych ulic […]. Dopiero na przełomie lat 20. i 30. wybrukowano część głównej ulicy biegnącej od mostu. Większe budowle w miasteczku to: kościół, cerkiew, synagoga, młyn, no i most, wszystko drewniane.

Na następnych stronach możemy przeczytać charakterystykę wielonarodowościowego społeczeństwa kołkowskiego. Jak pisze autor, „taka różnorodność występowała też w szkole, zarówno wśród uczniów, jak i nauczycieli”. Nauczycielką polskiego w klasach szóstej i siódmej była Dora Herszkowiczówna - Żydówka. Warto przytoczyć historyjkę związaną z jedną z prowadzonych przez nią lekcji, którą Feliks Trusiewicz zapamiętał szczególnie:


Pewnego razu ćwiczyliśmy inscenizację wiersza Adama Mickiewicza Pani Twardowska. Ja grałem rolę Twardowskiego. W miejscu, gdzie należało mówić: „z bród żydowskich ma być strzecha…”, pani Dora przerwała mi, mówiąc: „Trusiu, powiedz z bród hiszpańskich…”. Byłem zadowolony z tej zmiany, bo wobec moich żydowskich koleżanek i kolegów brzmiało to niezręcznie. Żydzi dobrze postrzegali Mickiewicza, chociażby za Jankiela, ale dzieci i młodzież mogła czuć się urażona zwrotem „z bród żydowskich ma być strzecha…”. Jak wiadomo, w czasach mickiewiczowskich wszyscy Żydzi mieli długie brody, zaś Polacy, Litwini i Rusini - rzadziej.

Autor wspomina z dumą swoją przynależność do harcerstwa, Krucjaty Eucharystycznej, organizacji „Strzelec” w Obórkach, lektury wielu książek, mrożącą krew w żyłach przygodę… z wilkami (tak! tak!) oraz ciężką pracę polową w gospodarstwie, by utrzymać rodzinę po śmierci ojca. Wszystko to ukształtowało silny charakter i zaszczepiło wartości, dzięki którym pokolenie Feliksa Trusiewicza, co on sam podkreśla, zdało egzamin w czasie drugiej wojny światowej.

3 maja 2017

O zapomnianej dziewiętnastowiecznej powieści Jane Porter pt. "Thaddeus of Warsaw"



Pisarz jest bardziej wrażliwy niż inni, ma więcej uczuć szlachetnej moralności i w godzinie natchnienia potrafi przelać na papier, to co tkwi w jego duszy.

(Tadeusz Kościuszko w liście napisanym po francusku do Jane Porter, tłum. Zofia Gołębiowska)


Apeluję do polskich wydawców, aby wreszcie przetłumaczyli i opublikowali w pięknej edycji zapomnianą powieść dziewiętnastowieczną, opiewającą naszego wielkiego Polaka! Zamiast wydawać ciągle różne kiepskie zagraniczne powieścidła najnowsze… Może znajdzie się jakiś ambitny wydawca? To wstyd, że nadal nie mamy przekładu tego dzieła, które swego czasu w Stanach Zjednoczonych cieszyło się ogromną popularnością, nie wspominając o Anglii i innych krajach.

Sama bym o tej powieści nic nie wiedziała, gdyby nie esej Barbary Wachowicz „Amerykańska siostra” Warszawy. W stolicy hrabstwa Kosciusko. Mam na myśli czterotomową i pięćsetstronicową powieść napisaną jeszcze za żywota Naczelnika przez młodziutką, 24-letnią Angielkę, Jane Porter, pod tytułem Thaddeus of Warsaw. Jak wskazuje Barbara Wachowicz, powieść tej panny doczekała się oszałamiającego powodzenia nad Tamizą - od roku 1803 do 1890 miała aż pięć wydań! Nasza Biblioteka Narodowa posiada edycję londyńską z 1831 roku opatrzoną wstępem autorki (niestety nie znalazłam tej edycji na Polona.pl). Barbara Wachowicz dodaje, że wydanie z 1819 roku (dziesiąte!) dedykowane jest humbly and affection to the memory General Thaddeus  Kosciuszko.

Wikimedia Commons: Portrait of Jane Porter (1776-1850) from The Ladies' Monthly Museum

Książeczka Jane Porter wzbudziła aprobatę samego Kościuszki, który w ramach dziękczynienia nadesłał autorce… lok swych włosów (B. Wachowicz, „Amerykańska siostra” Warszawy. W stolicy hrabstwa Kosciusko, „Nasz Dziennik”, 25 kwietnia 2017).

Jak ustaliła zaś Zofia Gołębiowska, Kościuszko otrzymał tę powieść od samej autorki, która przysłała mu ją do Szwajcarii.

Kim była Jane Porter? Na temat tej powieściopisarki znalazłam bardzo interesujący i bogaty w szczegóły artykuł naukowy Zofii Gołębiowskiej. Cytuję (bez przypisów, których jest sporo) duże fragmenty tego pięknego i cennego eseju, a na końcu podaję dokładne dane bibliograficzne, gdyby ktoś chciał bliżej zapoznać się z postacią tej Angielki. 

Ależ ona kochała Polskę i Polaków!


25 kwietnia 2017

Nadniemeńska epopeja

Kocham tę epopeję! Ze zdumieniem zauważam za każdym razem, gdy czytam to arcydzieło (zwłaszcza gdy grypa przykuwa do łóżka), nieprzemijalność jej głównej problematyki (szczególny wgląd  w dramat ojczystych dziejów, pamięć o wielkich momentach dziejowych, kult pamiątek przeszłości, opis próby zachowania polskiej tożsamości, poszukiwanie miłości). Owszem sztafaż historyczny, społeczny i obyczajowy znacząco odbiega od tego, co dziś obserwujemy w naszej codzienności na przełomie XX I XX wieku, ale w warstwie wartości, które przemyca, powieść-rzeka Elizy Orzeszkowej pozostaje opoką, kamieniem węgielnym naszej polskości. Dopóki będziemy czytać tę epopeję, duch w narodzie nie zginie!

Pisarka z rozmachem, ale i zarazem ogromnym wyczuciem, ukazała panoramę życia polskiego na kresach dawnej Rzeczypospolitej, nad litewskim Niemnem. Z wielkim znawstwem opisała życie różnych warstw społeczności polskiej doby popowstaniowej: od arystokracji po chłopstwo. Orzeszkowa była znakomitą obserwatorką zarówno świata ludzi, jak i świata natury. Zanim przystąpiła do pisania, starała się poznać specyfikę krajobrazu nadniemeńskiego, ludowe zwyczaje i pieśni oraz codzienność ludzi żyjących nad Niemnem. O poważnym podejściu do tego problemu świadczy cytat z listu (1886 r.):

 Dla tej powieści odbyłam...formalne studia botaniki miejscowej, tudzież pieśni, bajek, zagadek, podań tutejszego polskiego ludu.

Dzięki temu pisarka mistrzowsko i realistycznie ukazała piękno polskiego pejzażu. Opisy przyrody czyta się więc z zainteresowaniem i bez znudzenia.


Zakładka wykonana przez pisarkę (zbiory Biblioteki Narodowej: Polona.pl)




23 kwietnia 2017

Kresowe peregrynacje z albumem wydawnictwa Arkady



Magda i Mirek Osip-Pokrywkowie zajęli się głównie tak zwaną polską Ukrainą. Jak napisał Seweryn Goszczyński w powieści poetyckiej pt. W zamku kaniowskim,

tą częścią ziemi, którą od wschodu Dniepr oblewa, Boh od zachodu, od północy Wołyń, a od południa chersońskie stepy otaczają.


Z Leksykonu zabytków architektury Kresów południowo-wschodnich wyłania się skomplikowany wskutek zawieruch dziejowych i niezwykle barwny zarazem obraz przeszłości polskiej na ziemiach należących dziś w dużej mierze do Ukrainy.


Książka może być wspaniałą pomocą przy lekturze literatury pięknej i wspomnieniowej. Czytając ostatnio wspomnienia pisarza rodem z Wołynia, Feliksa Trusiewicza, pt. Ścieżki mojego życia, mogłam zajrzeć do leksykonu, aby sprawdzić, czy coś ocalało i jaki jest obecny stan miejscowości czy miast, które należały do krainy dzieciństwa i młodości autora. Leksykon pozwala ponadto przełożyć literacką wizję opisanych w klasycznych utworach poetyckich czy prozatorskich terenów kresowych na język geograficzny, a więc umiejscowić w konkretnych (przeszłych i obecnych) realiach historyczno-społecznych. Sprzyjają temu nie tylko liczne fotografie wykonane przez Magdę i Mirosława Osip-Pokrywków i znajdujące się obok nich szczegółowe opisy danego zabytku, lecz także zamieszczone na końcu mapy. Taki był zresztą ich zamiar, o czym wzmiankują we wstępie. Autorzy słusznie zauważają, że

W świadomości większości Polaków wiele ukazanych w tym tomie obiektów istnieje jako literacka wizja przedstawiona na kartach Trylogii Henryka Sienkiewicza lub w cyklu Cuda Polski Antoniego Ferdynanda Ossendowskiego. Wiele osób czerpie wyobrażenie o Kresach z zachowanych w domowych archiwach zdjęć i pocztówek lub wspomnień przodków, którzy kiedyś mieszkali na tych terenach. Cennych informacji dostarcza 11-tomowe dzieło Romana Aftanazego […]. Jednak bogaty opis obiektów i ich historia najczęściej urywa się wraz  wybuchem II wojny światowej, a monografia z założenia dotyczy pałaców i dworów i pomija chociażby świątynie.

14 kwietnia 2017

Wielkanoc na Wołyniu



Edward Pomarański



Wielkanoc na Wołyniu


Moi Drodzy Przyjaciele.
Świąt Wielkanocnych mieliśmy tak wiele,
Choć tu i ówdzie się bywało,
Świąt Wielkanocnych z Wołynia się nie zapomniało.
Święta wołyńskie tak uroczyste były,
One z pamięci naszej się nie ulotniły.
Często do nich myślami powracamy
I na nowo je przeżywamy.
Na Wołyniu, w naszym kościółku pod świerkami,
Dziś nasze święta oglądamy tylko myślami.
Gdzie dziewczyny z organistą grób Jezusa przystrajały,
A babcie po kącikach cicho różaniec odmawiały.

Ze Związku Strzeleckiego strzelcy warty przy grobie zaciągali,
Stali tak nieruchomo jakby byli skamieniali.
Gdzie dziadzio Horoszkiewicz w pieśniach przewodził,
Przy tym śpiewaniu jakby parę lat się odmłodził.
Parafianie przy grobie Jezusa przez całą noc czuwali,
Modlili się i pieśni wielkopostne śpiewali.
Gdy słońce wstawało i promienie na ziemię rzucało,
Wokół głos różnych dzwonów się słyszało.
Dzwony Zmartwychwstanie Pana zwiastowały,
Modlitwy wiernych to Zmartwychwstanie potwierdzały.
Wokół kościołka wiekowe świerki szumiały,
Tym szumem Zmartwychwstałemu pokłon oddawały.
Chrystus Zmartwychwstały z grobu na świat wychodził,
Oddział strzelców przed kościołem szpaler zrobił.
Wierni postępując za Jezusem „Wesoły dzień nastał…” śpiewali,
Strzelcy z broni honorowe salwy oddawali.
Procesja trzykrotnie alejkami pod świerkami okrążała,
Następnie z modlitwą i śpiewem do kościoła wkraczała.
W kościele pokornie wszyscy mszy słuchali,
Na zakończenie „Boże coś Polskę…” odśpiewali.
Wychodząc z kościoła wierni życzenia sobie składali,
Gdzieniegdzie chłopcy z dziewczynami się całowali.
Chłopcy na Rezurekcję przychodzili cała gromadą,
Bo przydarzyło im się uściskać dziewczynę ładną.
Po Rezurekcji uścisnąć wolno było,
W tym czasie oko rodziców się nie gorszyło.
Po zakończeniu uroczystości żwawo do domów wracali,
Za przystrojonym i zastawnym stołem z całą rodziną zasiadali.
Na stole w koszu święcone stało,
Ono na biesiadę wielkanocną zapraszało.
Święconym jajkiem się dzielili,
Przy tym bez liku serdecznych życzeń sobie złożyli.
Po spożyciu posiłku niejedna rodzina w pole wychodziła,
Przyglądała się ziemi, która dla nich będzie rodziła,
O dobre plony Zmartwychwstałego prosiła,
Spacerkiem za biesiadny stół powróciła.
Dziewczyny przed domami w gromadki się zbierały,
Dowcipami i śpiewem się popisywały.
Obok dziewcząt chłopcy swymi pisankami nawzajem stukali,
Rozbitą pisankę koledze zabierali.
Kto rozbitej pisanki nie oddawał,
Musiał opowiedzieć wybranej dziewczynie sprośny kawał.
Dziewczyny gromadą na takiego się rzucały,
Gdzie się im dało, tam go szarpały.
Taki biedak wyrywał, zostawiając swe pisanki,
Nie chciał przechodzić zadawanej od dziewcząt męki.
Za to chłopcy w poniedziałek lany dziewczynom odpłacali,
Idącą dziewczynę łapali i w zimnej wodzie ją kąpali.
Dziewczyny niby to się złościły i oburzały,
Ale zadowolone były, że zimnej kąpieli zaznały.
Wybranemu na wykąpanie pozwalały,
Bo w nim swego ukochanego widziały.
Wieczorem w Domu Strzelca gromadnie się zbierano,
Przez całą noc przy dźwiękach kapeli tańcowano.
Takie Święta Wielkanocne z Wołynia zapamiętałem
I Wam Drodzy Przyjaciele o nich przypomniałem.
Niech święta wołyńskie w naszych sercach pozostają,
Naszą młodość na Wołyniu przypominają,
Może dziś za tamtymi świętami zatęsknimy.
Bądźmy zdrowi, a we śnie na nowo je zobaczymy.
O sobie i Wołyniu nie zapominajmy,
Kochajmy się - tak jak na Wołyniu się kochajmy.
W święta wspólnie Wesołe Alleluja zaśpiewajmy,
Braterskie dłonie sobie podajmy.




Wrocław, Wielkanoc 2000 roku

[Podaję za: Feliks Trusiewicz, Pokolenie, cz. III, Wrocław 2013, s. 187-188]


Do kościółka pod świerkami chodziłem na rezurekcję. Do dziś brzmi mi w uszach śpiew dziadzia Horoszkiewicza. Do dziś mam w oczach procesję i honorowe warty, i salwy strzelców...

Ze wspomnień Feliksa Trusiewicza, Wrocław, Wielkanoc 2017 roku