8 lutego 2015

"Duszohubka" - piękna opowieść o północnym Wołyniu



Teren Kresów, który Polska zajmowała od wieków, nazywamy dziś Ziemiami Utraconymi. Zagarnięte w 1939 roku przez Związek Socjalistycznych Republik Sowieckich i ostatecznie anektowane przez to państwo Kresy Wschodnie tworzyło siedem najdalej wysuniętych na wschód województw: wileńskie, nowogródzkie, poleskie, wołyńskie, tarnopolskie, lwowskie i stanisławowskie, a także część województwa białostockiego oraz duża część powiatu augustowskiego.  Kresy Wschodnie to nie był zatem jakiś odległy i niewielki pas naszych ziem, tylko ponad połowa terytorium Rzeczypospolitej Polskiej. Tereny te zamieszkiwało około 13 milionów obywateli Rzeczypospolitej Polskiej, z czego blisko połowę stanowili Polacy. Ponadto mieszkali tam Ukraińcy i Rusini, Białorusini, Żydzi, Litwini i Tatarzy. Kresowi Polacy zostali w znacznej części zniszczeni i zamordowani przez okupantów oraz ich sojuszników lub wygnani z ojcowizny. W Małopolsce Wschodniej i na Wołyniu można mówić o ich już tylko znikomej obecności. Wschodnie województwa II Rzeczypospolitej Polskiej to nie tylko wspólna historia, krajobrazy i zabytki, lecz także ludzie - mieszkańcy ziemi kresowej. Żyją tam do dziś. Przeważnie w ciężkich warunkach. Starają się walczyć - w ramach prawa dozwolonego przez kraj, którego są obecnie obywatelami - o zachowanie polskiej tożsamości, o język polski w kościele i oświacie, o możliwość tworzenia organizacji krzewiących polską historię i kulturę.

Ci zaś, którzy ocaleli z pożogi wojennej, okrutnych represji okupantów oraz rzezi dokonywanych przez nacjonalistów ukraińskich, zostali albo rozproszeni po całym świecie, albo przesiedleni w granice pojałtańskiej Polski, głównie na ziemie odzyskane. Mieszkali i mieszkają nadal obok nas, np. we Wrocławiu, i stają się strażnikami kresowej pamięci. Jednym z nich jest urodzony w 1921 roku na Wołyniu Feliks Trusiewicz, który cudem ocalał z dokonanej przez policję ukraińską i Niemców krwawej pacyfikacji polskiego osiedla Obórki. Stracił wtedy całą swoją rodzinę. Do spisania rodzinnych wspomnień namówiła go w latach osiemdziesiątych kuzynka mieszkająca w Stanach Zjednoczonych. Dzięki jej pomocy, jak podkreśla Feliks Trusiewicz, powstała trzyczęściowa rodzinna kronika zatytułowana Pokolenie. Obecnie na zestaw literatury wspomnieniowej o rodzie Trusiewiczów i ich ojcowiznie - Wołyniu, składa się już pięć książek. Na temat jednej z nich - przejmującej i autentycznej w swej dokumentalnej warstwie - pragnę dziś napisać. 


Duszohubka to oparta na faktach fabularna opowieść z rodzinnych stron autora. Już sam tytuł opublikowanej w 2002 roku książki intryguje i zachęca do sięgnięcia. Sceną wydarzeń tu przedstawionych jest leżący w dorzeczach Styru i Horynia północny Wołyń, zwany także Polesiem Wołyńskim – ziemia zamieszkana przed drugą wojną światową przez różne nacje i stany, pełna rozległych lasów, niedostępnych moczarów, bagnistych łąk, rozlewisk rzecznych, ale i piaszczystych nieużytków; kraina targana burzliwymi wypadkami historii. Symbolem tej ziemi uczynił autor nie bez powodu „duszohubkę” - prymitywnie wykonaną, chybotliwą i łatwo wywrotną łódkę, której używali tamtejsi rybacy.


27 stycznia 2015

Książki o Polaku "najmężniejszym z mężnych". Dwa cytaty


- Nie nazywam się Tomasz Serafiński; moje prawdziwe nazwisko brzmi: Witold Pilecki. […]
- Nie przerywaj. […] Mam ci do opowiedzenia dużo niezmiernie ważnych rzeczy. […] Po zakończeniu kampanii wojennej zorganizowaliśmy podziemną armię. We wrześniu poszedłem na ochotnika, aby zbudować tu komórkę oporu. […]
-  Jeśli to, co mówisz, jest prawdą, to ty jesteś albo niezwykłym bohaterem, albo wielkim głupcem.
Tak powie do Witolda Pileckiego podporucznik Konstanty Piekarski w poruszającej rozmowie, w trakcie której rotmistrz ujawni swoją prawdziwą tożsamość wewnątrz obozu. Jak zaznacza Marco Patricelli, to jedyna udokumentowana sytuacja, w której zdradza, kim jest, na terenie Auschwitz. Tę rozmowę zapisał Piekarski w swojej książce pt. Umykając piekłu. Wspomnienie polskiego oficera AK z Auschwitz i Buchenwaldu. Całą rozmowę przytacza Marco Patricelli w Ochotniku.
 
O publikacji włoskiego autora pisałam TUTAJ. 
 
 W książce dra Adama Cyry czytamy:

Witold Pilecki zagrożony dekonspiracją, a także pragnąc, jako naoczny świadek, przekazać prawdę o Oświęcimiu, zbiegł z obozu w nocy z 26 na 27 kwietnia 1943 roku. Uciekał wraz z Janem Redzejem (w obozie Retko, nr 5430) i Edwardem Ciesielskim.
Pobyt w KL Auschwitz podsumował krótko: "Wyszedłem w nocy - tak samo, jak przyjechałem - byłem więc w tym piekle dziewięćset czterdzieści siedem dni i tyleż nocy. [...] Wychodząc miałem o kilka zębów mniej niż w momencie mojego tu przyjścia oraz złamany mostek. Zapłaciłem więc bardzo tanio za taki okres czasu w tym »sanatorium«".
 
*************************************************
 
Od dawna fascynuje mnie postać rotmistrza Witolda Pileckiego. Boli mnie fakt niezaproszenia przez dyrektora państwowego muzeum w Oświęcimiu dzieci wielkiego Polaka,  dobrowolnego więźnia KL Auschwitz, na uroczystości 70 rocznicy wyzwolenia obozu Auschwitz...

 
 

18 stycznia 2015

"Wyjść z zaklętego kręgu uprzedzeń"



 Opowieść Indian Czerokezów (ze Wstępu książki A. Ziółkowskiej-Boehm)
Starszy Indianin opowiada swemu wnukowi o złu i dobru. Mówi, że w człowieku są dwa wilki, skłócone i walczące ze sobą. Jednego charakteryzuje gniew, zazdrość, żądza posiadania, arogancja, fałszywa duma i inne negatywne cechy. Z drugiego emanuje radość, pokój, miłość, nadzieja, spokój, skromność, życzliwość, dobroczynność, wiara i  inne pozytywne cechy.
Wnuk myślał przez chwilę i potem spytał:
- Dziadku, który wilk zwycięży?
- Ten, którego będziesz karmić - odpowiedział dziadek.

Z książki Aleksandry Ziółkowskiej-Boehm wyłania się fascynujący i wielowymiarowy obraz rdzennych mieszkańców Ameryki Północnej. Oni sami nie chcą być nazywani Indianami. Jeden z rozmówców pisarki, Chickasaw z Oklahomy - James A. Humes, podkreśla: Nie chcemy być nazywani pierwszymi Amerykanami ani podobnie jak Asian-Americans, Scottish-Americans, Italian-Americans. Nie chcemy być także nazywani Indianami (tak nas nazwał Kolumb), chcemy być Apaczami, Kiowa, Chickasaw. Jednak autorka słusznie zwróciła mu uwagę, że ludzie nazywają ich Indianami, bo skąd mają wiedzieć, z jakiego plemienia ktoś pochodzi. Aleksandra Ziółkowska-Boehm porusza i wyjaśnia w publikacji wiele delikatnych spraw i robi to z ogromnym wyczuciem. Zadanie, jakie przed sobą postawiła, było ryzykanckie. Jak sama we wstępie wyznała, bała się spłycenia problemu, a także tego, że będą nią kierować protekcjonizm oraz upojenie egzotyką i innością. Temat przeszłego i współczesnego życia Indian amerykańskich jest bowiem wieloaspektowy, wymagający olbrzymiej wiedzy, zerwania ze swoimi (ukształtowanymi przez lektury z dzieciństwa i popkulturę) wyobrażeniami na temat Indian, pozbycia się mitów, a także pokory i rzetelnego warsztatu reporterskiego. Tych cech Aleksandrze Ziółkowskiej-Boehm nie brakuje, o czym świadczą inne jej cenione i wyróżniane przez czytelników i krytyków książki.



Zebrane w tomie teksty (niektóre publikowane były już na łamach czasopism), wywiady i zdjęcia są plonem dziesięcioletniego zgłębiania przez nią problemu, podróży do rezerwatów w Dakocie Południowej, Teksasie, Montanie, Wisconsin i Oklahomie, śledzenia bieżących spraw społeczności indiańskich, spotkań i rozmów z rdzennymi mieszkańcami Ameryki, a także z badaczami niebędącymi Indianami. Bezpośrednim zaś asumptem do popełnienia książki stała się intrygująca postać stryja pisarki, rzeźbiarza Korczaka Ziółkowskiego, któremu wódz Siuksów, Henry Standing Bear (Stojący Niedźwiedź), zaproponował przed drugą wojną światową wyrzeźbienie w Black Hills podobizny najsłynniejszego indiańskiego wodza - Crazy Horse’a (Szalonego Konia). Po zakończeniu wojny czterdziestoletni Korczak podjął się wykonania tego niezwykłego i ciężkiego zadania. Często powtarzał: Jaki zaszczyt dla polskiego sieroty z Bostonu, że wodzowie powierzyli mu zadanie opowiedzenia w kamieniu historii swojej rasy. Jakiż to wielki zaszczyt! Tylko w Ameryce człowiek może wyrzeźbić górę. Wcześniej ten rzeźbiarz polskiego pochodzenia  brał  udział w tworzeniu wizerunków czterech amerykańskich prezydentów oraz zbudował marmurowe popiersie Ignacego Paderewskiego, za które zdobył pierwszą nagrodę na Wystawie Światowej w Nowym Jorku.



Otwarta rana Ameryki jest pozbawioną tendencyjności i wiarygodną panoramą współczesnego życia i dziejów plemion indiańskich na kontynencie amerykańskim. Autorka patrzy na Indian z kilku perspektyw: historycznej, ekonomicznej, kulturowej i społecznej. O przeszłości i dzisiejszym położeniu Czerokezów, Szejenów, Kiowa, Irokezów czy Apaczy dowiadujemy się od nich samych, a także od innych mieszkańców Stanów Zjednoczonych, dzięki czemu możemy skonfrontować różne punkty widzenia. Autorka przywołuje wypowiedzi przedstawicieli obydwu odmiennych światów, przy czym nie ufa ani jednej, ani drugiej stronie, bo zdaje sobie sprawę, że nic nie jest czarno-białe oraz że błędy i zaniechania popełniają zarówno Indianie, jak i nie-Indianie. Stara się unikać za wszelką cenę trywializacji poruszanych zagadnień, z dużą dozą krytycyzmu podchodzi do różnych źródeł i poglądów, łamie stereotypy, powołując się na badania i obserwacje znawców problematyki, a także swoje wieloletnie, gdyż autorka mieszka w Stanach Zjednoczonych od 1990 roku. Zaprasza nas do rezerwatów i szkół, byśmy zobaczyli, w jakich warunkach uczą się indiańskie dzieci, jak żyją różne plemiona i z jakimi problemami się borykają (m.in. narkotyki); przywołuje legendy, opisuje obrzędy, wierzenia i zwyczaje, abyśmy lepiej zrozumieli Indian i ich kulturę. Ukazuje także status społeczny kobiet, przy okazji rozprawiając się z romantycznym mitem o indiańskiej księżniczce Pocahontas:



W indiańskiej tradycji kobiety cenione są jako matki, ponieważ przekazują następnym pokoleniom wartości. Dziewczęta ze swoją młodością i urodą nie są tak hołubione, jak dzieje się to w kulturze białych. To tłumaczy, dlaczego Indianki nie wygrywają wyborów ogólnarodowych.



Chodzi rzecz jasna o „festiwale próżności”, jakimi są konkursy piękności. Autorka portretuje również wielkich wodzów, najdzielniejszych wojowników, przedstawia kulisy bitew, np. masakrę nad Sand Creek z 1864 roku czy bitwę nad Little Big Horn, która rozegrała się w 1876 roku. Rozważania i spekulacje historyków na temat najważniejszych wojen Indian z białymi Amerykanami trwają do dziś. Fakty, które Aleksandra Ziółkowska-Boehm przywołuje na podstawie ich badań, każą się przejąć przeszłymi losami rdzennych mieszkańców Ameryki Północnej. Jak podkreśla jeden z rozmówców pisarki, aktywista plemion Apaczów i Szejenów, Indianie zostali oszukani przez różne fałszywe traktaty i przyrzeczenia. Powiedział również, że biali mordowali nie tylko zaadoptowane dzieci indiańskie, lecz nawet własne, które mieli z indiańskimi kobietami. Dlatego dzisiejsi Amerykanie żyją z „otwartą raną”, ona wciąż krwawi, ale dziś widać więcej woli, aby jej nie rozdrapywać, ale budować pomosty porozumienia i zwalczać uprzedzenia. Z książki dowiadujemy się też, dlaczego Indianie nie uznają Święta Dziękczynienia, jakie znaczenie mają dla nich kasyna gry oraz jaki wpływ wywarła konfederacja Irokezów na amerykańską konstytucję (około 1570 roku pięć plemion irokezkich utworzyło najsilniejszą w dziejach Ameryki Północnej konfederację plemion indiańskich - tzw. Ligę Ludów Długiego Domu). Możemy również poznać fascynującą historię indiańskich szyfrantów, którzy pomogli Amerykanom wygrać drugą wojnę światową.



Opublikowana w Polsce w 2007 roku, a w Stanach w 2009 roku Otwarta rana Ameryki stanowi doskonały pretekst, by się przyjrzeć świadomemu lub nie, chcianemu lub nie, warunkowemu lub nie odosobnieniu Indian. Książka zaspokaja pragnienie zrozumienia ich historii, kultury, wierzeń i społeczno-gospodarczego położenia w dzisiejszej Ameryce. Pisarka darzy rdzennych mieszkańców tego kontynentu dużym szacunkiem, maluje ich z wielką wrażliwością, nie ukrywa swojej nimi fascynacji, ale to nie przesłania istoty podejmowanych przez nią problemów; przygląda się Indianom niezwykle krytycznie i wnikliwie. Aleksandra Ziółkowska-Boehm napisała czuły przewodnik po indiańskiej duszy. Pokazuje różne oblicza Stanów Zjednoczonych. Ze zgromadzonych przez nią cegiełek każdy czytelnik może sam ułożyć sobie panoramę tego kraju.



**************************************************************





 Warto jeszcze wspomnieć, że publikacja wzbogacona jest o cenne fotografie, informacje dotyczące pochodzenia nazw wybranych stanów, zestaw adresów muzeów przechowujących kolekcje i pamiątki plemion oraz adresów szkół, organizacji i pism indiańskich, a także mapę Indian amerykańskich.







14 stycznia 2015

"Chociaż żyły otworzyłem na polskim Polesiu. Każdy spotka tego diabła, którego się boi" (Jacek Kaczmarski)


Mahatma Witkac to jedna z legendarnych książek reporterskich. Nic dziwnego, że jest wielokrotnie wznawiana (ostatnia edycja ukazała się nakładem wydawnictwa MG). Ponowna jej lektura po wielu latach jest równie mocnym przeżyciem, co pierwsza. Fenomen książki Joanny Siedleckiej nie opiera się tylko na warstwie faktograficznej oraz na tym, że jest doskonale napisana. Była i pozostaje jedną z nielicznych prac, w której udało się w ostatniej chwili utrwalić świadectwa Polaków urodzonych na początku XX wieku. To swoista elegia na zagładę pokolenia upojonego dopiero co odzyskaną po pierwszej wojnie światowej wolnością, a już za moment żegnającego się z nią. Pozbierane przez autorkę wspomnienia ułożyły się w przypowieść o przemijaniu, starości, samotności oraz o meandrach losu. Talent reporterski Siedleckiej sprawił, że literatura faktu niebezpiecznie splotła się tu z literaturą piękną. To, co mogłoby przekreślić z upływem czasu tę książkę, okazało się jej atutem: Mahatma Witkac od chwili ukazania się drukiem funkcjonował w świadomości czytelników na prawach ostatniego portretu Witkacego, tym razem ukazującego go w odbiciu lustrzanym za sprawą opowieści tych, którzy go znali, kochali, przyjaźnili się z nim, nie znosili go, a nawet nienawidzili.


13 stycznia 2015

Najlepsze książki non-fiction 2014


Zdałam sobie sprawę dziś, że nie zaprosiłam jeszcze czytelników bloga do zapoznania się z moim wyborem najlepszych książek z literatury faktu, jakie ukazały się w 2014 roku. Można je przejrzeć na wortalu Granice.pl. KLIK. Lubię przeglądać czyjeś tego rodzaju zestawienia, aby dowiedzieć się, czy czegoś wartościowego nie przeoczyłam, czy coś mi nie umknęło spośród lektur. Może i ja Wam coś zasugeruję?