Odkryłam nowy ciekawy program o literaturze, który można oglądać w TV Republika. Niestety do tej stacji nie mam dostępu w telewizorze, ale oglądam sobie poszczególne odcinki w internecie. Najbardziej zainteresowały mnie szczególnie dwa: z udziałem Marka Nowakowskiego i drugi z Antonim Liberą. Zachęcam do posłuchania i obejrzenia, zwłaszcza miłośników tych literatów, przy czym muszę podkreślić, że ten pierwszy to Mistrz:)
Odcinek m.in. z Markiem Nowakowskim. Rozmowa na tle jego ukochanej Warszawy.
Odcinek m.in. z Antonim Liberą W najbliższą niedzielę, i tu zwracam się do Książkowca, spotkanie z Wojciechem Wenclem. Oglądaj!:) Natomiast w dniu pogrzebu Sławomira Mrożka wyemitowany będzie odcinek specjalnie poświęcony jego sylwetce i dorobkowi. Tak twórcy programu zachęcają do obejrzenia tego odcinka:
Czy
Sławomira Mrożka można nazwać konserwatywnym krytykiem kultury? Co o tym
myślą: Antoni Libera, który był bliskim znajomym pisarza, oraz Dariusz
Gawin?
Za sprawą artykułu w „Gazecie Krakowskiej”, w którym nauczyciele wyrazili swój niepokój związany z usunięciem kilka lat temu z programu
nauczania gimnazjów „Pana Tadeusza” i „Trylogii” – w mediach na nowo
zagościł temat doboru lektur dla szkół. Małą "cegiełkę" chciałabym dodać do tej dyskusji, właściwie tylko przytoczyć cytat, ale jakże wymowny. Jest to fragment eseju Barbary Wachowicz o "kraju lat dziecinnych" Adama Mickiewicza:
12 sierpnia 1852 roku Mickiewicz powiedział podczas rozdania
nagród uczniom Szkoły Polskiej w Paryżu:
"Brakuje wam żywiołu ojczystego,
tego, co niebo ojczyste daje, co starożytni nazywali genius loci (duchem
miejscowym), tego, co tak pomogło nam w życiu, nie macie kraju, tej wielkiej
Polski".
Jeśli dotrzecie do miejsc Mickiewiczowskiego raju, odkryjecie, że polskość
wspaniała i uroda pejzażu ostały się nie tylko w literaturze. Zobaczycie całe
łany "gryki jak śnieg białej" wokół Nowogródka, w Zaosiu powitają was
"pola malowane zbożem rozmaitem" i "ciche grusze" na
miedzach. Pod Czombrowem bursztynowi się świerzop. Szumią drzewa parku w
Tuhanowiczach. A Świteź nie tylko "jasne rozprzestrzenia łona", tęczale
owią się na błękicie jej wód przedziwne, bajeczne kolory...
[...]
13 września 1807 roku Franciszek i Adam Mickiewiczowie
rozpoczęli naukę w nowogródzkiej szkole Ojców Dominikanów. Bohdan Urbankowski w
swej świetnej, odkrywczej księdze "Adam Mickiewicz. Tajemnica wiary,
miłości i śmierci" słusznie stwierdza: "Tym, którzy od lat wielu
reformują naszą humanistykę, organizacja nauczania w tej szkole może podsunąć
ciekawe rozwiązania. Może nawet naszym uczelniom uda się osiągnąć poziom tej
nowogródzkiej szkółki"...
Oby! Gwoli uzasadnienia tego okrzyku powiem, że absolwentki wydziałów
polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego i Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza (!)
w Poznaniu nie wiedziały, z jakiego utworu pochodzi cytat: "Jeśli zapomnę
o nich, Ty - Boże na niebie zapomnij o mnie!". Spójrzmy więc, co obejmował
program nowogródzkiej "szkółki", gdy zaczął w niej edukację jako
dziewięcioletnie dziecię przyszły autor tych słów z III części
"Dziadów"...
"Program klasy pierwszej obejmował: naukę chrześcijańską: o cnotach
miłości bliźniego, składzie wiary; naukę moralną: o stosunku dzieci do rodziców
i historię świętą od stworzenia świata aż do króla Dawida; dalej: geografię
Europy, w szczególności Rosji; naukę arytmetyki, o działaniach prostych i
złożonych; wreszcie naukę gramatyki polskiej i łacińskiej". Mickiewicz
studiuje dzieła takich mistrzów literatury ojczystej jak: Piotr Skarga, Mikołaj
Rej, Jan Kochanowski, Łukasz Górnicki, Szymon Zimorowic. Kończąc w czerwcu 1815
roku edukację u Ojców Dominikanów, otrzymuje następujące świadectwo:
"Wszem i wobec czynimy wiadomym, iż pan Adam Mickiewicz w publicznej
szkole naszej Nowogródzkiej do wszystkich nauk jak: matematyka, fizyka, chemia,
literatura, historia etc., pilnie się przykładał, pobożnością,
nieskazitelnością obyczajów przyświecał". I takowe świadectwo otrzymał:
"Zdrowie - mierne. Pilność - nadmierna. W logice - celujący. W fizyce i
historii naturalnej - celujący. W historii dziejów - najlepszy. W literaturze -
dobry".
Claudio Magris, triesteński eseista i prozaik, podróżnik i
kronikarz duchowej historii Europy Środkowej;
Anna Applebaum, amerykańska
pisarka i dziennikarka, która w swych książkach portretuje historyczne oblicze
Europy Wschodniej;
Szczepan Twardoch, pilchowicki prozaik, pisarz, który wadzi
się nie tylko ze światem, ale także z własnym światopoglądem;
Ireneusz
Kania, genialny multilingwista i tłumacz, który przygotował nowy przekład
wierszy Konstandinosa Kawafisa (w 150. rocznicę urodzin i w 80. rocznicę
śmierci aleksandryjskiego poety)
Åsa Larsson, jedna z najpopularniejszych
i najczęściej tłumaczonych szwedzkich autorek powieści kryminalnych,
autorka serii z prokurator Rebeką Martinsson w roli głównej.
To tylko niektórzy goście 5. Festiwalu
Conrada! Już się nie mogę doczekać! To nie są wprawdzie osoby, które najbardziej chciałabym posłuchać w ramach tego festiwalu, ale i tak się cieszę, gdyż spotkania z tegorocznymi osobistościami świata literackiego na pewno będą ubogacające. Wybieracie się z tej okazji do Krakowa? A o targach książki zarówno katowickich, jak i odbywających się od dawna w grodzie wawelskim chyba nie muszę wspominać? Lubię jesień!
Nie umiem pisać o arcydziełach. Chcę tylko podzielić się poruszeniami, jakie wywołuje we mnie lektura stronic tej "wewnętrznej biografii" Fernanda Pessoi. Od czasu do czasu, w różnych momentach życiowych, wracam do tego dzieła i przed snem otwieram sobie na chybił trafił. Ponieważ "fabuła" Księgi jest niesamowicie syntetyczna, intensywna, a nawet kolczasta, wystarczy lektura dwóch stronic, by poczuć, jak słowa narratora przemieniają, poruszają lub wstrząsają. Ten nietypowy dziennik, czy raczej pamiętnik wrażeń życiowych oraz doświadczeń wewnętrznych i wyobrażeniowych, wręcz skrzy się od
myśli, które można uznać za złote, od sentencji i maksym, które chce się
zapamiętać. Zapiski Pessoi charakteryzują się dużą mocą oddziaływania refleksyjnego, a także filozoficznego.
Pisać to zapominać. Literatura to najprzyjemniejszy sposób ignorowania życia. Muzyka koi, sztuki wizualne ożywiają, sztuki żywe (jak taniec i przedstawienie) zabawiają. Jednak ta pierwsza oddala się od życia, przemieniając się w marzenie, podczas gdy dwie pozostałe mimo wszystko tkwią w życiu - jedne dlatego, że posługują się formułami widzialnymi, a przez to żywotnymi, drugie dlatego, że karmią się samym ludzkim życiem. Przypadek literatury jest inny. Ta symuluje życie. Powieść przedstawia historię o tym, co nigdy nie miało miejsca, dramat to powieść bez narracji, zaś wiersz to ekspresja myśli lub uczuć w języku, którym nikt się nie posługuje - w końcu nikt nie mówi wierszem(s.103).
Każdy z nas jest powieściopisarzem, a naszą narrację prowadzimy patrząc, bo patrzenie, jak wszystko inne, jest wielowątkowe(s. 33).
Wiejski poranek istnieje, miejski poranek obiecuje. Pierwszy budzi do
życia, drugi do myślenia. A ja, jak wielcy potępieńcy, nie mogę się
uwolnić od poczucia, że lepiej myśleć, niż żyć (s. 167).
Każde wypowiedziane słowo zwraca się przeciwko nam. Jedyny dopuszczalny sposób porozumiewania się to słowo pisane, ponieważ jest promieniem światła między gwiazdami, a nie kamieniem na moście łączącym dusze(s. 174).
Zresztą tyle rzeczy daje pocieszenie! Jest błękitne niebo u góry, spokojne i czyste, na którym unoszą się zawsze niedoskonałe chmury. Jest lekki wiatr, który na wsi porusza gęstymi gałęziami drzew, a w mieście kołysze praniem porozwieszanym na czwartym lub piątym piętrze. Jest chłód albo jest upał, a gdzieś w głębi kryje się zawsze pamięć, z jej tęsknotą, nadzieją i magicznym uśmiechem, w oknie świata, oraz to, czego pragniemy, pukając do drzwi naszej istoty jak żebracy, którzy są Chrystusem (s. 348). Fernando Pessoa, Księga niepokoju Bernarda Soaresa, pomocnika księgowego Lizbony, przeł. Michał Lipszyc, Świat Literacki, Warszawa 2007.
W związku z
narodzinami potomka brytyjskiego tronu wydawnictwo Znak postanowiło opublikować
biografię praprababki dziecka księżnej Kate i księcia Williama. Lady Colin
Campbell już we wstępie podkreśla, że w przygotowaniu imponującej rozmiarami
książki pomocne były jej własne liczne kontakty z osobami z bliskiego otoczenia
królowej Elżbiety II, a także długoletnia przyjaźń z księżną Dianą. Po lekturze
trudno jednoznacznie stwierdzić, czy opieranie się na zasłyszanych plotkach czy
zaobserwowanych naocznie faktach to atut, czy jednak wada, która uniemożliwiła
zachowanie obiektywizmu i pozostawienie czytelnikowi swobody w ocenie bohaterki
książki. Oczywiście, autorka sięgała również do oficjalnych źródeł, ale raczej
nie po to, aby je zweryfikować, ale by uparcie podważać ich wiarygodność i
zamanifestować swój stosunek do nich i do bohaterki książki. Można mieć
wrażenie, że zbytnio źródła lekceważyła, że ważniejsza była wiedza, którą
zdobyła dzięki osobistym kontaktom, a nie studiowaniu w bibliotece. Jej wersję
wydarzeń, niepozbawioną pikanterii i „sensacyjek”, należy zatem traktować
ostrożnie i z dużą dozą krytycyzmu. Nie ulega jednak wątpliwości, że biografia Królowej Matki, choć tendencyjna, jest ciekawa i może być inspirująca dla
wielu kobiet. Niekoniecznie arystokratek.
Wyłaniający się
z książki wizerunek Elżbiety Bowes-Lyon to malowniczy portret niewątpliwie
fascynującej i niezależnej kobiety, która zawsze wiedziała, czego pragnie i jak
dążyć do wytyczonego celu. Choć autorka często zdradza swój (raczej negatywny)
stosunek do opisywanej postaci, czytelnik łatwo się z nią będzie identyfikował.
Losy królowej Elżbiety zostały przedstawione najpierw na tle odchodzącej w
przeszłość epoki wiktoriańskiej, potem epoki edwardiańskiej, a następnie
wydarzeń związanych z dwiema wojnami światowymi, co stanowi kluczowy walor
książki. Warto wspomnieć, że przedstawione przez Lady Campbell epoki:
wiktoriańska – wyznaczona oficjalnie przez daty narodzin i śmierci królowej
Wiktorii (1837–1901) – oraz edwardiańska i współczesna jawią się jako wewnętrznie
zróżnicowane. Wartość poznawcza publikacji jest pod tym względem olbrzymia i
choćby z tego powodu warto po nią sięgnąć, nawet jeśli nie należy się do
miłośników brytyjskiej monarchii. Dzięki niej można prześledzić, jak zmieniały
się dyskursy kobiecości w brytyjskich sferach arystokratycznych i w samej
rodzinie królewskiej. Książka jest wręcz znakomicie osadzona w historiografii.
Ponadto napisana jest potoczystym stylem, co sprawia, że czyta się ją świetnie,
choć poglądy Colin Campbell na temat królowej Elżbiety bywają irytujące.
Elżbieta
Bowes-Lyon pochodziła z rodziny, której przedstawiciele należeli do
arystokracji średniej rangi. Niewątpliwie dorastała nie tylko w bogatej i
znamienitej familii, ale przede wszystkim w rodzinie zgodnej i kochającej się.
Małżeństwo jej rodziców układało się niezwykle pomyślnie i stanowiło, jak to
określa autorka biografii, prawdziwą oazę
szczęścia. Elżbieta potrafiła uparcie dążyć do urzeczywistnienia swoich
ambicji i marzeń. Nie grzeszyła urodą, ale miała wiele innych zalet (np.
wyjątkowy talent towarzyski), które potrafiła w stosownych momentach skutecznie
wykorzystać, by osiągnąć upragniony sukces życiowy. Jej postać jako małżonki
króla zmagającego się z jąkaniem spopularyzował obsypany Oscarami film Jak zostać królem, ale w filmowej
scenerii ukazana została niejako w cieniu męża. Tymczasem, jak wynika z
biografii, lubiła odgrywać pierwszoplanowe role, snuć intrygi i sterować
otoczeniem.
Mimo że w
trakcie lektury książki bardzo irytujące mogą być takie jej cechy, jak częsta
powtarzalność tych samych tez oraz brak dystansu autorki do opisywanej przez
siebie postaci, to obcowanie przez wiele godzin z niezwykłą kobietą, jaką
niewątpliwie była Królowa Matka, nie będzie stratą czasu, ale inspirującym
spotkaniem. Fascynujące są również sylwetki innych kobiet - choćby Amerykanki
Wallis Simpson, która poślubiła najwytworniejszego mężczyznę świata, za jakiego
uważano księcia Walii - Dawida (szwagra Elżbiety), a którą charakteryzowała
równie charyzmatyczna osobowość. Jednym z najważniejszych walorów biografii
jest pasjonująco zarysowane tło historyczne oraz płaszczyzna
społeczno-kulturowa relacji między kobietami a mężczyznami w angielskich
familiach arystokratycznych i, oczywiście, w samej rodzinie królewskiej, do
której nie tylko dzięki sprytowi, ale też splotowi szczęśliwych zbiegów
okoliczności weszła Elżbieta Bowes-Lyon. Później, jako monarchini, będzie miała
ona olbrzymi wpływ na kształt narodowego życia nie tylko Brytyjczyków, lecz
nawet wszystkich Europejczyków.