1 sierpnia 2016

Nowe informacje o Aleksandrze i Mieczysławie Jasińskich! Rodzeństwie, które walczyło i zginęło w Powstaniu Warszawskim na Mokotowie

Aleksandra Maria Jasińska ps. Inez, żołnierz Armii Krajowej, pułku "Baszta"
 (ur. 2.02.1924, zm. 27.09.1944)
 

 





















Mieczysław Jasiński ps. Donald, żołnierz Armii Krajowej, pułku "Baszta" (ur. 2.01.1922, zm. 27.09.1944)


 Aleksandra Jasińska "Inez"

W ubiegłym roku, w rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego, opublikowałam otrzymane od Pani Beaty Płaczek pamiątki rodzinne. Do mojego bloga  dotarła córka chrzestna matki powstańczego rodzeństwa, których dotyczył nasz wypominek. W związku z tym publikuję nową fotoopowieść, z poprawionymi przez Panią Annę Wojterską danymi o powstańczym rodzeństwie. Niech pamięć o Aleksandrze i Mieczysławie Jasińskich trwa!
Z przyjemnością oddaję głos Pani Annie:


Jestem chrzestną córką Wandy Jasińskiej, żony Konrada Aleksandra Jasińskiego. Byli to rodzice wymienionych powstańców. Wanda Jasińska, z domu Wróblewska, była siostrą mojej babci Laury. Rodzeństwo Wróblewskich: Zofia (1889?–1963), Laura (1890?–1963), Felicja (1891?–1967), Wanda (1894?–1977), Jadwiga (1902–1959) oraz Tadeusz i Mieczysław (daty życia mi nieznane, bo nie są pochowani na starym cmentarzu w Grodzisku Mazowieckim). Konrad Aleksander Jasiński też jest pochowany w Grodzisku Mazowieckim (1894–1965).



Oleńka chodziła do prestiżowego Prywatnego Żeńskiego Gimnazjum Jadwigi Kowalczykówny i Jadwigi Jawurkówny (Szkoły na Wiejskiej) i po małej maturze wstąpiła do Żeńskiej Szkoły Architektury. Niestety śmierć przerwała plany – Mietek i Oleńka 27 września 1944 r. zginęli, rozstrzelani przy wyjściu z kanałów na Dworkowej.


[Na Dworkowej na Mokotowie Niemcy wymordowali około 140 powstańców, którzy – zagubiwszy się w kanałach – wyszli na powierzchnię obok komendy niemieckiej żandarmerii, poddając się.]


Skąd pseudonim Oleńki? Autorka wiersza "Inez de Castro", poetka młodopolska Kazimiera Zawistowska, była z domu Jasieńska. Świetna, postępowa szkoła dla młodych warszawianek, którą ukończyła Oleńka, mogła rozbudzić zainteresowanie tą poetką. W polskim języku występuje pisownia Ines i Inez, na stronie Powstania Warszawskiego jest Inez i na Powązkach Wojskowych też.






 


MIECZYSŁAW JASIŃSKI Z NARZECZONĄ HALINĄ




Mietek ukończył Gimnazjum im. Stefana Batorego i na tajnych kompletach rozpoczął studia ekonomiczne na SGH. Przyjaźnił się ze Zbigniewem C., który w dzieciństwie bawił się w ogrodzie na Sielcach z Haliną Ł. Zbigniew poznał Halinę z Mietkiem. Często spotykali się we trójkę, Zbigniew grał na pianinie, a Halina i Mietek tańczyli. I tak to się zaczęło – zostali parą narzeczonych. Tego się dowiedziałam od p. Haliny, ale nie poznałam okoliczności wstąpienia Mietka i Oleńki do AK.





W połowie studiów ekonomicznych Mietek rozpoczął studia prawnicze, prawdopodobnie pod wpływem Haliny. Przed wakacjami 1944 roku Mietek złożył gotową pracę magisterską (z ekonomii) u promotora. Był również już po drugim roku prawa.



Halina Ł., narzeczona Mietka, wojnę przeżyła i pod koniec lat czterdziestych (?) wyszła za mąż, a ok. 1953 roku urodziła córeczkę.


 Na temat wyboru pseudonimu "Donald" w rodzinie mówi się, że Mietek i Oleńka mieli ciotecznych braci w Stanach Zjednoczonych (Genia i Konrada). Może Donald uosabiał "silnego brata – sojusznika" zza Oceanu...












Jeszcze jedno zdjęcie rodzeństwa Jasińskich (wszystkie powyższe zdjęcia pochodzą ze zbiorów rodzinnych Pani Beaty Płaczek)



Groby Aleksandry i Mieczysława znajdują się na Powązkach Wojskowych w kwaterze pułku BASZTA. Obok jest pochowany N.N., a jest to symboliczny grób Albina Jasińskiego, który był stryjem rodzeństwa i który zginął z całą swoja rodziną na Woli.











Na stronie Muzeum Powstania Warszawskiego czytamy:


Mieczysław Jasiński ps. "Donald": rozstrzelany przez Niemców po wyjściu z kanału na ul. Dworkowej.  Jego siostra Aleksandra Maria ps. "Inez"  była łączniczką w tej samej kompanii. Zamordowana przez Niemców na ul. Dworkowej. 

Filmik pokazuje, co się działo w dniu śmierci rodzeństwa. Źródło: Muzeum Powstania Warszawskiego.

















Z listu Pani Anny: To są Wanda i Konrad Jasińscy z córeczką Krysią, która zmarła zanim urodził się Mietek (zdjęcie z archiwum rodzinnego Pani Beaty Płaczek)





Z listu Pani Beaty: Drugi brat mojej babci, Albin Jasiński (ur. w 1898), jego żona Stanisława (ur. 1897) oraz dzieci - Zygmunt (ur. 1926) i Zosia (ur. 1932), zginęli podczas bombardowania Woli - mieszkali na ul. WOLSKIEJ. Przesyłam zdjęcie kartki -  jednej z tych, które rodzina rozwieszała po całej Warszawie z myślą, że może udało im się uciec.




 ******************************************************************
                                                      PAMIĄTKI RODZINNE PANI ANNY
 
Pani Anna przysłała piękne i cenne zdjęcia ze swojego archiwum rodzinnego, a wśród nich jedno z babcią powstańczego rodzeństwa - Michaliną Wróblewską, jedno z małym Mieczysławem Jasińskim i jego matką. Pani Anna jest też w posiadaniu poruszającej klepsydry, w której rodzice, narzeczona i rodzina informują o pogrzebie Aleksandry i Mieczysława Jasińskich. 

Odkryła również dwa rysunki Aleksandry Jasińskiej, prawdopodobnie z okresu uczęszczania do Żeńskiej Szkoły Architektury (podpisy pod poniższymi zdjęciami są autorstwa p. Anny)







Rysunek Aleksandry Jasińskiej ROZPACZ według "Żałobnych wieści" Artura Grottgera (h x s: 14,5 x 9,5 cm)



                     



San Paolo fuori le Mura –  bazylika rzymska (pewnie według fotografii) – h x s: 14 x 17 cm







Grób Józefa Wróblewskiego w Kleczewie – dziadka Oleńki i Miecia






Na zdjęciu z 1926 roku Wanda Jasińska, jej syn Mietek oraz jej siostrzeńcy: mój tata Jan i mój stryj Tadeusz Wojterscy




Zdjęcie sprzed 1909 roku, tj. zrobione zanim odbył się ślub Felicji.



Babcia Mietka i Oleńki Jasińskich – Michalina Wróblewska (po śmierci męża Józefa) z dziećmi:



(Stoją od lewej:) Mieczysław, Tadeusz, Wanda i Jadwiga; (siedzą od prawej:) Michalina (matka), Laura, Felicja i Zofia


 








Styczeń-luty ok. 1962–1963, Warszawa, ul. Dolna 22 m.9: wujek Olek (nie mówiło się Konrad) Jasiński, ja – Anna, ciocia Wanda Jasińska (była moją matką chrzestną i siostrą mojej babci Laury)
 




Konrad Aleksander Jasiński (prawdopodobnie w okresie okupacji)







 

Klepsydra. W komisji ekshumacyjnej z Parku im. gen. Gustawa Orlicz-Dreszera brali udział m.in. Zofia Ł. i Konrad Aleksander Jasiński



(informacja od Haliny, narzeczonej Mietka Jasińskiego)




                      Listy ekshumowanych (ze strony Archiwum Państwowego m. st. Warszawy)







Zdjęcie kamienicy (z Wikipedii): Czerniakowska 126A: Mieszkanie Nr 4 w którym w czasie okupacji i po wojnie mieszkała rodzina Jasińskich, znajdowało się na pierwszym piętrze nad sklepem (ostatnie okno i balkon po prawej stronie zdjęcia, dwa okna za rogiem od południa oraz jedno okno od podwórza t.j. od wschodu).




                     MOJA RODZINA – WUJOSTWO JASIŃSCY




Wuj Konrad Aleksander Jasiński przed pierwszą wojną światową, po maturze, studiował przez dwa lata filozofię, a następnie był w seminarium duchownym, może 1913/14 r. Nie wiem, kiedy i gdzie zawarł ślub z Wandą Wróblewską, może to było w 1915 r., a Krysia urodziła się w 1916...? Po pierwszej wojnie, gdy Krysia była maleńka, wujostwo mieszkali na Nowogrodzkiej 5 na piątym piętrze bez windy. Wuj poszedł na wojnę z bolszewikami jako ochotnik. Może wtedy Ciocia Wanda pojechała z Krysią do Felicji i Stefana Tylkowskich, do leśniczówki koło Niemysłowa, w pobliżu Uniejowa. Krysia zmarła tam na czerwonkę, chyba latem 1920 r. lub 1921 r., mając cztery–pięć lat. Wkrótce urodził się Mietek (2 stycznia 1922 r.), a dwa lata później Oleńka (2 lutego 1924 r.). [...]



        W 1951 r. zmarł na zapalenie opon mózgowych, po szczepieniu BCG, mój młodszy brat (żył rok i trzy miesiące). Prawdopodobnie wówczas zamieszkaliśmy w mieszkaniu wujostwa na Czerniakowskiej 126A pod nr 4 na pierwszym piętrze. Były to ciężkie czasy, w których "kwaterunek" zdecydował, że w tym trzypokojowym mieszkaniu będą mieszkały trzy rodziny:

1) w bardzo ciemnym pokoju z oknem od podwórza, w ich dawnej sypialni – Konrad i Wanda Jasińscy;

2) w małym pokoju nad sklepem spożywczym, tzw. dziecinnym – Jan i Maria Lidia Wojterscy z córką Anną (a później jeszcze z córką Janiną);

3) w dużym narożnym południowo-zachodnim pokoju – trzy osoby dorosłe, obca rodzina: mężczyzna i dwie kobiety.

     W mieszkaniu było pomieszczenie kuchni, z której korzystały te trzy rodziny i we wnęce stał tapczan mężczyzny z trzeciego pokoju. Trzon kuchenny był gazowo-węglowy. Była też łazienka z bojlerem. Pokoje były ogrzewane piecami kaflowymi. Mieszkanie miało ok. 100 m2.

     W naszym pokoju w ścianie była znaczna dziura po pocisku. Pamiętam, iż rodzice walczyli z pluskwami.

         W grudniu 1956 r., gdy miałam siedem lat, przydzielono nam mieszkanie na Dolnej 22, w budynku "Społem", bo tatuś pracował w redakcji dwutygodnika Spółdzielczości Spożywców "SPOŁEM". Natomiast na Czerniakowskiej, do "małego" pokoju wprowadziło się młode małżeństwo z wielkim, koncertowym fortepianem. Jedno z nich było muzykiem.



         Wanda Jasińska była moją matką chrzestną i roztaczała nade mną opiekę duchową. Pamiętam, że zabierała mnie na niedzielne Msze św. do zrujnowanego kościoła przy Łazienkowskiej. Ciocia przekazała mi pierwsze wiadomości o Bogu i wierze katolickiej. Była osobą głęboko wierzącą, pogodzona ze śmiercią trójki dzieci. Jakoś inaczej było z wujkiem, był wyciszony, ale nie widziałam, aby chodził do kościoła. Pamiętam, iż nic sobie nie robił z UB; na swoim wielkim lampowym radiu słuchał zagranicznych stacji i "Wolnej Europy", które z trudem przebijały się przez jazgot zagłuszaczek.
         Przez te wszystkie powojenne lata w stałym kontakcie z Wandą i Konradem Jasińskimi była Halina - dawniej narzeczona Mietka. Ciocia zwracała się do niej bardzo serdecznie "córeńko", a ona zawsze "pani", "pan", "państwo" – z wielkim szacunkiem. Miała swoją rodzinę: mamę, męża, córkę, i mimo wielkiej aktywności zawodowej (była adwokatem) zawsze znajdowała czas, aby złożyć wizytę na Czerniakowskiej.

         W latach 1957–1965 z wujostwem spotykaliśmy się dość rzadko – ok. trzy razy w roku. Czasem były to spotkania w Grodzisku Mazowieckim. Wujek pomagał przy porządkowaniu rzeczy po śmierci ciotki mojego taty, Zofii Wróblewskiej, i mojej babci Laury, była to wiosna 1963 r. Chyba z tego okresu było zdjęcie wujka Olka z moim bratem (sześć lat) przy ognisku.

         Po śmierci wujka (1965 r.) cioci Wandzie bardzo dokuczała samotność, pogarszało się zdrowie i malały możliwości samoobsługi. Na początku lat siedemdziesiątych pani Halinie udało się załatwić dla cioci miejsce w Domu Kombatanta przy ul. Szubińskiej 4 w Warszawie. Mieszkała tam ok. pięciu lat, do śmierci w 1977 r. 



Wygrzebała z pamięci własnej oraz p. Haliny –

Anna Wojterska








24 lipca 2016

"Mój staw, moja rzeka, moja matka". Wędrówki Barbary Wachowicz tropami Stefana Żeromskiego po Górach Świętokrzyskich

Zdobiące okładkę zdjęcie ukazuje górę Radostową, pod którą mały Stefan "ujrzał zieleń modrzewi strzelających  w niebo nad dachem ciekockiego dworku"


Każdy człowiek ma dwie matki: tę, która go porodziła, i tę, na której żyje. Tak kochał Stefan Żeromski. To były dwie jego największe miłości: matka i „ojczyzna najściślejsza”, jak określał rodzinną ziemię świętokrzyską. Barbara Wachowicz z typowym dla siebie kunsztem i gorejącym żarem odtworzyła „pejzaż serca” Stefana Żeromskiego. Opisana przez nią ojcowizna pisarza płonie, drga i zachwyca wieloma barwami i zapachami, a sylwetka matki, Józefy z Katerlów, jawi się nam jak świetlisty i familijny, a więc ciepły, serdeczny portret „kobiety polskiej”. W Dzienniku przyszły autor Syzyfowych prac zanotował piękne słowa brzmiące jak inwokacja do matki:



Samotność naszych uczuć i naszych myśli. Takiej samotności może nas pozbawić tylko kobieta. Imię jej: matka.



Stefan Żeromski utrwalił postać matczyną w Syzyfowych pracach, Ludziach bezdomnych i Przedwiośniu. Matka była jego największym serca przyjacielem, powiernikiem. Do 2003 roku nie był znany żaden wizerunek ukochanej i przedwcześnie zmarłej matki pisarza. Zdjęcie znalazła Kazimiera Zapałowa - kustosz Dworku Stefana Żeromskiego w Ciekotach i autorka kilku cennych książek mu poświęconych. W trzecim wydaniu książki Barbary Wachowicz, której jestem szczęśliwą posiadaczką, możemy zobaczyć to przepiękne młodzieńcze zdjęcie rodziców autora Popiołów. Warto wspomnieć, że Kazimiera Zapałowa jest również odkrywczynią niezwykłego listu najmłodszej siostry pisarza, Bolesławy, jaki napisała w wieku siedemdziesięciu lat do redakcja pisma „Zwierciadło”, aby sprostać przekłamania na temat pogrzebu ich ojca.


Jedna ze stronic Ciebie jedną kocham


11 lipca 2016

Historia cudownego odnalezienia się rodzeństwa po wojnie


 Post ku Pamięci Męczeństwa Kresowian w rocznicę krwawej niedzieli na Wołyniu




Feliks Trusiewicz opowiedział w tej poruszającej do głębi książce niewiarygodną historię przypadkowego (!) odnalezienia się w Lublinie po niemal czterdziestu latach brata i siostry osieroconych w trakcie ataku ukraińskich nacjonalistów na polską osadę w Janowej Dolinie. Tym bardziej przejmującą historię, że prawdziwą! Do opisanego przez pisarza cudu odnalezienia się rodzeństwa oraz ponownego złączenia się bogobojnej  i doświadczonej cierpieniem rodziny przyczynił się tytułowy medalionik przedstawiający wizerunek Matki Bożej Ostrobramskiej, wyrzeźbiony przez artystycznie utalentowaną matkę, która zawiesiła swoim małym dzieciom na szyi. Treść książki trzyma w napięciu, wzrusza, krzepi, a przy tym dotyka problemu wiary i jej ocalającej mocy.

7 lipca 2016

"Fantastyczna mieszanina humoru, napięcia i szybko zmieniającej się scenerii"



Podobnie jak konsumenci wyszukanych potraw czy win nie bardzo zastawiają się nad ich składem, tak i my, delektując się lekturą, która mimo upływu czasu zachowała swój smak i barwę, nie będziemy streszczać wyników prac komentatorskich paru pokoleń badaczy. Im też pozostawiamy troskę o to, w jakiej proporcji występują u Potockiego elementy powieści „łotrzykowskiej”, fantastycznych opowiadań naśladujących Księgę tysiąca i jednej nocy czy wreszcie tak zwanej gotyckiej powieści grozy. Istotne jest bowiem jedynie to, że z tych wszystkich, jakże rozmaitych, elementów autor Rękopisu stworzył [tu Tazbir cytuje Miłosza] „fantastyczną mieszaninę humoru, napięcia i szybko zmieniającej się scenerii”.

Janusz Tazbir, Od Sasa do Lasa, Iskry, Warszawa 2011, s. 370.

Zmarły niedawno profesor Janusz Tazbir należał do admiratorów Rękopisu znalezionego w Saragossie Jana Potockiego w przekładzie Edmunda Chojeckiego. Nie wiem, czy zdążył przeczytać nowe tłumaczenie i wypowiedzieć się na jego temat. Biorąc pod uwagę przytoczony wyżej fragment jego eseju poświęconego powieści Potockiego, myślę, że byłby ukontentowany nowym przekładem i podtrzymałby swoją opinię o niepowtarzalnej urodzie jednej  z najbardziej tajemniczych i zadziwiających książek przełomu XVIII i XIX wieku.