30 kwietnia 2014

Numer jeden wśród majowych nowości

Niedawno, w czasie autorskiego spotkania, jeden z moich ulubionych pisarzy, Marek Nowakowski, zdradził, że wkrótce ma się ukazać jego kolejna książka wspomnieniowa. Wydawnictwo Iskry właśnie zaprezentowało kładkę i zapowiedziało jej ukazanie się już na maj. Cieszę się ogromnie!
 
Tom wspomnień Marka Nowakowskiego obejmuje okres późnych lat czterdziestych do początku pięćdziesiątych XX wieku. To czas kształtowania osobowości przyszłego pisarza, budzenia się fascynacji miastem i tajemniczym życiem części jego mieszkańców – ludzi z marginesu, zaciekawienia ideologią komunizmu, początku studiów i pierwszych prób pisarskich. Szczególnie widoczne w tym zbiorze są charakterystyczne dla twórczości pisarza: dystans do opisywanych zdarzeń, precyzja relacji osiągana minimalnymi środkami artystycznymi, nostalgiczne obserwowanie przemijającego czasu (Iskry).
 
 
 
 Oto relacja z marcowego spotkania:

 
Marek Nowakowski jest równie dobrym gawędziarzem jak pisarzem. Na samym początku spotkania stwierdził, że „człowiek pisze, a gdy już napisze to nie ma nic do powiedzenia” ... po czym zaczął mówić. Autor opowiedział o swoich ostatnich dokonaniach. Zaczął od umiejscowienia w czasie książki pt. ”Pióro”. Czas, kiedy wchodził w warszawskie środowisko literackie, opisywany w tej książce, był to okres chwilowej odnowy po październiku 1956 roku. Czas zmian i nadziei na lepsze. Tytuł książki „Pióro” rozszerzył o podtytuł „Autobiografia literacka”.

Opowiedział o tym jak pisząc wspomnienia ze swej młodości, zaczął sięgać coraz dalej wstecz. Powstały opowiadania: „Uniwersytet”, „Mues”, „Proces poszlakowy”. Te wspomnienia, sięgające czasów dawniejszych niż opisane w „Piórze”, Marek Nowakowski obiecał wkrótce wydać pod wspólnym tytułem „Dziennik podróży w przeszłość". O swoich książkach powiedział, że jest to czas umarły, przeszłość. Mówił jednak o nich jak o czymś wciąż żywym i dla siebie ważnym.
Nawiązując do swoich planów, Marek Nowakowski wspomniał, że ostatnio próbuje pisać o sylwetkach ludzi kultury, ale też i takich, którzy byli dla niego w jakiś sposób ważni i którzy, według niego, powinni zaistnieć we wspomnieniach z tamtych dawnych czasów. Jako kryterium literackie Autor przyjął własną wiedzę o tych ludziach i o faktach, o których pisze. Wśród opisywanych znaleźli się m.in. Leszek Prorok, Zygmunt Kubiak, Felicja Krance czy Paweł Mayewski. [...]
Źródło: blogpress.

26 kwietnia 2014

Polska jest piękna! "Ej, łza się w oku kręci"

Święty Jan Paweł II nie miał kompleksu bycia Polakiem, ale wprost przeciwnie, był z tego faktu dumny, podkreślając historię, tradycję oraz zwyczaje swojej Ojczyzny. Uważał, że patriotyzm oznacza umiłowanie tego, co ojczyste, tzn.: historii, tradycji, języka, krajobrazu ojczystego oraz dzieł rodaków i owoców ich geniuszu. W Beskidach, Bieszczadach i Tatrach Karol Wojtyła stąpał po licznych szlakach. Często te swoje wędrówki wspominał jako Jan Paweł II. Spogląda teraz na góry z niebieskich połonin i podziwia. Jak wtedy, gdy będąc już schorowanym, mógł oglądać je tylko z okien śmigłowca... I może mówi, wodząc palcem niczym po mapie, tak jak w czerwcu 1999 r., podczas mszy w Starym Sączu: 

 Stąd wyruszamy ku Dzwonkówce, Wielkiej Raczy przez Radziejową - na Przehybę. Z powrotem schodzimy do Szlachtowej i Krościenka, albo zjeżdżamy na nartach, przekraczamy Dunajec, który płynie razem z Popradem do Starego Sącza. A kiedy jest wysoka woda, to w pięć sześć godzin można przepłynąć Dunajcem od Nowego Targu do Nowego Sącza... 

W wigilię kanonizacji papieża Polaka zapraszam do obejrzenia krótkiego filmiku ukazującego piękno jego ukochanej Ojczyzny.

4-minutowa produkcja powstała w rzeszowskiej agencji reklamowej Bogaczewicz. Na YouTubie ma już ponad 900 tys. odsłon. W czasie krótkiej multimedialnej wycieczki po Polsce możemy obejrzeć fantastyczne ujęcia bieszczadzkich połonin, Jeziora Solińskiego, Tatr, Bałtyku, gdańskiej Starówki, Słowińskiego Parku Narodowego, Białki Tatrzańskiej i Rzeszowa, ale także mniej znanych miejsc, takich jak zalew w Krasnobrodzie i przełom Wisłoka w Rymanowie. Wszystko to z niesamowitym, instrumentalnym podkładem muzycznym w tle. Film został zrealizowany przy okazji pracy nad komercyjnymi zleceniami, a wiele ujęć zrobiono dzięki użyciu zdalnie sterowanego drona z kamerą.


Tu, na tym miejscu, w Nowym Targu, pragnę mówić o ziemi polskiej, bo jawi się ona tutaj szczególnie piękna i bogata w krajobrazy. Człowiekowi potrzebne jest to piękno krajobrazu — i dlatego też nic dziwnego, że ciągną tutaj ludzie z różnych stron Polski, a także i spoza Polski. Ciągną latem i zimą. Szukają odpoczynku. Pragną odnaleźć siebie w obcowaniu z przyrodą. Pragną odzyskać siły w zdrowym wysiłku fizycznym, w marszu, w podejściu, we wspinaczce, w zjeździe narciarskim.
 
Ej, łza się w oku kręci...

[...]
„Od-począć” — napisał kiedyś Norwid — to znaczy „począć na nowo”. Otóż duchowy odpoczynek człowieka — jak słusznie wyczuwają to tak liczne środowiska młodych — musi prowadzić do odnalezienia i wypracowania w sobie owego „nowego stworzenia”, o którym mówi św. Paweł. Droga do tego wiedzie poprzez słowo Boże odczytywane i celebrowane z wiarą i miłością, poprzez uczestnictwo w sakramentach, a nade wszystko w Eucharystii.


Św. Jan Paweł II,  Nowy Targ, 8 czerwca 1979, homilia w czasie mszy św.

23 kwietnia 2014

Święto czytelników: "Książka i Róża"

 W wolnym czasie przeglądałam w zasobach internetowych nowości książkowe i zapowiedzi. Wiosna wybucha nie tylko kwiatami, ale też wspaniałymi książkami:) Aż mnie głowa rozbolała... Musiałam ograniczyć moje zestawienie. Oto, co chciałabym najbardziej przeczytać.

Publikację Reginy Wasiak-Taylor, której recenzję przeczytałam na stronie "Rzepy", jak się okazało, nie jest łatwo zdobyć, ale mam nadzieję, że jednak wpadnie w moje ręce. Marzenia bibliofila zawsze się spełniają. W końcu nie tylko hiszpańscy miłośnicy książek mają patrona :) Święty Jerzy patronuje wszystkim czytelnikom bez względu na narodowość :) Jak wiadomo, 23 kwietnia jest w Katalonii hucznie obchodzonym świętem narodowym, jako dzień jej patrona – św. Jerzego. Zgodnie z długą tradycją obdarowywano w ten dzień kobiety czerwonymi różami, mającymi symbolizować krew pokonanego przez św. Jerzego smoka. Z czasem kobiety zaczęły odwzajemniać się mężczyznom podarunkami w postaci książek. W Małopolsce święto jest celebrowane od 2002 roku. W ubiegłym roku (albo dwa lata temu), gdy w księgarni Bona na Kanoniczej kupowałam w tych dniach książkę, sympatyczny sprzedawca (a może właściciel), zanim podarował mi różę, przepytał mnie z genezy katalońskiego święta:) 


Dziewięć opowieści opartych na wydarzeniach historycznych towarzyszących drugiej wojnie światowej, takich jak Powstanie Warszawskie, bitwa pod Monte Cassino, rzeź wołyńska. Interesujący jest rozdział zawierający profesjonalne spostrzeżenia i uwagi na temat typów samolotów, którymi latał generał Władysław Sikorski.
Książka utkana jest z rozmów, relacji, autorka sięga także po dokument i inne przekazy. Aleksandra Ziółkowska-Boehm z dużą dozą empatii pokazuje losy swoich bohaterów. Są nimi ludzie o znanych nazwiskach (Krystyna Wańkowiczówna, Zofia Korbońska, Janusz Brochwicz Lewiński „Gryf”, Marek Jaroszewicz, Zdzisław Starostecki), ale także pojedyncze osoby, które wojna naznaczyła na zawsze: zabrała bliskich, zburzyła dom, pozostawiła na emigracji. Polskie losy.
Tej książki chyba nie muszę Wam przedstawiać.
 Chyba już pisałam, że uwielbiam wydawnictwo z Łomianek...
 Na Kroplę goryczy składają się cztery opowieści o przedstawicielach kresowych rodów: Marii z Jordan-Rozwadowskich Górskiej, Michalinie z Woyniłłowiczów Horwattowej, rodzinie Stulgińskich oraz Zofi i z Hartinghów i Wincentym Wołodkowiczach. Ich domy – dwory i pałace położone na dawnych Kresach Wschodnich – oraz wznoszone przez nich świątynie po traktacie ryskim znalazły się poza granicami Rzeczypospolitej. Oni sami zmuszeni zostali do opuszczenia rodzinnych stron. Kim byli ci naznaczeni przez historię ludzie? Co po sobie zostawili? Czy tam, po wschodniej stronie granicy, nadal stoją ich kresowe rezydencje? A może nie ostał się nawet kamień na kamieniu? Ta książka to podróż w czasie i przestrzeni – piękna i pouczająca, niepozbawiona jednak tytułowej kropli goryczy. 
 Opowieści o pisarzach, artystach, profesorach – oparte o zapiski autorki i zachowaną w domowym archiwum pasjonującą korespondencję z nimi. Krystyna Kolińska wspomina studenckie występy kabaretowe, lata pracy dziennikarskiej m.in. w „Świecie” i „Stolicy”, życie towarzyskie i literackie. Na kartach książki ożywają znane jej osobiście postacie, między innymi: Yoshiho Umedy, Zbigniewa Raszewskiego, Nelly Strugowej, Gustawa Morcinka, Leopolda Buczkowskiego, Marii Kuncewiczowej, Eryka Lipińskiego, Krystyny Skuszanki i wielu innych.
 Hubal ­– czyli major Henryk Dobrzański – to postać na pozór znana: ostatni żołnierz Rzeczypospolitej Polskiej, który w mundurze chciał przetrwać do przyjścia odsieczy z zachodu. Olimpijczyk – był świetnym jeźdźcem, wielkim znawcą koni. Z temperamentu zagończyk i indywidualista. Jego postawa do dziś wywołuje spory. Wiele sądów i opinii, nierzadko diametralnie różnych, wypowiadali o nim historycy i publicyści, poczynając od samego Melchiora Wańkowicza. Narosła przez lata legenda przesłaniała życie Hubala.
Właśnie życie Dobrzańskiego opisał szczegółowo Łukasz Ksyta, wykorzystując nie tylko bogatą literaturę przedmiotu, ale też docierając do wielu nieznanych wcześniej dokumentów. Książka ukazuje życie bohaterskiego oficera od dzieciństwa, poprzez pierwszą wojnę światową i międzywojenne dwudziestolecie aż po śmierć na polu walki, rekonstruuje dzieje dowodzonego przez niego oddziału i losy jego żołnierzy. Pokazuje wiele nowych faktów, nie stroniąc od tematów trudnych. Hubal jawi się na jej kartach nie jako pomnikowy ideał, lecz człowiek z krwi i kości. Warto wspomnieć, że autorką wielu książek, w których szczególne miejsce zajmuje major Hubal oraz jego żołnierze (Romuald Rodziewicz "Roman" i Henryk Ossowski "Dołęga"), jest Aleksandra Ziółkowska-Boehm.



Ponury pejzaż peerelowskiej rzeczywistości zmieniał się w niekończący karnawał dzięki kolorowym postaciom, które na przekór zgrzebności tworzyły własne światy. Z czasem postacie te stawały się legendą, obrastały mitami, nierozerwalnie złączonymi z ich historią. Wojciech Kałużyński przywołuje tych najbarwniejszych. Opowiada o nich w anegdocie, weryfikuje mity z faktami, pokazuje miejsca, w których bywali, światy z pogranicza codzienności i karnawału. Zaczynając od początku lat 50. aż po lata 80. Na czele orszaku tańczą ci najbardziej znani: Marek Hłasko, Leopold Tyrmand, Zdzisław Maklakiewicz, Janusz Szpotański, Jan Himmilsbach, Agnieszka Osiecka, Janusz Głowacki, Marek Piwowski, Marek Nowakowski, Janusz Atlas, Piotr Skrzynecki i inni. Nie brak tu i również postaci zapomnianych albo wręcz nieznanych: legendarnych kelnerów i kawiarnianych filozofów, jak  Jerzy Karaszkiewicz, czy Tomasz Lengren, a także tych, którzy próbowali znaleźć szczęście w kontrkulturze, jak Michał Tarkowski czy Jacek Kleyff.



 Tomasz Adam Pruszak rekonstruuje niepisany kodeks postępowania i etykietę, które obowiązywały w przeszłości i są respektowane aż po dziś dzień. Zasady ziemiańskiego savoir-vivre’u ilustruje barwnymi wspomnieniami oraz anegdotami. Podróż w świat dobrych manier sfery ziemiańskiej służy przekazaniu pewnych wartości i zasad poprzednich pokoleń, które możemy uznać za ważne i potrzebne także współcześnie.   










 Prawie wszystkie autorki wspomnień były aresztowane i więzione w latach 30. XX wieku. W swoich relacjach opowiadają o sobie, ale znacznie częściej o losach swych towarzyszy z więzień i obozów. To wspólne przeżywanie tragicznego losu, sprzeciw wobec bezdusznego systemu, niszczącego wspólnotę ludzi, jest źródłem wielkiej siły moralnej.
Potworna selekcja okresu stalinowskiego - pisze w swoich wspomnieniach Wiera Szulc - stworzyła, zdawałoby się, nowy gatunek ludzi: pokornych, odrętwiałych, pozbawionych inicjatywy, milczących. Dlatego trzeba, by nasi współcześni usłyszeli głos nielicznych ocalałych przedstawicieli pokolenia początku wieku, którzy zachowali do naszych czasów ideały prawdziwego człowieczeństwa, pomimo koszmaru niesprawiedliwego sądu, tortur i poniżenia, głodu i niewyobrażalnych wyrzeczeń.
Wszystkie wspomnienia wchodzące w skład tego zbioru zostały napisane bez autocenzury i bez nadziei na szybką publikację. Wiele z nich pisano potajemnie, za drutem kolczastym.


19 kwietnia 2014

"Zaczerpnij życia w wiosny oddechu"


Jan Lechoń

Wielkanoc

[...] Wśród tej łąki wilgotnej od porannej rosy,
Droga, którą co święto szli ludzie ze śpiewką,
Idzie sobie Pan Jezus, wpółnagi i bosy
Z wielkanocną w przebitej dłoni chorągiewką.
Naprzeciw idzie chłopka. Ma kosy złociste, [...]
Upadła na kolana i krzyknęła: „Chryste!”.
A Chrystus się pochylił nad klęczącym ciałem [...]
I rzeknie: „Powiedz ludziom, niech więcej nie płaczą”.



Wesołego Alleluja życzę wszystkim Autor(k)om i Czytelni(cz)kom!

Mamy Rok Żeromskiego (150 rocznica urodzin), więc z tej okazji mały cytat o tym, jak wyglądały święta autora Popiołów. Stefan Żeromski jako młody chłopiec stracił rodziców. Odtąd każde święta spędzał u krewniaków:

[...] W kwietniu 1887 r. przeżywał Wielkanoc u swych wujostwa we wsi Górno leżącej w Górach Świętokrzyskich nieopodal jego umiłowanych Ciekot. Był po tygodniach warszawskiej biedy, kiedy czasem nie miał za co kupić sobie kawałka chleba. W szlacheckim dworze - tradycyjne święcone: "Szynka - mazurki - babki; albo mazurki - babki - szynka". Msza w kościele w Leszczynach, gdzie widnieje napis poświęcony ojcu - Wincentemu Żeromskiemu.  Stefan wędruje ścieżkami swego dzieciństwa, szczytami swoich "gór domowych". Stamtąd obejmuje wzrokiem "najściślejsza Ojczyznę". Widzi swój dom - biały dworek nad stawem, gdzie przeżył wiele szczęśliwych Wielkanocy u boku swej ukochanej matki, którą sportretuje w tylu swoich książkach. Wspomina lata, gdy "ten dwór był nasz" i pozwalał mu cieszyć się szczęściem rodzinnym. "I pozostał taki sam, taki niezmiennie cudowny nad szybą szerokiego stawu, i mówi: byłem twoim domem, byłem twoim gniazdem - a teraz ty domu nie masz, gniazda nie masz, rodziny nie masz... Trzeba zrozumieć tę mowę starego domu, gdy się nie ma domu - i trzeba sobie przebaczyć te gorzkie łzy i tę otchłań tęsknoty za tym, co już nigdy, nigdy nie wróci".

(Barbara Wachowicz, Alleluja! Śpiewały serca wszystkie, "Nasz Dziennik", 19-21 kwietnia 2014)

 Trzy miesiące później Stefan Żeromski dotrze do Opinogóry jako młody guwerner uczący ziemiańską dziatwę w pobliskim Szulmierzu. Opinogóra zachwyci przyszłego autora Ludzi bezdomnych. Napisze:

Ze wzgórza, na którym leży zamek, park w kształcie olbrzymich chmur zieloności zbiega ku stawom. Srebrne brzozy, wierzby rzucają w wodę gałęzie. [...] rozumiem, dlaczego Zygmunt z takim smutkiem i żalem wspominał Opinogórę w liście do Gaszyńskiego. Tu jego geniusz dziecięcy pierwszy raz spotkał się z wielką księgą piękności.

Cyt za: ibidem.




A poniżej przepis na placki krakowskie z serem ze starodawnej książki kucharskiej.



Polona.pl: Lucyna Ćwierczakiewiczowa (1829-1901), Baby, placki i mazurki : praktyczne przepisy pieczenia chleba, bułek, placków, mazurków, tortów, ciastek, pierników itp., Warszawa: J. Fiszer, [1908] (Warszawa : L. Biliński i W. Maślankiewicz).
 

14 kwietnia 2014

Kolejna ciekawa wystawa właśnie przyjechała do Krakowa



Wnuczka Adama Czartoryskiego i Jadwigi ze Stadnickich Czartoryskiej, Barbara Caillot-Dubus, znalazła stare zdjęcia rodzinne. Uporządkowała je i prawie 50 zdjęć wybranych z tego zbioru możemy oglądać na wystawie w Domu Spotkań z Historią, a także w albumie opublikowanym przez W.A.B.

Strona ze szczegółami na temat wystawy: http://www.ajczartoryscy.pl/. Wyczytałam na niej, że jeden z bohaterów wydarzenia urodził się w moich rodzinnych stronach. Muszę przy kolejnej wizycie u krewnych skręcić do tej wioski, by zobaczyć pałac Czartoryskich z ogrodem. Nic nie wiedziałam, a tyle razy tamtędy przejeżdżałam! Wystawa ma odwiedzić również inne polskie miasta, w tym Nowy Sącz i Jarosław.