21 grudnia 2017
2 listopada 2017
Zofia Kossak o Zaduszkach
![]() |
| Polona.pl |
Zofia Kossak
Rok polski. Obyczaj i wiara
Nazajutrz po Wszystkich Świętych świta Dzień Zaduszny. Te dwie
uroczystości dopełniają się wzajemnie jak głos i echo, światło i cień, wieniec
zwycięstwa i wieniec cierniowy. Kościół tryumfujący i Kościół cierpiący
pochylają się nad ziemią, jeden w blasku, drugi w bólu, my zaś, Kościół
walczący, my, dobijający się w trwodze własnego zbawienia, korzystamy z pomocy
jednych, wspomagamy drugich. I na tym polega wielkie ludzkie misterium, ofiarowane
przez ziemię w podzięce za rozpoczynające się z Adwentem Misterium Boże.
[…]
Każdej jesieni, gdy Droga Mleczna, zwana przez Słowian Drogą
Dusz lub Drogą Żurawi, zbladła i zwęziła się, a gwiazdy Sita (Plejady) stanęły
wysoko na niebie, na ziemiach polskich obchodzono Święto „Dziadów",
określane też jako „pusty wieczór" lub „bdyn". W szczególny sposób
przyrządzone potrawy składały się na ucztę, czyli „tryznę", niesioną
uroczyście na żalnik. Palono ognie, kapłan-wróż, okryty białą końską skórą,
wywoływał kolejno imiona i przydomki wszystkich zmarłych rodowców gromady,
rzucając za każdym imieniem nieco jadła w ogień. Wierzono, że zmarli zwołani
przychodzą, że posilają się, jak niegdyś. Że błogosławiona siła pokarmów,
mleka, kaszy, kołaczy, mięsiwa, przenika ich mgliste członki, pozwala na tę
jedną noc stać się podobnymi do żywych. Kto by się odwrócił, ujrzałby ich
twarzą w twarz. Jak w tylu innych wypadkach, Kościół ochrzcił te obrzędy
zamieniając noc „Dziadów", „pusty wieczór", w Dzień Zaduszny.
„Wierzycie, że zmarli
żyją i potrzebują pomocy? - Zaiste, słusznie wierzycie; jeno modlitwy trzeba
zmarłym, a nie jadła. Palicie ognie dla zwołania duchów? Palcie je dla
wyobrażenia światłości wiekuistej, której są spragnione. Nie sądźcie, że zmarli
żyją poty tylko, póki rodowcy o nich pamiętają - nieśmiertelne są dusze
ludzkie; -lecz wiedzcie, że pamięć wasza przyśpiesza ich wybawienie. Nie
szczędźcie pamięci zmarłym! A nie będziecie więcej lać wody, rozstawiać palcy,
wołać: czur! czur! albo: a kysz! a kysz! lecz powiadać będziecie: Wieczny
odpoczynek racz im dać, Panie... Nie lękajcie się zmarłych i nie frasujcie się
o tych, których żywot był uczciwy. - Odtąd - mówi Duch - aby (umarli) odpoczęli
od prac swoich, albowiem uczynki ich za nimi idą."
Wietrzny, mroczny jest listopad. Drzewa obnażone z liści
ujawniają swoje rany, przeżyte burze, załamania, klęski i cierpliwe zaleczenia.
Kurczowo zgięte konary prostują się znowu ku górze, złamana gałąź tryska wiązką
nowych pędów. Głęboka blizna po oderwanej przez burzę gałęzi zarasta z wolna,
oblewana żywą miazgą. Piękne są drzewa w tej szczerej odsłonie. Wielu artystów
malowało urok cienistych kopuł liściastych. Niewielu zdołało oddać patetyczną
wymowę drzew nagich. [...]
1 listopada 2017
Zofia Kossak o Dniu Wszystkich Świętych
![]() | |||
| Polona.pl |
Zofia Kossak
Rok polski. Obyczaj i wiara
[…] Wszyscy święci! Pochodzący ze wszystkich ras, wszystkich
narodów, wszystkich epok, stanów, zawodów... Intelektualiści, mędrcy, władcy,
badacze, pastuszkowie, żebracy, możni tego świata i proletariusze, rycerze i
zakonnicy, starzy, młodzi, dzieci, dziewice, matki, żony, wdowy...
Gdziekolwiek rośnie wiecznie zieleniejące drzewo wiary,
rodzą się święci, najpiękniejszy jego owoc. Wśród tej rzeszy nie ma lepszych
ani gorszych, przednich i poślednich. Bóg ich sobie upodobał. Są święci. Znamy
z imienia zaledwie małą cząstkę tego tłumu. Zazwyczaj ograniczamy się do
świętych kalendarzowych. A wszakże są ich tysiące. Tysiące świętych
kanonizowanych.
Tysiące świętych jeszcze nie kanonizowanych. Kościół
przechowuje imiona tych ostatnich, niby perły nie oprawione, by w czasie
sposobnym wyjąć je ze skarbca i wstawić w złoto ołtarzy. I jeszcze tysiące
świętych nikomu, prócz Boga, nie znanych, których dusze kwitły i dojrzewały
poza ludzką ewidencją. Niebo zebrało ich woń, a my, w dniu 1 listopada,
oddajemy im cześć, wielbiąc wszystkich świętych.
Kult świętych to hołd złożony wysiłkowi ludzi wspartych
Łaską, ich woli i pracy. Jak pszczoła przetwarza w sobie pył kwietny na miód,
tak oni ukuli z darów Ducha Świętego potęgę. Moc, którą Chrystus Pan obiecywał,
mówiąc:
„.. .jeśli będziecie mieć wiarę jak ziarnko gorczyczne,
rzekniecie tej górze: podnieś się,
a wrzuć się w morze - i stanie się".
„...jeśli będziecie mieć wiarę..."
Święci wiarę posiadali. Taką, jakiej Chrystus żądał.
Niewątpliwą, ufną, pełną. Dzięki niej czynili cuda. Panowali nad żywiołami, nad
przestrzenią i czasem. Kto by wątpił w cuda świętych, wątpiłby w obietnice
Chrystusa Pana.
Moc uzyskana przez świętych nie gaśnie z ich zgonem.
Niezniszczalna, wciąż aktywna, wciąż promieniująca, stanowi złoża energii
silniejszej niż atomowa, zdolnej przeobrazić świat.
Dzień Wszystkich Świętych posiada także znaczenie społeczne.
Świętość nie ogranicza się do siebie samej. Święci służyli Panu, służąc
bliźniemu. Bóg stawał przed nimi w postaci każdego człowieka potrzebującego
pomocy. Szli ku Niemu stąpając po ziemi. Byli wielkimi reformatorami,
piętnującymi nadużycia i krzywdy społeczne. Błyskali w gąszczu współczesnych jak iskry wśród trzciny,
zarażając innych świętością. To stara prawda, że żaden święty nie idzie do nieba
sam. Dąży za nim liczny orszak dusz porwanych jego przykładem.
Święci są opiekunami i orędownikami kraju. Chrystus Pan
płakał nad Jerozolimą, albowiem miłował swój naród. Naśladowcy Jego, święci,
miłują również swoje strony, swych rodaków. Zasługi świętych, wstawiennictwo
świętych tworzą niby baldachim opiekuńczy, rozpostarty nad ich ziemią ojczystą.
Dzień Wszystkich Świętych jest także wezwaniem, bo każdy z
nas ma także obowiązek zostania świętym. Obowiązku tego nie wolno przeoczać.
Katolik rezygnujący zawczasu z dążenia do świętości byłby podobny zawodnikowi,
który cofa się od startu, powiadając: Bieg, zwycięstwo, to nie dla mnie. Niech
inni się ubiegają, ja będę patrzył z daleka... [...]
24 września 2017
Na 196. urodziny Cypriana Kamila Norwida - związki poety z Krakowem
![]() |
| Okładka pierwszej krytycznej edycji tekstów Norwida. |
Z popiołów cała i z kruszyn oręży,
Ziemia krakowska
niechże ci nie cięży,
Sławny-nieznany! (C.K. Norwid, Krakus)
Czy wiecie, drodzy czytelnicy, że Norwid w 1842 roku odwiedził Kraków? Tak! Tak! Przybył wówczas, będąc młodym i nieznanym jeszcze poetą, m.in. do Mogiły – był na Kopcu Wandy i w klasztorze
oo. Cystersów, gdzie podziwiał cykl obrazów Dzieje
Wandy Michała Stachowicza (1768-1835). Zafascynowany przeszłością miejsca, napisał
dwa dramaty misteryjne: Wandę i Krakusa. Z Krakowa udał się do Drezna (poprzez Śląsk, w tym Wrocław) i
nigdy już nie powrócił do ojczyzny. Wyjeżdżając z Krakowa, nie przewidywał, że jest to zarazem pożegnanie z ojczyzną. W Krakowie wielki poeta spędził trzy tygodnie, od 22 maja do (prawdopodobnie) 9 czerwca. Podróżował dyliżansem. Jak ustalił Kazimierz Wyka:
Kiedy w roku 1848
pani Salomea Bécu
udawała się z
Krakowa do Wrocławia na
spotkanie z Juliuszem
Słowackim, syn oczekiwał
ją na dworcu
kolei żelaznej. Lecz Norwid
jeszcze dyliżansem musiał
się posłużyć.
19 września 2017
O bohaterstwie Antoniny i Jana Żabińskich - przywracanie pamięci
Losy Żabińskich zapisały się niejako między
wierszami historii przez duże H, jak to czasami bywa z aktami niezwykłej
ofiarności. W okupowanej Polsce czasu wojny nawet podanie spragnionemu Żydowi
kubka wody podlegało karze śmierci, tym bardziej ich bohaterstwo zadziwia i
zasługuje na upamiętnienie.
(Diane Ackerman,
Od autorki, w: Azyl. Historia inspirowana prawdziwymi wydarzeniami, przeł. Olga
Zienkiewicz, Świat Książki, Warszawa 2017).
W 2007
amerykańska pisarka Diane Ackerman opublikowała książkę The Zookeeper’s Wife („Żona dyrektora zoo”) opartą na pamiętnikach
Antoniny Żabińskiej pt. Ludzie i
zwierzęta. W 2009 roku w wydawnictwie Świat Książki ukazał się polski
przekład pod tytułem Azyl. To właśnie
ta książka stała się podstawą scenariusza zrealizowanego filmu. Filmu, który
przyniósł Żabińskim zasłużoną, choć pośmiertną sławę. A oni – cisi bohaterowie –
być może oddadzą Polsce jeszcze jedną przysługę, niszcząc w świecie tak
fatalnie ugruntowany przez Jana Grossa stereotyp Polaka antysemity. Mam głęboką
nadzieję, że tak się stanie (filmu nie oglądałam, ale może uda mi się obejrzeć na
DVD). To był jeden z
tych niezwykłych dowodów niezłomności oraz walki o godność
w najskrajniejszych warunkach, o którym warto mówić, pisać, który warto przypominać.
Szkoda tylko, że film zrobili Amerykanie, a nie Polacy. Chociaż w zasadzie nie ma w tym
nic złego. Z całą pewnością cieszyłaby jednak koprodukcja ze zdjęciami
realizowanymi w naszym kraju. Azyl
Niki Caro powstał w czeskiej Pradze, a przecież warszawskie zoo to gotowy plener,
z willą Żabińskich w niemal niezmienionym stanie! Biorąc pod uwagę kwestię czysto
kinematograficzną, trudno nie czuć żalu. Cieszy natomiast fakt opowiedzenia tej
historii. Ktoś musiał i powinien. Nie zapominajmy
jednak o książce, na kanwie której powstał ten film.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


