20 listopada 2013

"Cóż tam, panie, w polityce?"


CZEPIEC
Cóż tam, panie, w polityce?
Chińcyki trzymają się mocno!?

DZIENNIKARZ
A, mój miły gospodarzu,
mam przez cały dzień dosyć Chińczyków.

CZEPIEC
Pan polityk!

DZIENNIKARZ
Otóż właśnie polityków
mam dość, po uszy, dzień cały.

CZEPIEC
Kiedy to ciekawe sprawy.

DZIENNIKARZ
A to czytaj, kto ciekawy;
wiecie choć, gdzie Chiny leżą?

CZEPIEC
No daleko, kajsi gdzieś daleko;
a panowie to nijak nie wiedzą,
że chłop chłopskim rozumem trafi,
choćby było i daleko.
A i my tu cytomy gazety
i syćko wiemy.

DZIENNIKARZ
A po co - ?

CZEPIEC
Sami się do światu garniemy.

DZIENNIKARZ
Ja myślę, że na waszej parafii
świat dla was aż dosyć szeroki.

CZEPIEC
A tu ano i u nas bywają,
co byli aże dwa roki
w Japonii; jak była wojna.

DZIENNIKARZ
Ale tu wieś spokojna.
Niech na całym świecie wojna,
byle polska wieś zaciszna,
byle polska wieś spokojna.



CZEPIEC
Pon się boją we wsi ruchu.
Pon nos obśmiwajom w duchu. -
A jak my, to my się rwiemy
ino do jakiej bijacki.
Z takich, jak my, był Głowacki.
A, jak myślę, ze panowie
duza by juz mogli mieć,
ino oni nie chcom chcieć!





18 listopada 2013

Opowieść o życiu w Kręgu Młodej Polski

W odniesieniu do pewnych książek lubię czasem używać słowa "zacna", mimo że przymiotnik pasuje bardziej do scharakteryzowania człowieka, a nie przedmiotu. Dawniej używało się określenia "przezacny", np. ród czy gość. W moim przekonaniu na takie miano zasługują wspomnienia Marii Rydlowej - wdowy po Jacku Rydlu, wnuku Pana Młodego. Przezacna to książka! Moje Bronowice, mój Kraków to nie tylko kolejne cenne cracoviana czy pełne szlachetnej prostoty wspomnienia przybierające momentami charakter wypominek stworzonych w stylu Joanny Siedleckiej (to nie zarzut, wręcz przeciwnie!). Są to wypominki nawet znacznie wiarygodniejsze, bo z pierwszego, pierwotnego źródła! Jednak mamy przede wszystkim do czynienia, choć zabrzmi to być może zbyt patetycznie, z niezwykłym świadectwem pamiętnikarskim nasyconym najpiękniejszymi wartościami, m.in. miłością do ojczyzny oraz polskiej literatury. Książka Marii z Trąbków Rydlowej do tego stopnia mnie poruszyła, że sięgnęłam po dawną moją lekturę obowiązkową zarówno w liceum, jak i na studiach. Ponownie przeczytałam Wesele!

Autorka spisała swoje wspomnienia na poddaszu Rydlówki, którą opiekuje się od prawie dwudziestu lat. Wraca do dzieciństwa spędzonego w przedwojennych Bronowicach Małych, opowiada o swojej wczesnej młodości, która przypadła na złowrogi czas drugiej wojny światowej, wskrzesza atmosferę, w jakiej narodził się dramat Wesele, portretuje dwie niezwykłe kobiety, które doskonale znała osobiście, a które upamiętnił w swoim dziele Wyspiański, czyli Józefę Singer (Rachelę) i Anne Rydlównę (Haneczkę). Razem z nastoletnią Marią Trabkową bywamy w słynnym  bronowickim dworku w czasie okupacji. Poznajemy obyczaje ludu bronowickiego. Przemierzamy także Kraków okresu stalinizmu i późniejszych lat, nie tak znowu odległych... Nostalgiczne obrazy z przeszłości swojej i ludzi, których los postawił p. Marii na drodze, okraszone są uroczymi anegdotami o rodzinach Tetmajerów i Rydlów, np. ta o solniczce należącej do karczmarza, którą miał ponoć, ku jego oburzeniu,  zabrać ze sobą marszałek Foch goszczący u Tetmajerów po wojnie polsko-bolszewickiej. Nie będę historyjek przytaczać, aby nie odbierać wam przyjemności lektury. Niektóre z nich opowiadałam koleżance w pracy. Z racji wykonywanego przeze mnie zawodu smaczkiem były opowieści związane z redagowaniem tekstów czy książek. Maria Rydlowa przez wiele lat wykonywała bowiem ten sam zawód, co ja, więc śmiem stwierdzić, że nić porozumienia z pewnością między nami by się zawiązała. Zna wszystkie blaski i cienie tego fachu. Gdy pracowała jako korektorka w "Dzienniku Polskim", jedna literówka kosztowała ją utratę pracy (ale nie do końca z jej winy). Na szczęście tylko na tym się skończyło, biorąc pod uwagę, że było to  w najgorszym okresie terroru komunistycznego, gdyż wiadome organy mogły uznać ów błąd językowy za polityczny. Zamiast "Niech żyje pokój między narodami", wydrukowano "Nie żyje pokój między narodami". Później jako redaktorka pracowała w Wydawnictwie Literackim i wspomina, jak po pracy koleżanki i koledzy nie rozchodzili się pośpiesznie do domów, tylko zostawali jakiś czas, by pobawić się w chowanego. O tempora, o mores!

 Niezmiernie ciekawe historie przywołuje z pamięci wdowa po wnuku młodopolskiego poety i dramatopisarza Jacka Rydla. Poruszające są choćby fragmenty o służbie w Armii Krajowej. Skrupulatnie zaznaczałam wszystkie adresy krakowskie podane przez autorkę i mam zamiar stworzyć swoistą mapę Krakowa z okresu wojennego i powojennego. Książka może posłużyć jako doskonały przewodnik po Bronowicach, gdy zechcemy wybrać się do tej dawnej podkrakowskiej wsi, dziś części Krakowa, ale dla Marii Rydlowej, jak napisała, Bronowice Małe są nadal i na zawsze pozostaną wsią. Z dawnego uroku, jak ubolewa, niewiele pozostało (władze Krakowa walnie się do tego przyczyniły - o tym w książce nie ma mowy, ale nutka żalu przebija z kart książki i z wywiadów, które udzieliła, wiem, że tak uważa) do tego stopnia, że gdy syn Żyda karczmarza, Michał Borwicz, przyjechał po wielu latach pobytu we Francji odwiedzić "kraj lat dziecinnych",  przeżył wstrząs

Abstrahując od tego, chcę podkreślić, że Moje Bronowice, mój Kraków to cudna książka! Nie tylko każdy polonista powinien ją mieć w bibliotece domowej i polecać ją uczniom przy omawianiu Wesela, chyba że dramatu nie ma już na liście lektur szkolnych... Nie tylko każdy wielbiciel cracovianów, ale po prostu każdy Polak powinien ją przeczytać! Amen!

17 listopada 2013

"Nocna Ojczyzna" Kazimierza Wierzyńskiego


Nocna Ojczyzna

Jest jeszcze miłość,
Raniona miłość
Samotna, gorzka,
Której nic nie odstraszy:
Dla "śmiesznej nędzy polskiej”,
Dla sensu nad klęską
Wszystkiemu na przekór
Budować co można,
Co zbudowane
To nasze.


Miłość karalna,
Młodość raniona,
Trud by dorównać
Niepodzielności sumienia:
Wszystkiemu na przekór
Idzie milczący
Ale go słychać,
Świadomy siebie
Krok pokolenia.


Z lądu na morze
Białe okręty
Spychają w życie
Nieznani,
Zamknięci w sobie
Ludzie bezsłowni:
W mieście uśpionym
Świeci im w pustce
Nocna ojczyzna,
Lampa w pracowni.


Tam przemijały
Złe, nadliczbowe
godziny rozpaczy,
Zmory pamięci,
I stamtąd płyną
Rozchybotane
Ale je widać
Maszty nadziei
Na każdym okręcie.


To jest ta miłość,
Miłość raniona
Co przeliczyła
całe bogactwo
Odbudowane
rana po ranie:
Wierność sumienia,
Sens ponad klęską,
Tego nie wezmą,
To było nasze
Jest i zostanie.


 Nocna Ojczyzna pochodzi z antykomunistycznego tomiku Czarny Polonez, wydanego w 1968 roku przez paryski “Instytut Literacki” i jest dzisiaj wierszem całkowicie zapomnianym, nieuwzględnianym w antologiach ani lekturach szkolnych. To unikatowe wydanie kosztuje około 90 zł na Allegro. Niesamowite, że żaden wydawca w wolnej Polsce nie wznowił tego tomiku!!!



 Film Errata do biografii przypomina emigracyjną biografię pisarza, w którym wypowiadają się: Anna Nasiłowska (IBL) i syn pisarza, Maciej Wierzyński (USA) oraz Sławomir Cenckiewicz, Nina Polan (USA). Realizatorzy filmu odwiedzili również Saq Harbour - małą osadę rybacką na północnym wybrzeżu wyspy Long Island. Zachęcam do obejrzenia.


 
Piękną pieśń autorowi Wiosny i wina poświęcił bard Jacek Kaczmarski:

Kielich pór roku zgłębiając wielekroć
Dotrzesz do Stanów Zjednoczonych Duszy
Kiedy sprzeczności się ze sobą zetkną
Jedno pragnienie nieodmiennie suszy:
Zgubić za sobą ból gorycz i żal
W ostatnim skoku w nieskończoną dal.


Unieść się ponad spiekotę epoki
Śmignąć ścianom dymów z jednego odbicia
Przeskoczyć wieczność w jednym mgnieniu oka
I pobić rekord świata w długości przeżycia
Opaść w zaświecie jak świetlisty szal
W ostatnim skoku w nieskończoną dal


Zaświat wygląda jak przedświat dziecięcy:
Jeśli wojna to tylko – z błękitem – zieleni
Popłoch – jedynie słonecznych zajęcy
Jeśli stronnictw rozgrywki – to stronnictw strumieni
Jeśli ofiara – to z wiatru i fal
W ostatnim skoku w nieskończoną dal


A w samym środku jest muzeum grozy
Czarnych polonezów strojów i ustrojów
Poustawianych w nierozumne pozy
Jak płomieni języki zastygłe w podboju
I nikt nie pojmie szeptu ciemnych sal
W ostatnim skoku w nieskończoną dal


Zaświat to przecież – Kresy naszych marzeń
- Rajów utraconych w dzieciństwie rubieże
Gdzie z kapeluszem w ręku mówią Twarze
- Miło Pana ujrzeć Panie Kazimierzu!
Gdzie uroczyście trwa największa z gal
W ostatnim skoku w nieskończoną dal…






7 listopada 2013

"Każdy Polak ma życiorys obejmujący ponad tysiąc lat"

 To, co dobre, żyje, trwa, odnawia się bez słów. Co szare, otoczone obawą, unika ciszy i wpada w słowotok.

Jan Polkowski, Ślady krwi, Wydawnictwo M, Kraków 2013, s. 353.


 Z dużym dystansem podchodziłam i podchodzę do polskich powieści współczesnych, pisanych dziś przede wszystkim przez publicystów, na dodatek entuzjastycznie recenzowanych przez kolegów publicystów, a nie wybitnych krytyków literackich. Jednak gdy dowiedziałam się, że to poeta ma zadebiutować w roli prozaika, bardzo się ucieszyłam. Przed przystąpieniem do lektury Śladów krwi Jana Polkowskiego żywiłam przekonanie, że powieść mi się spodoba. I nie zawiodłam się.

Wreszcie doczekałam się genialnego utworu epickiego, który daje obraz nie tylko Polski po ‘89 roku, lecz także całej dwudziestowiecznej skomplikowanej, poplątanej historii naszej ojczyzny.  Co więcej, powieść niesie pogłębiony psychologicznie i obyczajowo obraz współczesności. Jest to ujęcie fragmentami przeciągnięte w stronę udziwnienia, czyli karykatury (w portretowaniu nie tylko głównego bohatera), ironii i surrealizmu (np. opisy wiecu partyjnego, wizyty w urzędzie lub pracy w korporacji to majstersztyk!). W powieści mieszają się ze sobą realizm i nadrealizm, fikcja z prawdami życiowymi, kryminalne wątki z psychologiczno-obyczajowymi oraz rozważania historiozoficzne z egzystencjalnymi. Nie ma się co jednak bać, bo Polkowski zachowuje umiar we wszystkich tych warstwach czy poziomach. Nie zanudza i nie zamęcza. Przynajmniej ja tak to odbieram.

Powieść ukazuje czteropokoleniowe doświadczenia polskiej rodziny przez pryzmat losów głównego bohatera Henryka Harsynowicza - emigranta mieszkającego w Kanadzie, wiodącego nudny żywot człowieka pozbawionego złudzeń i marzeń, czytającego po kilka razy te same książki, unikającego ludzi, samotnego, gdyż żona go opuściła, a syn i córka nie chcą mieć z nim nic wspólnego. Po trzydziestu latach pobytu na emigracji powraca do Polski, na zaproszenie warszawskiej kancelarii prawnej, a więc właściwie nie z własnej woli, ale by załatwić sprawy rodzinne. Owe sprawy zaczynają się przeciągać i niespodziewanie dla bohatera nabierać niebezpiecznych kształtów. W pewnym momencie zostaje niejako zmuszony do szukania śladów swojej rodziny, do odkrywania swoich korzeni. Owe ślady często ociekają  tytułową krwią, gdyż dowiaduje się, jak bardzo dramatyczne były losy jego przodków. Poznaje głęboko skrywane tajemnice rodzinne, w tym tę najważniejszą, bo o swoim pochodzeniu. Do czego go ta wiedza doprowadzi? Można się tylko domyślać, gdyż Henryk znika w dziwnych, niewyjaśnionych okolicznościach.

Ślady krwi to proza najwyższych lotów. Lektura powieści wymaga od czytelnika dużego wysiłku intelektualnego. Jej kompozycja wzbudza prawdziwy podziw. Akcja rozgrywa się w czterech planach czasowych. Pisarz zastosował retrospekcję, co nie jest nowatorskim posunięciem, ale z pewnością wymaga od autora niemałych umiejętności warsztatowych. Wielowątkowość sprawiała, że miałam i nadal mam kłopot z uporządkowaniem w wyobraźni kolei losu głównego bohatera i jego przodków. Mam ochotę ponownie ją przeczytać z tego względu, ale przede wszystkim dla samej przyjemności rozsmakowywania się warstwą językową tej powieści. Pewnie pomyślicie, że przesadzam, ale uważam, że powieść Polkowskiego jest doskonałym przykładem prozy artystycznej ukazującej piękno polszczyzny. Język autora cechuje się humorem, groteską i liryzmem. Nie brakuje dowcipów językowych. Choć muszę przyznać, że zdarzają się mu dłużyzny w przedstawianiu pewnych postaci czy wydarzeń.

Powieść ma charakter dyskursywny, wielogłosowy. W losach postaci literackich wykreowanych przez Polkowskiego można zobaczyć „odpryski” biografii prawdziwych ofiar i sprawców, zdrajców i  bohaterów, a więc Polaków, którzy chlubnie lub niechlubnie zapisali  się w rodzimej historii. Utwór Polkowskiego stwarza szansę na zanurzenie się w najnowszych dziejach Polski, na dyskusję, zastanowienie się nad  kondycją narodu, nad uwikłaniem człowieka w tryby Historii. Nie mamy jednak do czynienia z typowym narzekaniem na polski los naznaczony martyrologią, ale refleksją o jego absurdalności i o tym, do jakiego stopnia dziejowe wypadki mogą determinować egzystencję każdego człowieka. Powieść porusza też problem amputacji pamięci i skutki tej operacji, ukazuje konsekwencje ukrywania prawdy, tego, jak bardzo niszczycielską moc ma kłamstwo, które dziurawi życie zarówno jednostki, jak i narodu. Bohater powieści usłyszy od stryjenki: Są tacy, co mówią: pamiętać, ale wybaczyć. Kłamią. Chcą amnestii i amnezji, a w zamian wyciągąją rękę po napiwek.





Jan Polkowski (rocznik ‘53) - pisarz, wydawca i redaktor. Mieszka w Krakowie. Przed 1989 rokiem redagował i wydawał w podziemiu  książki i czasopisma, po 1989 roku  m.in. wydawca i redaktor naczelny dziennika „Czas Krakowski”. Z powodu działalności w antykomunistycznej opozycji internowany 13 grudnia 1981 roku. W  2008 roku został odznaczony przez Prezydenta RP Krzyżem Kawalerskim Odrodzenia Polski. Laureat Nagrody imienia Kościelskich, Andrzeja Kijowskiego i K.I. Gałczyńskiego za twórczość poetycką. 

31 października 2013

"Niezwykłe dni pełne wiernej pamięci"

Cmentarz na Rossie. Wszystkie zdjęcia mojego autorstwa. Wilno 2009


Jak zwykle, ku refleksji na 1 i 2 listopada, zacytuję, jedną z moich ulubionych pisarek Barbarę Wachowicz:


1 i 2 listopada - niezwykłe dni pełne wiernej pamięci. 1 listopada - dzień Wszystkich Świętych! To więź zbawionych w niebiosach z nami żyjącymi na ziemi. Pochodzą ze wszystkich ras, narodów, wszystkich epok i stanów. Są wśród nich mędrcy i władcy, pastuszkowie i rycerze. Zofia Kossak-Szczucka w swoim "Roku Polskim" napisała: 

"Gdziekolwiek rośnie wiecznie zieleniejące drzewo wiary, rodzą się święci. Kościół przechowuje ich imiona niby perły i wyjmuje je ze skarbca, by wstawić w złoto ołtarzy. W dniu 1 listopada oddajemy im cześć, wielbiąc wszystkich świętych. Święci są opiekunami i orędownikami kraju, miłują swoje strony i swych rodaków. Ich zasługi, wstawiennictwo świętych tworzy baldachim opiekuńczy rozpostarty nad ziemią ojczystą".


Wilno 2009. Mały cmentarzyk wojskowy na Rossie. Spoczywają tu żołnierze polscy polegli w walkach o Wilno w latach 1919, 1920, 1939, 1944.

W dniu Wszystkich Świętych Kościół pochyla się z pamięcią nad duszami tryumfującymi w niebiesiech. Dzień Zaduszny poświęcamy duszom cierpiącym. Wszystkim im ofiarowujemy wspomnienia i modlitwy. Tradycje obchodów tych dni są tak sędziwe jak sama ludzkość. Już w Starym Testamencie czytamy, że sporządzano spisy zmarłych, aby się za nich modlić. Święty Odylon, opat z Cluny, już w roku 998 ustalił, że 1 listopada we wszystkich klasztorach benedyktyńskich będzie trwał Dzień Zaduszny. [...] We wstrząsającym testamencie, jaki zostawił nam członek ostatniego Rządu Narodowego Powstania Styczniowego, zanim zginął u boku Romualda Traugutta na Cytadeli, są słowa: 

"Umarli nie wołani nie przychodzą, trzeba ich kochać i obcować z nimi - a wtedy Oni wiele powiedzą!". 

W dniu Wszystkich Świętych słuchamy tego, co do nas mówią, słuchamy owego "szeptu Ojczyzny" - jak napisał Żeromski.  W te dni wspominamy tych, na których mogiłach pomodlić się nie możemy, bo ich nie ma! [...]


Barbara Wachowicz

Cały piękny esej pisarki można przeczytać TUTAJ

Wilno 2009. Grób przykryty płytą z czarnego wołyńskiego granitu - spoczywa tu serce Marszałka Józefa Piłsudskiego u stóp trumny ze szczątkami jego matki Marii z Billewiczów Piłsudskiej.

Wilno 2009. Rossa jest największym ze starych cmentarzy w Wilnie, mocno związanym z polską historią. Teren ten położony jest ok. 1 km na południe od Ostrej Bramy. Był miejscem pochówków już w XV w., należąc do cerkwi Św. Jura. Właściwa nekropolia, obejmująca powierzchnię 3,5 ha, została założona w 1769 r. z inicjatywy burmistrza Wilna Bazylego Müllera, jako cmentarz parafii Św. Józefa i Nikodema.

Wilno 2009. Adam Piłsudski - brat marszałka, senator Rzeczypospolitej, wiceprezydent miasta Wilna.

Wilno 2009. Zmarły w 1862 roku Władysław Syrokomla piszący wiersze w stylu bliskim poezji ludowej.
 Nazywał siebie "lirnikiem wioskowym".

Wilno 2009. Maria z Koplewskich Piłsudska - pierwsza żona marszałka, córka znanego w Wilnie lekarza, socjalistka, konspiratorka, została żoną J. Piłsudskiego po siedmiu latach przyjaźni.

Wilno 2009. Liczne groby zasłużonych podniosły Rossę do rangi panteonu narodowego. Cmentarz posiada olbrzymie walory krajobrazowe i przyrodnicze, wynikające z położenia wśród wysokich wzgórz morenowych otaczających miasto.  Najstarszą część Starej Rossy tworzy Dolina Południowa, w której znajdują się groby z początku XIX wieku.

Wilno 2009. Ze wzgórz starego cmentarza można podziwiać m.in. starówkę wileńską. Zwiedzający go w 1915 r. Lucjan Rydel tak napisał: Cmentarz jest rozległy i dziwnie piękny. Samo jego położenie niezwykłe: rozkłada się on tarasowato na stoku dość pochyłego pagórka. Osobny urok nadają mu rozłożyste stare drzewa, rosnące gęsto i nieregularnie, jak w lesie. Między nimi wiją się swobodnie, wspinają w górę i schodzą w dół ścieżki, snujące się kręto wśród mogił. Tak przynajmniej wygląda najstarsza, najrozleglejsza, trochę dzika i właśnie dlatego najpiękniejsza część tego leśnego cmentarz.