20 grudnia 2015

Galeria sarmackich typów



Powrót posła. Komedię we 3 aktach Juliana Ursyna Niemcewicza zamyka przesłanie, adresowane do szlachty, które wypowiada Podkomorzy, obdarzający swoich włościan wolnością:

Cnotliwie wszyscy w zgodzie i jedności żyli
I na szczęście ojczyzny i dzieci patrzyli.


Wszystkich bohaterów czternastu wspaniałych mikropowieści Joanny Puchalskiej łączy to, że „na szczęście ojczyzny i dzieci patrzyli”, że byli niestrudzonymi strażnikami rodzimej tradycji i swoich ukochanych kresowych krain dzieciństwa. Sportretowani przez autorkę Sarmaci to oryginałowie, sobiepankowie, facecjoniści i dziwacy, ale o gorącym sercu miłującym ojczyznę i namiętnie ceniącym wolność. Każdy z nich wiódł życie półromantyczne i półpozytywistyczne, choć bywało, że momentami niezbyt cnotliwie, po prostu sarmackie.

Urokiem gawędy i miłością do Nowogródczyzny, Wileńszczyzny, Polesia i innych „zatopionych kresowych Atlantyd” tchną opowieści Joanny Puchalskiej. To próba odtworzenia autentycznej szlachecko-sarmackiej mentalności i obyczajowości, które przetrwały zresztą do czasów międzywojennych, gdyż wtedy nie zatarły się jeszcze dawne poczciwe obyczaje i ideały. Otrzymujemy zbiór barwnych i świdrujących duszę opowieści. Nie pozostaniemy obojętni na przykład wobec niezwykłej historii o niewidomym „Antku Muzykancie” z Worończy, który w 1943 roku w wyniku okrutnego morderstwa stracił całą swoją rodzinę w „imię sowieckiej sprawiedliwości dziejowej”. Ostatni z rodu Czarnowskich (właścicieli najpiękniejszego dworu Nowogródczyzny) znalazł schronienie u mieszkającej w Rowinach wdowy. Kochająca śpiew kobieta przygarnęła go pod swój wiejski, skromny dach. Wacławę Iwańczyk i Antoniego Czarnowskiego połączyła miłość do muzyki i… do siebie nawzajem.


Autorka z powabem przedstawia, przeplatając anegdotami, dzieje ośrodków wysokiej kultury, czyli dworów oraz żyjących w nich przez pokolenia zacnych i zasłużonych dla polskiej niepodległości i kultury rodzin, na przykład Sierakowskich, Woyniłłowiczów, Bułhaków, Zaleskich, Meysztowiczów. Zaczyna jednak od sportretowania… hałaburdy, czyli najsłynniejszego szulera doby oświecenia, Michała Walickiego, którego dla potomnych uwiecznił Henryk Rzewuski. Urodzony na Mińszczyźnie „prosty szlachetka” zasiadał do kart z możnymi tamtego świata, którzy bardzo go lubili. Podobno sama Maria Antonina darzyła go wyjątkowym zaufaniem, gdyż był to człowiek pełen galanterii, zawsze opanowany i uprzejmy. Nie przejawiał skłonności do swarów i chętnie udzielał kredytów. Puchalska szczegółowo i malowniczo opisuje jego drogę od pucybuta do milionera, a przy okazji legendę le saphir merveilleux należącego do „polskiego szulera wszech czasów”. Jak przekonuje autorka, jego biografia, pełna wątków karciano-awanturniczych, ale i filantropijnych i patriotycznych, może stanowić kanwę do filmowego przeboju.

Następnie przenosimy się do krainy zajazdów, a więc mickiewiczowskich z ducha opowieści o procesach, wzajemnych zajeżdżeniach i najeżdżeniach, które urozmaicały spokojne życie niewielkiego obszaru Nowogródczyzny. Jak wiadomo, twórca Pana Tadeusza miał okazję zetknąć się ze sprawami dotyczącymi naruszenia czyjejś własności dzięki pracy swojego dziadka, który był ekonomem, a także ojca - prawnika. Poznajemy różne „odkazanki y pochwałki” na przykładzie dawnych właścicieli Czombrowa, dworu należącego do chrzestnej matki wieszcza, Anieli Uzłowskiej. Na podstawie zachowanych dokumentów sądowych autorka rekonstruuje graniczne procesy i wojenki dziedzica Józefa Uzłowskiego z sąsiadami. Przyznam się szczerze, że ten rozdział bardzo mnie znudził, gdyż owe zawiłości prawno-sądowe do mnie nie przemawiają i gdy czytam epos Mickiewicza także podobne fragmenty pomijałam i pomijam nadal. Nic na to nie poradzę.

Jak to w życiu, tak w tych biograficznych nowelach bywa czasami komicznie, czasami wzruszająco. Poznajemy bliżej kapturnika, na którym Mickiewicz wzorował księdza Robaka. Prawdziwy bernardyn nazywał się Fabian Ignacy Bułhak i z racji najpierw żołnierskiej, a potem zakonno-politycznej działalności cieszył się dużą sympatią mieszkańców Nowogródczyzny. Po tej ziemi wędrował, nie tylko zbierając datki od hojnych dziedziców, lecz także niosąc dobre słowo, godząc skłóconych ludzi, jednając zwaśnionych małżonków i zapobiegając pojedynkom. Był swoistym łącznikiem  różnych miniświatów w staropolskim mikrokosmosie Wielkiego Księstwa Litewskiego. O wielokulturowości Księstwa świadczy kolejna przypomniana przez Joannę Puchalską postać mogąca być symbolem spolonizowanych Tatarów, którzy wiernie trwali przy swojej przybranej ojczyźnie. Chodzi mianowicie o gen. Józefa Bielaka, który walczył między innymi w powstaniu kościuszkowskim. W cechach tego tatarskiego żołnierza nieraz ujawniała się sarmacka fantazja. W kolejnej opowieści zwiedzamy dworek w Borejkowszczyźnie, którym zarządzał zapomniany dziś nieco poeta Władysław Syrokomla. Co ciekawe, ten „wiejski lirnik”, jak go nazwano, był wielkim przyjacielem litewskich włościan. Litwini go kochali i podziwiali.


Niejako w cieniu opisanych Sarmatów znajdują się dzielne kobiety - ich babcie, matki, żony, kochanki, siostry… One także ofiarnie tworzyły dziedzictwo kulturowe Kresów. Z założenia tematycznego i kompozycyjnego w książce Puchalskiej  znajdują się one na drugim planie, ale ich rola w podtrzymywaniu polskości w należących od pokoleń do ich rodzin dużych majątkach ziemskich była równorzędna. Pracowały tak samo ciężko i ofiarnie jak mężczyźni. Żeby przychylić nieba swoim mężom, były gotowe do najwyższych poświęceń, nawet porzucenia spokojnego życia i podążenia aż na Syberię, jak to uczyniła żona konarszczyka, Tomasza Bułhaka, którego Teresa poślubiła… w wileńskim więzieniu.



Pulsujące dawnym życiem opowieści biograficzne wzbogacają liczne fotografie, które cudem przetrwały częstokroć zagładę ich pierwszych właścicieli. A skoro o fotografiach mowa, trzeba wspomnieć, że miłośnicy dorobku Jana Bułhaka, mistrza obiektywu i kronikarza życia ziemiańskiego, znajdą w tej książce również charakterystykę jego ukochanej ziemi, czyli - jak sam wspominał w Kraju lat dziecinnych - „stron Mickiewiczowskich, najpiękniejszego zakątku kraju. Tuhanowicze, Nowogródek, Świteź - nie były dla mnie tylko głuchymi terminami geografii poetyckiej, lecz żywą codzienną rzeczywistością”.  Joanna Puchalska na podstawie pamiętników i innych źrodeł ukazuje nam geografię serdeczną tego wybitnego fotografa kresowego. Podążamy śladami jego dziecinnych wypraw, zachwytów i przygód, dowiadujemy się, jak kształtowała się jego artystyczna wrażliwość na urodę Nowogródczyzny oraz tego wszystkiego, co jest jasne, piękne i doskonałe.

Miłośnicy mocnych wrażeń znajdą w tej książce krążące do dziś wśród potomków zaprezentowanych rodów rozmaite  legendy i opowieści o duchach, seansach spirytystycznych lub dziedziczce, która modlitwą poskramiała burze. Szczególnie interesująco i nawet przekonująco, a więc groźnie, brzmi historia opowiadana w rodzinie Zalewskich o Krzysztopolu, gdzie odwiedzających dom Fitinghofów straszy duch zamurowanego w piwnicy po powstaniu listopadowym młodego Puzyny, który dopuścił się jakiejś nieprawości i sąd rodzinny skazał go na okrutną karę, gdyż śmierć głodową…. A miłośników anegdot też ucieszy wiele historyjek wplecionych przez autorkę w dzieje kresowych rodów. Nie sposób wspomnieć o wielu innych ciekawostkach i zmitologizowanych nieco historiach rodzinnych. Jak powiedział prof. Stanisław Nicieja,

w opowieściach, jakie przetrwały w polskich rodzinach, jest mnóstwo prawdy o Kresach i trochę mitów, ale nie należy ich burzyć.

A dlaczego? Bo:

Mity o Kresach są jak kobieta po wizycie u fryzjera: troszkę oszukana, dużo piękniejsza, ale nadal jest sobą.

 

Galerię kresowych Sarmatów zamyka sylwetka charyzmatycznego kapłana, kapelana jedenastu nowogródzkich sióstr męczenniczek, zamordowanych przez Niemców w czasie drugiej wojny światowej, księdza Aleksandra Zienkiewicza, któremu Boża opatrzność, jak wspominał, wielokrotnie ratowała życie dzięki ich wstawiennictwu.

Joanna Puchalska zaprasza na wspaniałą wyprawę do krainy, która po stracie tych ziem przez Polskę w wyniku zawieruch wojennych pogrążyła się w odmętach niepamięci. Autorka wydobywa z zapomnienia wiele fascynujących wydarzeń, zdumiewających biografii znanych i nieznanych Polaków, Tatarów, mieszkańców Wielkiego Księstwa Litewskiego i ziem porozbiorowych, a także wygasłych już w świadomości obecnych pokoleń legend i mitów. Historię utraconych Kresów opowiedziała autorka życiorysami ich mieszkańców - sarmackich typów - pełnymi sukcesów, porażek, dramatów, a czasem skandali.


11 listopada 2015

"Nie dosyć jest mieć wolną Polskę: trzeba ją mieć szlachetną, prawą, trwałą". Cytat na święto niepodległości



Oto jestem przed frontem jakoby - kończył przypomniawszy wiekopomny czyn Konstytucji Trzeciego Maja. - Przed frontem walczącym. Bo i Kościół na ziemi walczącym jest, i każdy człowiek na walkę tu jest wybrany i posłany. Oto nas Bóg wrócił cudem na Ojczyzny łono. Oddajmy bohaterom poległym w długich walkach o wolność, w strasznych bojach ostatnich - cześć. Przyłożyli oni pieczęć czerwoną swej krwi serdecznej na dokumencie historii Narodu. Naród, co sobie na to imię zasłużył, to gmach potężny, gdzie każdy z nas powinien być ziarnkiem piasku, odrobiną wapna, cegiełką, głazem, czym kogo stać, do pospólnej budowy. Zaczynają się dzieje od legendy, od smoczej jamy, od Krakusa i Wandy, od Piasta kołodzieja - nad kamieniem tym węgielnym stają relikwie patronów, królewskie groby, bohaterów pomniki, mędrce i rajcy wielcy, wieszcze i ofiarnicy. Od Krakusa do Kościuszki imię im Legion - oto Naród. Po latach niewoli wrócił nam Bóg cudem Polskę. Stoimy na progu nowej ery naszej historii do troistej walki: z dwoma sąsiadami wszyscy i ze sobą każdy. Odziedziczyliśmy przodków cnoty i grzechy - niewola zaszczepiła nam nowe. Wraże były prawa i rządy, więc nie było grzechem ich nie szanować. Bracia, teraz nastaje polskie prawo i rząd, i grzechem się stanie niekarność i bunt, i oszustwo, i kłamstwo. Za gardło te grzechy brać pod stopy ciskać, bić - kto w Boga wierzy. Nie dosyć jest mieć wolną Polskę: trzeba ją mieć szlachetną, prawą, trwałą. Teraz stanie jeden do obrony granic, drugi do warsztatu, trzeci do urzędu, inny do roli, inni do nauczania, inni do sądzenia.

    Każdy we własnym już kraju, na własnym obowiązku. Przemówił wam to przykazanie Jagielloński dzwon. Honor ojczyzny każdego honor. Polska w naszych duszach niech żyje, niech kwitnie, niech owocuje cnotą! A byśmy w tym boju i pracy moc mieli, i wytrwanie, i zwycięstwo, dopomóż nam Bóg i Korony naszej Królowa.

    Z chóru srebrem zadzwonił głos kobiecy: „Nie rzucim ziemi, skąd nasz ród…” A kościół zahuczał spiżem wojackich męskich piersi: „Nie damy pogrześć mowy. Polski my naród, polski lud, Królewski szczep piastowy.”

10 listopada 2015

Czyj ty jesteś? – odpowiadał – „Trapszy” i gwizdał pierwsze takty mazurka „Jeszcze Polska nie zginęła”. Opowieści o Mieczysławie Ćwiklińskiej

Zdjęcia, która dziś zamieszczam, pochodzą z kolekcji zdjęć zbieranych przez Jana Janotę. O historii kolekcji można przeczytać w specjalnej zakładce zamieszczonej na blogu.



Cytuję za stroną Instytutu Pamięci Narodowej:


Mieczysława Ćwiklińska z domu Trapszo (1879-1972), wybitna aktorka i śpiewaczka zapamiętała z rodzinnego domu trzymanego w klatce kosa, którego jej rodzice uczyli śpiewać. – Kos, jak przystało na stworzenie wyedukowane w naszej rodzinie, miał silne poczucie przynależności do „klanu Trapszów”, był muzykalny i chętnie demonstrował uczucia patriotyczne. Na pytanie: – Czyj ty jesteś? – odpowiadał – „Trapszy” i gwizdał pierwsze takty mazurka „Jeszcze Polska nie zginęła”.



W wywiadzie-rzece Rozmowy z Panią Miecią Ćwiklińska wspominała jak podczas I wojny światowej brała udział w akcji pomocy ofiarom wojny i występowała na koncertach w Paryżu. Raz zamiast „Z dymem pożarów” zaśpiewała „Mazurka Dąbrowskiego”. 

W najśmielszych marzeniach nie przypuszczałam, że wywołam swoim śpiewem tak gorącą manifestację publiczności na rzecz Polski. Trudno opowiedzieć, jak owacyjnie mnie przyjęto; starzy emigranci całowali mnie po rękach, płakali ze wzruszenia. Musiałam bisować hymn, co chyba rzadko się zdarzało – mówiła po kilkudziesięciu latach.






Właśnie skończyłam czytać świetną i wzruszającą (naprawdę!) książkę biograficzną Ryszarda Wolańskiego o Aleksandrze Żabczyńskim (o której postaram się wkrótce więcej napisać). Na jej stronicach przewija się oczywiście postać Mieczysławy Ćwiklińskiej, nie wspominając już o innych aktorkach i aktorach.

Ćwiklińska zagrała z Żabczyńskim w filmie Panienka z poste restante (premiera 31.10.1935), do którego zdjęcia plenerowe kręcono na południu Europy. Ich artystyczne drogi wielokrotnie się przeplatały. Rok później odbyła się premiera bijącej przed wojną rekordy popularności komedii muzycznej pt. Jadzia, w której Ćwiklińska zagrała prezesową Okszę, a Żabczyński syna prezesowej. Kolejne występy  tych aktorów (oczywiście nie jako pary) podziwiała publiczność w filmach Pani minister tańczy, Dyplomatyczna żona oraz Biały murzyn. Do tego ostatniego filmu scenariusz napisał Tadeusz Dołęga-Mostowicz na podstawie powieści Michała Bałuckiego. W 1940 roku odbyła się premiera Złotej maski, tym razem według powieści Dołęgi-Mostowicza. Zatem w okresie przedwojennym i wojennym zagrali razem w sześciu filmach.

Po zakończeniu wojny spotkali się na deskach Teatru Kameralnego. W lutym 1954 roku odbyła się premiera Molierowskiego Mizantropa, na którą przybyły tłumy. Ćwiklińska zagrała kuzynkę Celimeny, a Żaba - Orontę. To była jednak klapa. Niektórzy aktorzy mieli złe recenzje, w tym i Żaba. A Gogolewski wspominał po latach:

Recenzje miałem fatalne, a Jan Kott napisał o Glińskim i o mnie, że wyglądaliśmy na poprzebieranych urzędników magistrackich (cytuję za książką Wolańskiego, s.  423).

Ciekawe, czy któryś z krytyków zwrócił uwagę na rolę Ćwiklińskiej.


Kolejne spotkanie na deskach teatralnych miało miejsce w 1955 roku w przedstawieniu Miesiąc na wsi, sztuki napisanej przez Ivana Turgieniewa.  Ćwiklińska w roli Anny Siemionownej, a Żaba - przyjaciela domu, Rakitina. Prasowa premiera tej sztuki, jak pisze Wolański, wiązała się pewnymi zakulisowymi dramatami, których doświadczyli właśnie Ćwiklińska i Żabczyński. Oddajmy głos Wolańskiemu:

Ćwiklińska, wracając do domu po próbie, usiłowała w ostatniej chwili wsiąść do tramwaju. Ledwie zdążyła postawić jedną nogę na stopniu, gdy wagon niespodziewanie ruszył. Natychmiast z pomocą pospieszył pewien młodzian. Wyskoczył z tramwaju, chwycił ją mocno pod ramię i "postawił" na przystanku. "Ale też z tego stąpnięcia - wspominała Ćwiklińska w książce Marii Bojarskiej - coś mi się w nogę zrobiło, że nie mogłam iść, ledwie też dokuśtykałam do domu".

Ćwiklińskiej udało się powiązać chwilową niedyspozycję z rolą, gdyż stale narzekała na nogi. Żabczyńskiego los dotknął mocniej. O jego kłopotach wiadomo też z jej pamiętnika. Dopadł go atak wątroby. Gorączka, penicylina, lekka żółtaczka. Nie obeszło się bez pomocy lekarza. A dublerów nie było (s. 437).




4 listopada 2015

Joanna Siedlecka rozwikłała zagadkę śmierci córki Władysława Broniewskiego

Jeszcze w tym roku ma się ukazać nowa książka Joanny Siedleckiej! Jak zapowiada wydawca,

autorka przedstawia dramatyczne losy pisarzy rangi Gombrowicza, Broniewskiego i innych, którym machina totalitarnego państwa zrujnowała nie tylko kariery, ale przede wszystkim życie osobiste i prywatne. Zniszczyła zdrowie, rozbiła rodziny, wdarła się głęboko w cztery ściany ich domów, które nie były przystanią, ale nafaszerowaną podsłuchami pułapką.


Joanna Siedlecka to autorka wielu głośnych, wznawianych biografii polskich pisarzy, m.in. „Jaśnie panicza” o Witoldzie Gombrowiczu, „Mahatmy Witkaca” o Stanisławie Ignacym Witkiewiczu czy „Pana od poezji” o Zbigniewie Herbercie. W swoich ostatnich książkach „Obława. Losy pisarzy represjonowanych” i „Kryptonim »Liryka«. Bezpieka wobec literatów” zajrzała za kulisy życia literackiego w PRL-u, zapuszczając się w rewiry wstydliwie dotychczas omijane
 

Jednak już teraz, nie czekając na ukazanie się książki, możemy się dowiedzieć, jak naprawdę wyglądało życie "córki-bzdurki" Władysława Broniewskiego, Anki, samego poety oraz jego pierwszej żony Janiny - wojującej komunistki. Bardzo smutna i wstrząsająca historia na temat okoliczności śmierci córki... Więcej w najnowszym wydaniu tygodnika "DO RZECZY", w którym znajdziemy duże fragmenty książki Joanny Siedleckiej.


Dorys, Benedykt Jerzy (1901-1990)
Portret Władysława Broniewskiego z córkami: Joanną Broniewską-Kozicką i Marią Broniewską-Pijanowską (przybraną córką)
Data powstania dokumentu: 1950
Źródło: Polona.pl
Znaleziono ją martwą - pisze Mariusz Urbanek w biografii Broniewskiego, bardzo wiernie opierając się na wspomnieniach Janiny Broniewskiej. - leżącą w poprzek tapczanu. W maleńkim mieszkaniu na warszawskim MDM-ie było pełno gazu. Na kuchence wykipiała kawa, która zalała płomień palnika. Obok ciała Anki leżała książka, na podłodze stały niedopakowane do końca walizki. 

O Broniewskim dużo ostatnio napisano, ale to Joannie Siedleckiej udało się wyjaśnić zagadkę samobójczej śmierci ukochanej córki Broniewskiego. Jak pisze autorka, była to skrywana również przez samego Poetę wielka tajemnica rodzinna, a w jeszcze większym stopniu partyjna.




O poecie pisałam TUTAJ.
O książce Joanny Siedleckiej Mahatma Witkacy TUTAJ

31 października 2015

Amerykańskim bitewnym tropem Kościuszki. Zaproszenie na wystawę i promocję książki Barbary Wachowicz







To o Kościuszce powiedziano – stał się kotwicą Polaków!


Ksiądz Janusz Stanisław Pasierb

Był Kościuszko z tego wielkiego plemienia polskich żołnierzy, którzy w nieporównany sposób jednoczyli geniusz wodza z umysłem i duszą obywatela

Druh Aleksander Kamiński, marzec 1944
150. rocznica Insurekcji Kościuszkowskiej


Mam Cię nazwać obrońcą twej Ojczyzny? Bohaterem wolności? Szlachetnym Polakiem? Bohaterem dwóch światów? Nazwę Cię – Kościuszko! Inne imiona potrzebują może tytułów, ale Twoje wystarczy za najwyższy tytuł

Amerykanka w liście do Kościuszki, 1797


Od jednego człowieka tylko jedno życie wziąć można, a Tyś nam dał najcenniejszą i najczynniejszą część swojego i my teraz zbieramy owoce i udoskonalamy je. Każdy prawy Amerykanin kocha Cię i czci…

Prezydent Stanów Zjednoczonych
Thomas Jefferson do Kościuszki, 1813

Idźcie z pełną szybkością wywalczoną już drogą, a wówczas poznacie z doświadczenia, że życie we własnym domu, w wolności, jest najlepszym darem, jakiego natura udzieliła człowiekowi

Tadeusz Kościuszko, żegnając
przyjaciół amerykańskich
przed wyjazdem do Polski
po ośmiu latach walki
o wolność Stanów Zjednoczonych
(lato 1776 – lato 1784)
 




Pierwsza w Polsce wystawa amerykańskim bitewnym tropem Kościuszki

BARBARA WACHOWICZ jest jedyną osobą, której udało się przemierzyć szlak ośmiu lat walki Kościuszki o niepodległość Stanów Zjednoczonych – przez 15 stanów i 15 tysięcy mil.

Filadelfia, Saratoga, Ticonderoga, West Point – najważniejszy posterunek Ameryki, rzeki Yadkin, i Dan w Północnej Karolinie, twierdza Ninety Six, tajemnicze plantacje pod Charlestonem, urocze miasteczko Kosciusko w stanie Mississippi i miasto Warszawa w Kościuszko County – wszystkie miejsca związane z działaniami bojowymi i inżynieryjnymi Kościuszki, a także miejsca wiernej pamięci wdzięcznych Amerykanów zobaczymy na wystawie. 

Jest także cała galeria fantazyjnych i autentycznych portretów Kościuszki, a także prezentowane po raz pierwszy autografy jego listów i notatek z amerykańskiego eposu, włącznie z legendarnym listem Washigtona, potwierdzającym naczelne dowództwo Kościuszki  przy pracach fortyfikacyjnych West Point. Obok Ameryki prezentujemy także protoplastów Naczelnika, miejsca jego narodzin i młodości na Polesiu (zrekonstruowany dwór w Mereczowszczyźnie), a także pejzaże miejsc, które wpisały się w epopeję Insurekcji – Racławice i Maciejowice.
Ekspozycji towarzyszy znakomita książka Barbary Wachowicz relacjonująca barwnie epopeję bitewną naszego bohatera w USA.
Kościuszkowskie prace Barbary Wachowicz zostały uhonorowane Dyplomem Polskiej Fundacji Kościuszkowskiej i Medalem Ignacego Jana Paderewskiego przyznanym przez Stowarzyszenie Weteranów Armii Polskiej w USA.






„Nazwę Cię – Kościuszko!”
Szlakiem bitewnym Naczelnika w Ameryce
 

Galeria Vauxhall
w Krzeszowicach
Śródmiejski Ośrodek Kultury w Krakowie
Liceum im. Tadeusza Kościuszki
w Krzeszowicach

zapraszają

na uroczysty wernisaż – widowisko słowno – muzyczne -  
otwierające wystawę
autorstwa Barbary Wachowicz


„Nazwę Cię – Kościuszko!”
Szlakiem bitewnym Naczelnika w Ameryce

Dnia 6 listopada (piątek) 2015 o godzinie 18.00
W siedzibie Galerii Vauxhall
Ul. Walkowskiego 1



Mereczowszczyzna, domek Kościuszki; Kosciuszko's House.
Pocztówka z 1939 roku.
Źródło: Polona.pl